Pewnego dnia byłem na urlopie z przyjacielem nad Bałtykiem. Na plaży, tuż obok letniej kawiarni, stał wózek z lodami. Siedzieliśmy więc w tej kawiarni pod parasolami, popijając świeżą kawę, kiedy zobaczyłem, iż tuż obok wózka z lodami gromadzą się ludzie. Mój przyjaciel był bardzo ciekawski, więc podeszliśmy bliżej. Okazało się, iż na piasku leży nieprzytomna dziewczyna. Obok niej klęczała kobieta, płakała i próbowała ją ocucić.
Mój przyjaciel, nie tracąc zimnej krwi, chwycił butelkę wody, polał dziewczynę, sprawdził jej tętno, po czym stwierdził, iż trzeba rozpocząć masaż serca. Na mnie padła odpowiedzialność wezwania karetki. gwałtownie wykręciłem numer na telefonie.
Kilka minut później przyjechała ekipa pogotowia i zabrała dziewczynę do szpitala. Jednak zanim odjechali, podziękowali mojemu przyjacielowi. Franek uratował życie tej dziewczyny. Byłem w szoku. Nie tyle przez jego bohaterskie zachowanie, ile przez to, iż większość ludzi stała bezczynnie część robiła zdjęcia, część tylko się przyglądała. Może sam nie umiałbym zareagować tak jak Franek, ale najważniejsze było, iż dziewczyna została uratowana.
Następnego dnia siedzieliśmy w tej samej kawiarni podczas śniadania. Nagle przed wejściem zatrzymały się trzy wypasione, zagraniczne samochody. Ale bym chciał mieć takie auto!, westchnął Franek. Z aut wysiadło sześciu dobrze zbudowanych facetów o poważnym wyglądzie. Ruszyli w naszym kierunku. Jeden z nich zapytał: Który z was uratował wczoraj dziewczynę? Wskazałem palcem na Franka. Wyglądało na to, iż przyszli całkiem pokojowo, choć byli bardzo poważni.
Podziękowali mu i wręczyli kluczyki do jednego z tych samochodów. Okazało się, iż to bracia tej dziewczyny, wdzięczni za uratowanie ich jedynej siostry. Mój przyjaciel był w ogromnym szoku jeszcze długo potem. Oszczędzał na samochód przez trzy lata i cały czas nie udawało mu się go kupić za złotówki… aż do tego niespodziewanego dnia.







