Ostatnio moja mama zaczęła mieszkać sama. Rozwiodła się z tatą, a mój brat przez jakiś czas z nią mieszkał, ale potem wyprowadził się do dziewczyny. Więc mama żaliła się, iż w dużym domu czuje się samotna i przerażona. Brakuje jej kogoś do rozmowy, echa własnych kroków odbijają się od ścian jakby wołały o obecność innych. Zrobiło mi się jej żal, więc zaproponowałam, żeby zamieszkała ze swoją siostrą. Przecież ciocia Wanda też mieszka sama. Mama jednak nie była zachwycona pomysłem. Twierdziła, iż w tych latach trudno się już dogadać charaktery rozjeżdżają się jak tramwaje na dwóch różnych liniach.
Kiedy mój brat się wyprowadził, mama zaczęła nas często odwiedzać czasem w weekend, a czasem w środku czwartku, kiedy pracy było po uszy. Zawsze była u nas mile widziana, a dom stawał się na chwilę inny, głośniejszy, jakby nosił się z nowym pulsem. Odwiedzamy ją też tyle, ile się da. Gdy wybieramy się do teściów na działkę pod Warszawą, zawsze ją zabieramy ze sobą. Robimy wszystko, żeby czuła się mniej samotna. W tych snach nasze spotkania nabierają dziwnej postaci raz dom cioci zamienia się w dziwaczny pałac z krzywymi schodami, innym razem ogród rozrasta się po horyzont, zasypując nas kwiatami.
Do momentu narodzin naszego syna wszystko było dobrze. Ledwie wróciliśmy z synkiem z kliniki na Mokotowie, mama przychodząc, zaproponowała, iż u nas zostanie, bo przecież trzeba mi teraz pomóc. Przekonała nas trafnymi argumentami i została. Na początku bardzo nam pomagała. Dbała o malca, gotowała nam rosół, prasowała ubrania, tłumiła sny pełne lęków. Nie przewidzieliśmy tylko, iż to nie będzie pobyt na chwilę została na dwa miesiące i ani myśli się wyprowadzić. Teraz mówi, iż jej mieszkanie nie powinno stać puste lepiej wynająć je za kilka tysięcy złotych komuś innemu
Oboje z mężem jesteśmy jej wdzięczni za całą tę pomoc. Naprawdę dużo dla nas robi. Ale robi się tłoczno. Chcielibyśmy choć trochę intymności po cichu się nadeptujemy, bo przecież mieszkanie jest niewielkie jak te z czasów Gierka. Mama emerytka, nie wychodzi często z domu zawsze jest obecna, a przestrzeń kurczy się jak tkanina prana w gorącej wodzie. Porządkuje kuchnię po swojemu, przesuwa garnki, zamienia nasze łyżki miejscami. Nie możemy chodzić po domu w samej bieliźnie. Czujemy się pod presją. Mama zaczęła też komentować, jak żyjemy, gdzie wydajemy pieniądze, i podszczypywać męża, iż mógłby bardziej mi pomagać.
Próbowałam z nią rozmawiać, spokojnie a choćby sennie, jakby słowa dryfowały przez mgłę. Tłumaczyłam, iż młode rodziny powinny jednak mieszkać osobno. Ale ona nie przyjmuje tego do wiadomości. Według niej, to normalne, żeby dzieci mieszkały z matką, a rodzice nie mają szans z opieką nad niemowlakiem sami. Przecież opieka nad małym dzieckiem to ogromna odpowiedzialność mówi z uporem, jakby to była święta prawda wpisana w podręczniki polskiej mądrości. Czuję się wobec niej winna, bo wiem, iż jest jej przykro, iż została sama na stare lata.
A przecież to nie moja wina ani nikogo innego, iż rozwiodła się z ojcem. Przecież zawsze może sobie kogoś znaleźć może starego przyjaciela ze szkoły podstawowej, którego spotka przypadkiem na targu na Stadionie Narodowym we śnie, gdzie wszyscy mówią szeptem i sprzedają tylko białe chryzantemy.



![Wieczna latarka [TOWARY MODNE 314]](https://i1.ytimg.com/vi/_HOxLbiY4SA/maxresdefault.jpg)



