Dzień 12 marca
Mój ojciec, Jan Kowalski, opowiadał mi jeszcze w wieku 72 lat, iż zamierza poślubić swoją dawną koleżankę ze szkoły. Gdy usłyszałem tę wiadomość, poczułem szok jak to możliwe, iż ma już 72 lata i wciąż myśli o małżeństwie?
Przez dwadzieścia lat po śmierci mamy, Marii, Jan żył samotnie. Trzydzieści lat temu wyjechałem z rodzicami z Krakowa, by założyć własną rodzinę w Poznaniu. Do dziś, mimo dzielącej nas odległości, odwiedzam ojca razem z żoną Beatą i dwójką naszych dzieci w Święta oraz latem, kiedy zbieramy jabłka w jego sadzie. Na szczęście Jan jest twardym facetem, nie narzeka na zdrowie i sam radzi sobie w gospodarstwie, choć my wciąż przyjeżdżamy, kiedy trzeba uporządkować ogród lub przyciąć drewno na zimę.
Kilka dni temu dzwonił do mnie i z ekscytacją oznajmił, iż nadszedł czas, by przywitać w domu nową kobietę. Okazało się, iż chodzi o jego dawną szkolną przyjaciółkę, Jadwigę Nowak, z którą kiedyś spędzali wakacje nad jeziorem w Mazurach. Po ukończeniu szkoły rozeszły się po różnych miastach i nie widywały się latami, a teraz, w podeszłym wieku, postanowiły połączyć życie. Czy to nie absurd?
Kiedy dowiedziałem się o planowanej uroczystości, od razu powiedziałem ojcu, iż nie możemy liczyć na naszą obecność przy ceremonii, ale nie zniechęciło go to. Jadwiga i Jan pobrali się kilka miesięcy temu w małym kościele w Sandomierzu i zorganizowali skromne przyjęcie.
Zastanawiam się, co mogło brakować Janowi w tak podeszłym wieku, by nie mógł już do końca żyć w samotności.
Dom ojca jest ogromny rozległa posiadłość z polami, stodołami i starym dworkiem. Jego żona ma już kilkuset wnuków i dzieci, które z zapałem chcą się rościć do tej ziemi. Czy ta nowa małżeńska więź może mieć jedynie wymiar materialny?
My z Beatą mieszkamy w trzypokojowym mieszkaniu w Poznaniu, za które spłacaliśmy kredyt hipoteczny przez pół dekady. Mamy dwójkę dzieci i zastanawialiśmy się, czy powinniśmy przekazać nasze mieszkanie starszemu pokoleniu, a młodszym zostawić rodzinny dwór. Teraz nie wiemy, kto ostatecznie go otrzyma.
Od sześciu miesięcy nie odwiedzaliśmy Jana. Nie chcemy już ingerować, odkąd zaczął budować nowy rozdział życia. Krewni często dzwonią, twierdząc, iż powinniśmy cieszyć się, iż ojciec w tym wieku odnalazł szczęście. Oczywiście byłbym zadowolony, gdyby nie obawa, iż Jadwiga może go wykorzystywać, a my w przyszłości będziemy musieli walczyć o dom z jej krewnymi, w którym spędziłem połowę życia.
Nie wiem, co zrobić. Nie mogę dłużej ignorować ojca, ale nie mam siły udawać, iż wszystko jest w porządku. Co radzicie, jak wydostać się z tej sytuacji?









