Mój sąsiad uwielbiał słuchać rocka o 2 w nocy. Kupiłam synowi skrzypce i zaczęliśmy ćwiczyć gamy dokładnie o 8 rano, gdy sąsiad właśnie zasypiał.

newsempire24.com 3 dni temu

Sąsiad uwielbiał słuchać rocka o drugiej w nocy. Kupiłem córce skrzypce i zaczęliśmy ćwiczyć gamy dokładnie o ósmej rano, kiedy sąsiad dopiero zasypiał.

Dokładnie o wpół do drugiej w nocy sufit mojej sypialni zaczynał dziwnie wibrować. Na początku słychać było głuche buczenie, jakby burza zbliżała się gdzieś z daleka, potem dochodziły basy, aż do tego stopnia, iż kryształy w witrynie zaczynały nerwowo brzęczeć, wyrównując się z rytmem perkusji.

Mój sąsiad z góry nazywał się Piotr. Był wielkim miłośnikiem twórczości, polegającej na niekończącym się słuchaniu dyskografii Rammstein i wczesnej Perfectu, pod kiepskim piwem, o każdej porze dnia czy nocy.

Mam spokojną naturę, unikam konfliktów. Pracuję jako księgowy, samotnie wychowuję siedmioletnią córkę Łucję i marzę o zwykłym, spokojnym śnie. Jednak kiedy budzę się z poczuciem, iż Till Lindemann wrzeszczy Du Hast prosto w moje ucho, mój wewnętrzny stoik gwałtownie kapitulował.

Pierwszy raz poszedłem do niego, około drugiej w nocy, w szlafroku i kapciach. Drzwi otworzył trzydziestolatek, z rozczochranymi włosami i zamglonym wzrokiem. Z mieszkania uderzał zapach papierosów i ciężkiego rocka.

Piotrze, bądź człowiekiem powiedziałem spokojnie. Noc, jutro praca, dziecko idzie do szkoły.
A co? szczerze się zdziwił, opierając o futrynę. Nie jest głośno, sprzęt porządny, basy miękkie.
Żyrandol mi się kołysze odparłem.
Dobrze, wyciszę burknął i zatrzasnął drzwi.

Ciszy wystarczyło na dziesięć minut. Potem wszystko wróciło do normy.

Następnego dnia postanowiłem zadziałać zgodnie z prawem. Zadzwoniłem na policję. Patrol przyjechał po półtorej godziny, kiedy rockowy maraton już się skończył, a Piotr chrapał w najlepsze. Funkcjonariusze rozłożyli ręce: Nie ma hałasu, nic nie możemy zrobić. Proszę zgłosić to dzielnicowemu, on pogada.

Dzielnicowy rzeczywiście przyszedł, ale dopiero tydzień później.
Porozmawiałem z nim poinformował mnie przez telefon. Obiecał być ciszej, ale pan zrozumie, mandaty są symboliczne, ma to gdzieś.

I wszystko się powtarzało. Każdej nocy ten sam rytm rozchodził się po moich nerwach: bum-bum-bum. Zacząłem łykać melisę, przychodzić do pracy szary jak popiół i nienawidzić tego bloku, Piotra, oraz własnej bezsilności.

Dziecko ma talent trzeba go rozwijać
Pomysł wpadł mi do głowy niespodziewanie, w sobotę rano. Siedziałem przy stole z kubkiem kawy i patrzyłem na ciemne podkrążenia pod oczami Łucji. Ona też nie spała najlepiej.
Tata, a mogę uczyć się grać na skrzypcach? zapytała, przeglądając coś w telefonie.

Słyszeliście kiedyś skrzypce w rękach początkującego? To nie muzyka to pisk, który sprawia, iż chce się ewakuować natychmiast: wysokie częstotliwości, jakby sama rzeczywistość pękała.

Oczywiście, córeczko odpowiedziałem, a na mojej twarzy pojawił się pierwszy od miesiąca wilczy uśmiech. I kupimy najlepszy instrument.

Do sklepu muzycznego poszliśmy tego samego dnia. Sprzedawca, elegancki starszy pan, długo dobierał skrzypce czwartówki.
Ma słuch? spytał.
Ma świetną motywację odparłem.

Równolegle przejrzałem dokładnie Ustawę o ciszy nocnej. W tygodniu hałasować można od ósmej rano, w weekendy od dziewiątej.

Piotr kończył granie koło czwartej nad ranem. A o ósmej spał najtwardziej.
Poniedziałek. Rano. Stoję z Łucją w pokoju.

Dawaj, córeczko, gama C-dur. Głośno, z ekspresją.

To, co nastąpiło potem, trudno opisać. Dźwięk przypominał wrzask kota, któremu przytrzaśnięto ogon, w połączeniu ze skrobaniem gwoździa po szybie. Skrzypce, nie tłumione niczym, idealnie rezonowały w betonowych stropach, kierując pozdrowienia prosto do sąsiada na górze.

Po dziesięciu minutach coś z hukiem spadło z góry. Prawdopodobnie sam Piotr. Jeszcze pięć minut później ktoś stukał w rury. Nie przerywaliśmy prawo było po naszej stronie.

O 08:20 rozległ się dzwonek do drzwi. Otworzyłem. Stał w progu Piotr, w podkoszulku i bokserkach, z czerwonymi oczami, jak po katastrofie.

Co wy robicie?! wychrypiał. Jest ósma! Ludzie śpią!
Dzień dobry, Piotrze! odparłem rześko. Ćwiczymy. Łucja ma talent, nauczyciel kazał codziennie rano przed szkołą. Minimum godzinę.
Żartujesz? Rozsadza mi głowę!
Dziwne uśmiechnąłem się. Nie jest głośno. A Du Hast w nocy? Bas był trochę słaby, nie sądzisz?

Patrzył na mnie, potem na Łucję stojącą dumnie z wężem skrzypiec w ręku.
Robisz to specjalnie?
To sztuka, Piotrze. A sztuka wymaga poświęceń.

Pogodzić się przez muzykę
Ćwiczyliśmy równo tydzień. Codziennie o ósmej. Już po trzecim dniu nocne koncerty ustały Piotr liczył, iż jak będzie cicho, to my zakończymy. Ale wiadomo, edukacji nie można przerywać.

W piątek wieczorem sam przyszedł. Trzeźwy, w dżinsach i koszuli.
Słuchaj, sąsiad powiedział zrezygnowany. Musimy się dogadać. Nie daję rady. Ten pisk jeszcze mi dźwięczy w głowie.
Słucham pana uważnie zaprosiłem go do kuchni.

Położyłem na stole kartkę i długopis.
Warunki są proste. Cisza po 22:00.
A jak goście? próbował targować się.
A jak Łucja będzie miała wenę o siódmej w niedzielę? odparłem spokojnie.

Piotr widocznie się wzdrygnął.
Dobra. Po dziesiątej cisza. Przybijmy piątkę. Skrzypce sprzedasz?
Nie odpowiedziałem. Zostaną. Jako gwarancja przestrzegania umowy. Będą leżeć na szafie, gotowe.

Podpisaliśmy pakt o ciszy. I działa do dziś, już pół roku. Łucja dawno porzuciła skrzypce teraz gra w szachy.

W klatce zapadła cisza. Czasem spotykam Piotra przy windzie. Patrzy na córkę z dystansem, na mnie z szacunkiem. Wygląda na to, iż zrozumiał: cichy księgowy z dobrze wychowanym dzieckiem bywa znacznie bardziej groźny niż niejeden rockman. Ta historia nauczyła mnie, iż najlepsza zemsta jest podana w wytrawnym, polskim stylu przez kulturę i cierpliwość.

Idź do oryginalnego materiału