Moja siostra, Zofia, i ja od zawsze rywalizowałyśmy ze sobą niemal o wszystko. Ona zawsze musiała być pierwsza. Wyszła za mąż wcześniej niż ja, a nasi rodzice nie szczędzili pieniędzy na jej wystawnym weselu w Warszawie wszystko było wytworne i zrobione z rozmachem, podczas gdy dla mnie, z powodu trudnej sytuacji finansowej, pozostało jedynie skromne przyjęcie w rodzinnych stronach pod Krakowem. Tłumaczyli, iż cała oszczędności poszły na wesele Zofii, i po prostu nie mieli już, czym mi pomóc.
Zofia prowadziła wygodne życie ze swoim mężem i dwójką dzieci. Siedziała w domu lub chodziła do kosmetyczki na manicure i drogie zabiegi jej mąż zapewniał jej wszystko, czego zapragnęła. My z mężem, Tomaszem, aby nie zadłużać się na lata, postanowiliśmy zamieszkać z jego babcią w małym domu na przedmieściach. Zamiast kredytów, postawiliśmy na determinację i ciężką pracę, zakładając własny sklep spożywczy i poświęcając się mu każdego dnia bez reszty.
Z czasem nasze wysiłki się opłaciły sklep zaczął przynosić coraz lepsze zyski i staliśmy się niezależni. Życie Zofii jednak się odmieniło. Rozwiodła się nie bez powodu, bo prawda była taka, iż to ona zdradzała męża. niedługo potem zadzwoniła do mnie mama, z troską prosząc, bym dała Zofii pracę w naszym sklepie, bo nagle została samotną matką.
Kiedy Zofia się odezwała, poczułam znajome napięcie. Mówiła, jakby wszystko jej się należało żadnego doświadczenia, a oczekiwała wygodnej pracy i wysokiej pensji, bez większych obowiązków. Zamarłam, słysząc jej bezczelność. Nie mogłam się zgodzić, by powtórzył się koszmar jej kaprysów i nieustannych pretensji, którymi kiedyś zatruwała życie swojemu mężowi. Odpowiedziałam stanowczo powinna znaleźć swoje miejsce gdzieś indziej. Nie zamierzałam pozwolić, by traktowała mnie jak kolejną osobę do wykorzystania.














