Moja przyjaciółka nie dała mi żadnych pieniędzy na mój ślub, a teraz zaprasza mnie na swój własny.

newskey24.com 14 godzin temu

Joanna i Robert są małżeństwem od roku. Rodzice z obu stron zorganizowali wystawną uroczystość weselną. Ponieważ oboje są jedynakami, ich rodziny postanowiły, iż wesele odbędzie się z prawdziwym rozmachem. Propozycja młodej pary, by po ślubie po prostu spotkać się z przyjaciółmi przy grillu, została zupełnie zignorowana przez matki, które od zawsze marzyły o tradycyjnym ślubie, białej sukni i bryczce.

Joanna i Robert wiedzieli, iż nie uda im się uniknąć wielkiego balu, więc z pełnym zaangażowaniem rozpoczęli przygotowania. Było wiele spraw do załatwienia: manicure, makijaż, kupno sukni i garnituru, a także drobiazgów, które są równie ważne. Rodzice zgodzili się pokryć wszystkie wydatki poza suknią panny młodej i garniturem pana młodego. Rodziny zarezerwowały najlepszą restaurację w Warszawie, wybrano bukiet dla Joanny, a tort miał przygotować znajomy mamy Roberta, który słynął z niesamowitych wypieków.

Rodzice skrupulatnie ułożyli listę gości, chcąc zaprosić wszystkich krewnych, choćby tych, z którymi nie utrzymują kontaktu. Tłumaczyli to tym, iż zamożni goście podarują dobre prezenty, a z uzyskanych pieniędzy młoda para mogłaby kupić samochód albo odłożyć na własne mieszkanie. Po długiej dyskusji postanowiono nie zapraszać bardzo odległych krewnych. Niektórzy i tak zrezygnowali, tłumacząc się chorobą lub innymi zobowiązaniami. Ostatecznie na liście gości znaleźli się głównie przyjaciele Joanny i Roberta.

W dniu ich ślubu pogoda dopisywała, chociaż rano zapowiadano deszcz. Joanna wyglądała cudownie w śnieżnobiałej sukni z delikatną koronką. Robert przez cały dzień nie mógł oderwać od niej wzroku, a panna młoda była prawdziwą ozdobą uroczystości. Atmosfera była radosna, fotograf uwijał się jak w ukropie, robiąc zdjęcia wszystkim, a goście już nie mogli doczekać się biesiady w restauracji.

Po sesji zdjęciowej młoda para odjechała białą bryczką do restauracji. Szampan lał się strumieniami, gratulacje rozbrzmiewały przez całą salę. Goście wręczali prezenty w większości koperty z pieniędzmi, bo z góry poproszono, żeby nie kupować rzeczy, tylko dać pieniądze. Kilka starszych osób mimo wszystko postanowiło podarować koce, pościel, talerze.

Tort z trzema piętrami zrobił ogromne wrażenie choćby na najbardziej wybrednych gościach zdobiony luksusową koronką, kremowymi kwiatami i perłami. Cała uroczystość była bardzo elegancka. Nad ranem zmęczeni goście zaczęli rozchodzić się do domów, a Joanna i Robert udali się do zarezerwowanego hotelowego pokoju.

Następnego dnia, gdy para wróciła do domu rodziców Joanny, jej mama oznajmiła, iż jeden z otrzymanych pliczków był pusty. Okazało się, iż koperta była podarowana przez bliską przyjaciółkę Joanny Kamilę. Łatwo było ustalić, kto ją wręczył, bo nie była podpisana, w przeciwieństwie do innych. Joanna poczuła się bardzo zraniona.

Cała sprawa była tym bardziej przykra, iż przed ślubem Kamila zapewniała, iż w tej chwili nie wypada dawać młodej parze mniej niż cztery tysiące złotych i obiecywała wsparcie finansowe.

Niecały rok później Kamila sama wyszła za mąż i zaprosiła Joannę wraz z mężem na swoje wesele. Od razu zasugerowała, iż liczy na kopertę z pieniędzmi, bo młoda para ma nadzieję na spłacenie kosztów ślubu i jeszcze coś odłożyć. Joanna i Robert zaczęli się zastanawiać, co zrobić. Joanna zaproponowała, żeby oddać pusty pliczek, tak jak zrobiła jej przyjaciółka. Robert sugerował dać jeszcze więcej, by zawstydzić Kamilę. Mama Joanny poradziła, żeby włożyć najmniejszą możliwą sumę wtedy nie musi wprost mówić o całej sytuacji, ani się mścić. Ślub przyjaciółki zbliża się, a Joanna nie potrafi zdecydować, co powinna zrobić…

Idź do oryginalnego materiału