Moja mama pochodzi z dużej rodziny. Miała sześciu braci, ale teraz zostało tylko troje rodzeństwa. Mama i jedna z moich ciotek mieszkają w tej samej wsi pod Krakowem. Przez lato ciężko pracują, żeby zimą żyć z tego, co zarobią w sezonie. Wszyscy mamy swoje ogródki warzywne, które uprawiamy, żeby coś zawsze było na stole.
Druga siostra mamy przeprowadziła się do miasta mieszka teraz z rodziną w dużym mieszkaniu w Warszawie i ma dom letniskowy nad Mazurami. Jej mąż został dyrektorem firmy budowlanej. Nie zawsze tak żyli, też zaczynali na wsi, a mama z moją drugą ciocią zawsze im pomagali, kiedy tylko mogli. Potem im się polepszyło i nagle, jakby zapomnieli o rodzinie.
Pewnego razu mama przez przypadek dowiedziała się, iż córka tej bogatszej siostry wyszła za mąż. Najpierw była w szoku, a potem udawała przed ludźmi, iż wie żeby jej nie było wstyd, iż nie została zaproszona. Bo kto by się nie wstydził, iż własna siostra nie zaprosiła na ślub swojej córki?
Mama wróciła do domu i wszystko opowiedziała drugiej swojej siostrze, cioci Zuzannie. Zuzanna też była zszokowana i bardzo zraniona. Postanowiły więc zadzwonić do tej trzeciej, żeby ją przynajmniej pogratulować, może będzie miała wyrzuty sumienia. Ta jednak rzuciła tylko suche dziękuję i się rozłączyła.
Musiało ją to jednak ruszyć, bo parę dni później postanowiła przyjechać z całą rodziną. Przywieźli drogie wino, schab i pieczeń z miasta jakby chcieli się pokazać. Ale mama była zbyt głęboko dotknięta i wściekła. Wyrzuciła ich za drzwi. Powiedziała, iż skoro wstydzili się nas zaprosić do restauracji, bo my ze wsi, a oni państwo z miasta, to nie mają czego szukać pod naszym dachem.
Mąż tej miejskiej ciotki tylko wzruszył ramionami i powiedział, iż tak, wstydzili się, bo przecież jakbyśmy weszli do restauracji, to zaraz by tam zapachniało wieprzowiną i cebulą z naszej kuchni. To przelało czarę goryczy. Mama kazała im wychodzić i poprzysięgła, iż już nigdy nie przekroczą progu naszego domu. Zuzanna stanęła za mamą murem i też oświadczyła, iż nie chce mieć z nimi nic wspólnego.
Nad wiejskim domem długo wisiało wtedy ciężkie milczenie, a łzy matki jeszcze długo nie chciały wyschnąć.














