Dziś wieczorem znów wracam myślami do Adama. Znamy się od dzieciństwa dorastaliśmy razem na jednym podwórku na warszawskiej Pradze. Pamiętam te czasy, gdy byliśmy nastolatkami i ganialiśmy całą paczką na Plac Zamkowy, zjadając lody przy Barbakanie albo zwyczajnie okupując ławki w Saskim Ogrodzie. Wtedy dziewczyny to był raczej temat do żartów niż do poważnych rozmów, liczyło się tylko, żeby nie wyjść na gamonia przed kolegami przecież każdy starał się być kozak.
Gdy padł czas wojska, mnie wzięli do jednostki w Lublinie, Adam jakoś wymigał się do dziś nie wiem jak, może wujek miał znajomego komendanta? Po powrocie życie potoczyło się gwałtownie złapałem robotę w jednej z warszawskich firm, potem poznałem Elżbietę, wzięliśmy ślub, pojawiły się dzieci: Hania i Julek. Dziesięć lat upłynęło jak z bicza strzelił, aż pewnego dnia zorientowaliśmy się z Elą, iż poza tymi dziećmi nic już nas nie łączy. Kłótnie, przerzucanie się odpowiedzialnością W końcu uznaliśmy, iż lepiej będzie się rozstać. Rozwód przebiegł w miarę spokojnie podzieliliśmy oszczędności, mieszkanie na Gocławiu zostało dzieciom.
Dwa lata po tej rewolucji, kiedy już w miarę poukładałem sobie wszystko na nowo, spotkałem Adama na schodach w Złotych Tarasach. Prawie bym go nie poznał brzuch porządny, włosy przerzedzone, ale jego żartobliwe Siema, stary! od razu mnie rozbroiło. Zamówiliśmy po piwie w małej knajpce na Nowym Świecie. Adam opowiadał, iż też już po rozwodzie, dzieci nie ma, ale bardzo chciałby jeszcze spróbować życia w związku.
Minął kolejny rok w moim życiu pojawiła się Joanna, ślub wzięliśmy cicho w Urzędzie Stanu Cywilnego na Pradze. Spotkałem Adama przypadkiem w Lidlu i, jak się okazało, także jego los się odmienił poznał Krystynę i zaraz po ślubie wprowadzili się razem na Tarchomin. Krystyna od razu zrobiła na mnie wrażenie była bardzo postawna, łagodna, miała głośny śmiech. Szczerze mówiąc, nie do końca rozumiałem, co w niej widzi.
Gdy w końcu zapytałem Adama wprost: Co cię w niej tak urzekło? odparł bez wahania: Słuchaj, ona jest świetną gospodynią, nikt tak nie potrafi wyszorować łazienki czy ugotować schabowego jak ona! Ale najważniejsze, iż daje mi święty spokój. Chcę obejrzeć mecz Legii? Proszę bardzo, ona piecze wtedy sernik i nie zawraca głowy. Wyjdę z chłopakami na piwo choćby słowa nie powie. Krystyna to ideał. Nie krzyczy, nie kontroluje. Daje mi wolność.
Przyznam, iż to mnie zaskoczyło. Dla mnie bycie w związku to nie tylko wspólna kuchnia i czyste podłogi, choć wiadomo miło, gdy żona dobrze gotuje. Ja jednak wierzę, iż powinniśmy być przyjaciółmi, dwojgiem ludzi na jednym poziomie rozumieć się, wspierać, razem śmiać się z drobiazgów. Najlepsze momenty z Joasią to wcale nie te, gdy ona gotuje a ja sprzątam, ale kiedy razem robimy pierogi na Wigilię albo układamy dzieciom puzzle w niedzielny poranek. Lubię, gdy razem planujemy wakacje, wybieramy się rowerami do Kampinosu albo po prostu oglądamy stary film z polskiej klasyki.
Bo w życiu, jak na rowerze żeby jechać daleko, trzeba naciskać na pedały równym rytmem i patrzeć przed siebie wspólnie, nie każdy w swoją stronę.
Ciekaw jestem, czy inni myślą podobnie jak ja?









