Moja prawdziwa synowa – historia Galiny: Syn postawił mnie przed faktem, iż Emilia urodzi dziecko za…

twojacena.pl 18 godzin temu

Mamo, żenię się z Malwiną. Za trzy miesiące będziemy mieli dziecko postawił mnie przed faktem mój syn, Paweł.

Nie zdziwiłam się przesadnie tą wieścią, bo Malwinę poznałam już wcześniej. Martwił mnie tylko jej wiek jeszcze nie skończyła osiemnastu lat. A i Paweł miał przed sobą obowiązkową służbę wojskową. Ot, dzieci jeszcze, a już ślub i dziecko w drodze.

Długo nie mogliśmy znaleźć Malwinie sukni ślubnej; siódmy miesiąc ciąży nie pozwalał o sobie zapomnieć.

Po weselnej zawierusze młodzi zamieszkali u rodziców Malwiny. Ale Paweł co tydzień wracał do mnie, zamykał się w swoim pokoju i prosił, by mu nie przeszkadzać. Jako matkę, to mnie niepokoiło.

… Dzwonię do Malwiny.
Wszystko w porządku z Pawłem?
Oczywiście, dlaczego pytasz? Malwina spokojna jak morska fala.
Malwino, wiesz gdzie teraz jest twój mąż? próbuję dociec prawdy.
Pani Halino, niech się pani sobą zajmie. My sobie poradzimy odparowała lodowato, pierwszy raz, ale nie ostatni tak do mnie się odezwała.
Przepraszam za zabranie czasu wycofałam się szybko, odkładając słuchawkę.

Jestem człowiekiem łagodnym i niekonfliktowym. Nie chciałam ingerować w ich sprawy. Sami się jakoś ogarną, pomyślałam.

… Niedługo potem Malwina przyniosła na świat małą Weronikę, imię, które od razu mi się nie spodobało więc po swojemu zaczęłam wołać ją Niusia.

Pawła powołano do wojska. Służył gdzieś daleko, a ja przez te dwa lata odwiedzałam regularnie Niusie. Za każdym razem Malwina, coraz piękniejsza, taka z niej była szałaputka i urodziwa, aż strach. Malwina poszła na uniwersytet, tam przecież tyle pokus myślałam, iż nie doczeka się Paweł żony wierności swej.

Nigdy nie byłam ulubioną teściową Malwiny. Gdy przychodziłam do ní, ona tylko wzdychała ciężko, podrzucała mi wózek i wyganiała na spacer, żeby już mnie w oczy nie musieć widzieć. Z jej strony czułam zawsze jawną niechęć. I wzrokiem potrafiła mnie obrazić. Malwina znała swoją wartość. Unikałam więc sporów, zawsze czułam ulgę opuszczając ich dom.

… Po dwóch latach Paweł wrócił z wojska. Patrzę, wszystko u nich gra miło, spokojnie, jak należy. Niusia rośnie, Paweł nie może oderwać oczu od żony, Malwina zaradna piękność. Cieszyło mnie to całym sercem. Tak minęło piętnaście lat familijnego spokoju.

… A potem Malwina jakby się zamieniła. Pojawili się kochankowie, nie jeden, wielu. choćby nie próbowała tego ukryć. Hulanka na całego. Jak to mówią nie przykryjesz gęsi fartuszkiem. Paweł znosił to trzy lata. Kochał ją i cierpiał.

Ale ona kąsała go coraz mocniej, a choćby szydziła. Byłam w szoku przez jej zachowanie ale nigdy nie odważyłam się prawić jej kazań. Szczerze mówiąc, Malwiny się bałam na nią to choćby święci nie podziałają, wzrok jak z piekieł.

Synu, co tam u was z Malwiną? Nie dogadujecie się? Z jakiego powodu? próbowałam wywiedzieć się.
Mamo, nie martw się, wszystko się ułoży uspokajał Paweł.

Zdawało mi się, iż syn czuje się winny, więc znosił upokorzenia żony. Postanowiłam więc porozmawiać z Malwiną, nie dawał mi spokoju ich rozłam.

Malwino, mogę o coś zapytać? zagadnęłam nieśmiało.
Pani Halino, chyba lepiej żeby pani zapytała syna, czym i przede wszystkim z kim zajmuje się w pracy? Moja ciotka tam pracuje, wszystko mi opowiedziała i dobrze opisała. To nie ja zaczęłam, to on mi pierwszy zdradził! Aż krzyknęła.

Panie Boże, po co mi to było? Pawłowi nic nie powiedziałam. Trudno, nie dogodzisz wszystkim.

… Malwina i Paweł gwałtownie się rozwiedli. Niusia została z matką.

Paweł puścił się w wir życia. Kobiety zmieniał jak rękawiczki brunetki, blondynki, rude… Nigdy nie spał sam.

Malwina od razu wyszła drugi raz za mąż. Paweł sam o tym mi powiedział, choćby się rozpłakał. Malwina była ponoć troskliwą żoną.

Nową, ulubioną wybranką Pawła została Jolanta filigranowa, czarująca czterdziestolatka. Syn miał trzydzieści pięć, Jolanta pięć lat więcej. Chodził nad nią jak na chmurach, gotów wycieraczką się stać u jej stóp.

Jolanta narzuciła warunki: ślub cywilny, mieszkanie dla swojej córki, pełne utrzymanie Jolanty.

Paweł miękł i płynął z rozkoszy dla nowej żony.

Jolanta, w przeciwieństwie do Malwiny, chciała zostać moją przyjaciółką z miejsca Halinka, ty, rodzinne żarciki. Nie za bardzo mi to pasowało, ale nie chciałam kłótni przełknęłam to. Wszystkie prezenty od synowej kupione za pieniądze Pawła leżą nietknięte w szafie. Nie czuję do nich serca.

Jolanta uśmiecha się sztucznie, mówi nieszczere komplementy, Pawła tak naprawdę nie kocha. Dla niej mój syn to worek z pieniędzmi i już, wymagania rosną, a ona tylko kombinuje. Malwina przynajmniej krzyczała uczciwie, wprost, wiedziała czego chce, Pawła kochała.

Jolanta nie gotuje, woli kupować gotowce z delikatesów. Zwróciłam jej raz uwagę:
Może byś Pawłowi ugotowała zupę, ciągle tylko suchy chleb.
Halinka, nie ucz kotleta pływać w barszczu odpowiedziała bezczelnie.

… Jej przyjaciółki to podobne księżniczki. Raz w tygodniu droga sauna, potem kawka na mieście, busz po galeriach to świat Jolanty. Nie po jej myśli? Od razu lament, łzy, awantura!

Jolancie tylko podano by jajko i to już obrane, żeby się nie namęczyć. Jak Paweł to wytrzymuje, nie rozumiem. Ich małżeństwo, uważam, jest nieprzemyślaną pomyłką.

… Coraz częściej wspominam zaradną Malwinę. Jest porównanie. Jej ryby w galarecie, niezrównane gołąbki, fantastyczne torty… Po co Paweł roztrwonił idyllę z pierwszą żoną? Nie potrafił utrzymać takiej kobiety! Sam sobie winien. Dobrze, iż Niusia o mnie nie zapomina, przynosząc drobnostki.

Malwina to dla mnie zawsze własna synowa, choć już była. Wartość rzeczy doceniasz dopiero, gdy ją stracisz. Jolanta to tylko poboczna żonka. Żal mi syna. Wydaje mi się, iż w sercu Pawła wciąż mieszka Malwina, ale droga do niej już dawno zamknięta…

Idź do oryginalnego materiału