Mój syn ma doskonałą pamięć – w przedszkolu znał na pamięć wszystkie teksty przedstawień, więc do os…

polregion.pl 6 dni temu

Mój syn ma pamięć jak słoń. W przedszkolu znał na pamięć wszystkie wierszyki i dialogi z przedstawień, więc do ostatniego dnia nikt nie wiedział, w jakim stroju adekwatnie wystąpi dzieci łapały wirusy jedno za drugim, a on, jak ludzka wersja sosu uniwersalnego, potrafił wskoczyć w każdą rolę.

Na jasełka pięcioletniemu synkowi przypadła rola ogórka. Dowiedziałam się o tym tuż przed moją nocną zmianą w szpitalu, więc w drodze do domu kupiłam zieloną koszulkę, kolorowy brystol i pełna entuzjazmu przysiadłam do maszyny do szycia. Do koszulki uszyłam szorty w barwach sałaty i skleciłam fantazyjną czapeczkę ogórkową z kartonu z uroczym ogonkiem z drutu owiniętego zielonym materiałem.

Na przedstawienie miał iść tata. Nie żebym nie wierzyła, ale zaufanie do jego zdolności technicznych miałam dość ograniczone. Dlatego rano przed pracą przeprowadziłam mu szkolenie z obsługi dziecka w stroju ogórka i montażu (delikatnego!) czapeczki.

W środku dyżuru zadzwoniła do mnie wychowawczyni, łamiącym się głosem wyznała, iż główny bohater przedstawienia zachorował i jutro mój syn zostaje… Bolkiem na biszkopcie (czytaj: polskim odpowiednikiem bajkowego Koloboka). Na moje pytanie, czy Bolek może być w kostiumie ogórka, odpowiadała cisza długa jak kolejka do lekarza w przychodni.

Zadzwoniłam do męża do pracy sytuacja kryzysowa, ogórek zamienia się w bolka, czytaj biszkopta. Mąż, szczęśliwy jakby wygrał szóstkę w totka (to już powinna być dla mnie lampka ostrzegawcza), powiedział, iż nie ma problemu, bo weźmie dwóch kolegów chirurgów i ta medyczna ekipa trzy głowy, sześć rąk poradzi sobie z każdą katastrofą! Jednym słowem, zdolni faceci przyjadą do domu i załatwią sprawę. Może moja intuicja była wtedy na urlopie.

Gdy w końcu mogłam zadzwonić do domu, syn odebrał telefon i doniósł, iż kupili białą koszulkę, tata ma ból ręki od klejenia żółtego kartonu, wujek Wojtek szykuje kolację, a wujek Mirek śmieje się do łez. Po godzinie relacja była taka: Idę spać, mamo, wujek Mirek wyciął z kartonu wielkie kółko, rysuje na nim oczka, wujek Wojtek właśnie zjada ogórki kiszone ze słoika, a tata puka się od śmiechu w czoło.

O północy zadzwoniłam znowu. Mąż wyznał, iż wujek Wojtek i wujek Mirek zużyli wszystkie pokłady chirurgicznej energii na bolka i już chrapią. Ale są pewne niuanse: bolek, zupełnym przypadkiem, został przyklejony przez wujka Wojtka superglutem kompletnie krzywo na białej koszulce. Gdy wujek Mirek próbował go oderwać, koszulka pękła jak wiśnia w cieple. Więc przyszyli dzieło życia chirurgicznym szwem do zielonej ogórkowej koszulki. Ale przysięgam ponoć wygląda pięknie jak żaden inny bolek. I jeszcze bolkowi zrobili 30 zębów z białego kartonu, uśmiecha się od ucha do ucha, tylko na dwa ostatnie zabrakło im materiału.

(Niczego nie widać, uspokoiłam syna, na tle trzydziestu zębów nikt się tych dwóch nie doliczy). No więc, mogę spokojnie pracować, nie drzeć włosów z głowy, mój syn będzie miał najoryginalniejszy kostium. A kto to tam tak pochrapuje? To tylko wujek Mirek, który tak się namachał przy wycinaniu zębów z kartonu, iż zasnął w fotelu.

Podejrzane przeczucia nie dawały mi spać. Rano, z desperacją godną serialowego lekarza, wybłagałam przełożoną, by puściła mnie chociaż na godzinę na przedszkolny występ syna.

Wpadłam spóźniona. Z sali dobiegały salwy śmiechu, jakie słyszy się jedynie przy stołach wigilijnych, gdy ktoś opowiada kawał o Jasiu. Przez uchylone drzwi zobaczyłam przy noworocznej choince próbował człapać bolek: ogromne, żółte, kartonowe oblicze, przyklejone synowi na piersi od brody aż po kolana, oczy patrzące w zupełnie odwrotnych kierunkach, trzy chirurgiczne, poziome szwy (dla niewtajemniczonych: to miały być zmarszczki) nad oczami jakby bolek był doświadczony przez życie bardziej niż kasjerka w Lidlu w ostatnią sobotę miesiąca. Wisienką na torcie był szeroko rozwarty uśmiech z trzydziestoma kartonowymi zębami, z drobną ubytką brakowały dwa przednie górne zęby!

Wyglądał na bolka po przejściach, takiego co to i na SOR-ze by się nie zdziwił. Do reszty dzieła dołożona została ogórkowa czapka z kartonu z ogonkiem z drutu, cały misterny dorobek trzech chirurgów-amatorów.

W tym momencie syn zaczął deklamować wierszyk: Gdzie znajdziecie drugiego takiego jak ja?… (dalej powinno być coś o tym, iż tylko w bajce i na jasełkach, ale nikt już nie mógł powstrzymać łez ze śmiechu). Pani wychowawczyni z jękiem przysiadła na podłodze, sala płakałaA kiedy wszyscy rodzice, dzieci, nauczycielki i choćby pan woźny już śmiali się do łez, mój syn, wciąż dumnie prężąc pierś z bolkiem-przytulanką, ukłonił się teatralnie. Wtedy gromkie brawa przebiły się przez śmiech, a on jakby tego właśnie najbardziej potrzebował spojrzał na mnie przez salę i bez zawahania posłał mi najszerszy, najbardziej szczerbaty uśmiech świata. Tego dnia przedszkolny bolek, w zielonej czapce ogórka i z chirurgiczną precyzją zszytym uśmiechem, był królem nie tylko sceny, ale i wszystkich serc na widowni.

Po występie podbiegł do mnie i wyszeptał: Mamo, wiesz co? Byłem najlepszym bolkiem-ogórkiem na świecie!, a ja przytuliłam go mocno, nie mogąc wymarzyć sobie piękniejszego kostiumu. Bo czasem najcudowniejsze rzeczy rodzą się w chaosie, z kartonu, śmiechu i odrobiny superglutu.

Idź do oryginalnego materiału