Moja córka wstydziła się naszego wiejskiego pochodzenia i nie zaprosiła nas na swój ślub…

polregion.pl 1 godzina temu

Moja córka wstydziła naszego wiejskiego pochodzenia i nie zaprosiła nas na swój ślub

Moja córka wstydziła się nas, bo pochodziliśmy ze wsi. choćby nie poinformowała nas o ślubie

Mój mąż i ja zawsze żyliśmy skromnie, ale uczciwie. Nasz dom, ogródek, krowy, troskicałe nasze życie poświęcone było jednemu celowi: wychować naszą jedyną córkę na porządnego człowieka. Dla niej bylibyśmy w stanie poświęcić wszystko. To, co najlepsze? Dla niej. Nowe buty? Oczywiście. Płaszcz, żeby nie odstawała od miejskich dziewczyn? Naturalnie. Oszczędzaliśmy na wszystkim, byle tylko miała to, czego potrzebowała. Wyrosła na piękną, mądrą dziewczynę. Zawsze była najlepszą uczennicą, marzyła o życiu w mieście. A my? Cieszyliśmy sięnasza Ewelina miała mieć lepszy los niż my.

Dzięki starym znajomościom mój mąż załatwił jej miejsce na prestiżowej uczelni w Warszawie. Bezpłatnie. Byliśmy z niej dumni, jakby to było nasze własne osiągnięcie. Wspieraliśmy ją, jak tylko mogliśmysłowem i finansowo. Każdy jej przyjazd do domu był świętem. Słuchaliśmy jej opowieści jak baśni: praca w biurze, narzeczony z dobrej rodzinyAntoni, syn biznesmena. Promieniała, mówiąc o nim. A my myśleliśmy tylko jedno: oby ślub był jak najszybciej

Lecz lata mijały, a oficjalnych oświadczyn nie było. Pewnego dnia mój mąż nie wytrzymał: Zaproś Antoniego do domu, niech go poznamy!. Wahała się, wymawiała się pracą. Raz, drugi. Nasze podejrzenia rosły. Coś było nie tak. W końcu zebraliśmy się na odwagę: pojedziemy do Warszawa sami. Adres znaleźliśmy w starych papierach. Kupiliśmy prezenty, włożyliśmy odświętne ubrania i ruszyliśmy.

Dom był przepiękny. Kamień, szkło, ochroniarz. Uprzejmy mężczyzna zaprowadził nas do środka. Luksus jak z filmu. Staliśmy, nie wiedząc, gdzie się podziać, aż zaproszono nas do salonu. I wtedy to zobaczyłam. Na stoleduże, oprawione zdjęcie ślubne. W białej sukni, z bukietemnasza Ewelina. Mój mąż zdrętwiał, jakby zamienił się w kamień. A ja poczułam, jak ziemia ucieka mi spod nóg.

A dlaczego państwo nie przyszli na wesele? nagle zapytał Antoni.

Mój mąż i ja wymieniliśmy spojrzenia. Co mu odpowiedzieć? Że choćby nie wiedzieliśmy? Wtedy pojawiła się ona. Ewelina. Jej twarz zesztywniała, usta zadrżały. Skinęłam, żeby podeszła. Najpierw bełkotała wymówki, aż w końcu wykrztusiła:

Nie zaprosiłam was bo jesteście ze wsi. Wstydziłam się. Nie chciałam, żeby wszyscy wiedzieli, iż moi rodzice to wieśniacy

Te słowa przeszyły mi serce. Jak nóż. Jak? My? Wstyd? My, którzy oddaliśmy dla niej wszystko? Którzy harowaliśmy bez wytchnienia, by miała lepszą przyszłość?

A Antoni? spytałam, ledwo łapiąc oddech. Wiedział?

Tak. Chciał, żebyście byli. choćby wysłał zaproszenie, ale powiedziałam mu, iż odmówiliście

I tyle. Byliśmy jej wstydem, który ukryła. choćby nie dała nam szansy, by być przy niej w najważniejszym dniu jej życia. Bez słowa, bez wyjaśnień. Po prostu nas wymazała.

Wróciliśmy tego samego dnia. Bez łez, bez krzyków. Tylko pustka w duszy. Jak żyć dalej, gdy własne dziecko odwraca się plecami? Jak wierzyć, iż to wszystko nie poszło na marne? Że nie wychowaliśmy obcej osoby?

Od tamtej pory Ewelina nie zadzwoniła. My też nie. Nie z zemstytylko z bólu. Bo nie wiemy, co powiedzieć komuś, kto tak łatwo nas zdradził.

Idź do oryginalnego materiału