Moja przyjaciółka nie dała mi ani grosza na moją wesele, a teraz zaprasza mnie na swoje.

newsempire24.com 21 godzin temu

Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć historię o pewnej polskiej parze Małgorzacie i Szymonie. Minął dopiero rok odkąd są małżeństwem. Rodzice z obu stron zorganizowali im naprawdę wystawną imprezę weselną wiesz, coś z rozmachem, bo obie rodziny miały tylko po jednym dziecku i chcieli, żeby wszystko było na najwyższym poziomie. Małgosia i Szymon wspominali, iż najchętniej po weselu zebrali by paczkę przyjaciół i poszli razem na grilla na działce, ale ich mamy miały już całą wizję: ślub, biała suknia, dorożka jak z bajki.

Tak więc nie było mowy o uniknięciu wielkiego bankietu; młodzi zabrali się za przygotowania bardzo poważnie. Przed nimi było mnóstwo spraw do ogarnięcia: manicure, makijaż, wybór sukni i garnituru, a do tego tysiące drobnych szczegółów. Rodzice zadeklarowali, iż ogarną wszystkie koszty, oprócz sukni Małgosi i garnituru Szymona. Wybrali najlepszą restaurację w Warszawie, Małgosia dostała piękny bukiet, a tort został zamówiony u przyjaciółki mamy pana młodego, która zna się na cukiernictwie jak nikt.

Listę gości rodzice tworzyli z wielką uwagą chcieli zaprosić całą rodzinę, choćby tych, z którymi nie mieli kontaktu od lat. Tłumaczyli, iż to ludzie zasobni, więc mogą dać porządny prezent, a kasa z kopert pozwoli kupić auto albo odłożyć na mieszkanie. Po gorącej dyskusji ostatecznie uznano, iż bardzo dalekiej rodziny nie zapraszają. Część krewnych sama się wycofała pod dobrymi pretekstami. Finalnie na liście gości zostali głównie znajomi pary młodej, tak jak chcieli.

W dniu ślubu pogoda była wręcz idealna, choć rano zapowiadali deszcz. Małgosia wyglądała zjawiskowo w jedwabnej sukni z koronką Szymon nie mógł oderwać od niej oczu przez cały dzień. Wszyscy byli szczęśliwi, fotograf chodził jak szalony z aparatem, goście nie mogli się doczekać bankietu w restauracji.

Po sesji zdjęciowej, Małgosia i Szymon wsiedli do śnieżnobiałej dorożki i ruszyli do restauracji. Szampan się lał, gratulacje płynęły szerokim strumieniem. Prezenty? Głównie koperty z pieniędzmi, bo młodzi prosili o gotówkę. Oczywiście kilka babć i cioć podarowało im poduszki, pościel, talerze.

Tort trzy piętra, luksusowa koronka, kremowe kwiaty i perełki zrobił wrażenie choćby na najbardziej wymagających gościach. Impreza była naprawdę elegancka. Dopiero o świcie zmęczeni goście zaczęli się rozchodzić do domów, a Małgosia z Szymonem pojechali do hotelu, gdzie mieli zarezerwowany pokój.

Kiedy następnego dnia młodzi pojawili się u rodziców Małgosi, jej mama powiedziała, iż jeden z pliczków od gości był pusty! Okazało się, iż ten pusty pliczek dała bliska koleżanka Małgosi i Szymona Karolina. Rozpoznali ją, bo koperta nie była podpisana, a reszta była. Małgosia poczuła się paskudnie.

Najgorsze było, iż zanim doszło do wesela, Karolina zarzekała się, iż w tej chwili nie daje się mniej niż tysiąc złotych na ślub i obiecała, iż na pewno wspomoże przyjaciółkę konkretną sumą.

Niecały rok później, Karolina sama wychodziła za mąż i zaprosiła Małgosię z mężem na własne wesele. Od razu poprosiła, by dali jej pieniądze, bo liczyli, iż koperty pokryją większość kosztów imprezy. Małgosia z Szymonem zaczęli się zastanawiać, co zrobić… Małgosia odgrażała się, żeby Szymon dał jej pusty pliczek tak jak ona zrobiła na ich weselu. Szymon chciał wręcz odwrotnie: dać jej więcej, żeby się wstydziła. Natomiast mama Małgosi poradziła, żeby włożyli do pliczka minimalną kwotę, bo to żaden rewanż i nie muszą nic mówić Karolinie o tym, iż znają jej podstęp. Ślub Karoliny zbliża się wielkimi krokami, a Małgosia do dziś nie wie sama, co zrobić…

Idź do oryginalnego materiału