Mój syn i jego żona podarowali mi mieszkanie, gdy przeszedłem na emeryturę
Tego pamiętnego dnia mój syn Wojciech i synowa Agnieszka przyszli do mnie z kluczami w ręku, a potem zaprowadzili mnie prosto do kancelarii notarialnej. Byłem tak wzruszony, iż aż zabrakło mi słów. Tylko cicho szepnąłem:
Po co mi aż tak drogi prezent? Przecież nie potrzebuję tego!
Tato, to taka premia na Twoją emeryturę! Możesz wynająć mieszkanie i mieć z tego dodatkowy dochód odpowiedział Wojtek, uśmiechając się szeroko.
Wtedy choćby nie formalizowałem jeszcze przejścia na emeryturę! Zaledwie kilka dni wcześniej dostałem oficjalne pożegnanie z pracy i zaczynałem swoją nową, spokojniejszą codzienność. Okazało się, iż wszystko zaplanowali za moimi plecami. Zacząłem protestować, ale gwałtownie mi przerwano żebym się nie sprzeczał.
Muszę przyznać szczerze, iż z Agnieszką nie zawsze dogadywaliśmy się bez zgrzytów. Bywało spokojnie, a potem nagle wybuchała burza bez żadnego ostrzeżenia. Czasem ja wywoływałem zamieszanie, innym razem ona. Potrzebowaliśmy czasu, by się do siebie przyzwyczaić. Ale nauczyliśmy się nie wdawać w sprzeczki i żyjemy od kilku lat w zgodzie, całe szczęście.
Kiedy moja szwagierka Elżbieta dowiedziała się o tym podarunku, od razu zadzwoniła z gratulacjami i zaraz pochwaliła samą siebie: Wychowałam porządną córkę, skoro nie miała nic przeciwko, żeby taki prezent trafił do teścia!. Potem przyznała, iż ona sama w życiu by nie przyjęła takiego podarku i wolałaby oddać go wnukowi.
Pół nocy nie mogłem zmrużyć oka, zastanawiając się, czy poradzę sobie z samą emeryturą. Tak naprawdę kilka potrzebuję. Rano zawołałem wnuka, Bartka, i zapytałem ostrożnie, czy miałby coś przeciwko, gdybym w przyszłości przekazał mu to nowe mieszkanie. Bartek kończy niedługo szesnaście lat, za parę lat pójdzie na studia, może pozna dziewczynę nie będzie chciał przecież sprowadzać jej do rodziców.
Dziadku, nie przejmuj się! Chcę sam się dorobić na swoje mieszkanie odpowiedział z przekonaniem wnuk.
Każdy odmówił przyjęcia mieszkania. Proponowałem je i synowej, i wnukowi, a choćby synowi.
Przypomniała mi się wtedy sytuacja mojej starszej siostry Hanny jej szwagierka oddała swój dom, a niedługo potem musiała przenieść się do starego mieszkania komunalnego. Trzymała się tego kątka jak ostatniej deski ratunku.
Wspomniałem też naszego wujka Stefana Nie ma go już od piętnastu lat, a jego dzieci do dziś nie mogą podzielić się spadkiem ciągle kłócą się o każdy drobiazg.
Oglądałem kiedyś w telewizji smutną historię, jak rodzice przepisali dom na syna, a ten, niewdzięcznik, gwałtownie ich wyrzucił i sprzedał całą posiadłość, zostawiając ojca i matkę bez dachu nad głową.
Nie mogłem powstrzymać łez Sam nie wiem, czy płakałem z wdzięczności, czy z dumy z własnych dzieci. Po wizycie w ZUS-ie dowiedziałem się, iż moja emerytura wynosi dokładnie dwa tysiące złotych, a mój syn wynajął mieszkanie za trzy tysiące miesięcznie. Wtedy dopiero poczułem, jak ogromny był to prezent naprawdę królewski.







