Mój przyjaciel, 42-letni Grzegorz, niedawno się ożenił. Powiedział mi, iż jego żona jest znakomitą gospodynią i świetnie gotuje, a cała reszta nie jest dla niego istotna.
Znam Grzegorza od najmłodszych lat. Mieszkaliśmy w tym samym bloku w Warszawie i zawsze trzymaliśmy się razem. Kiedy byliśmy nastolatkami, chodziliśmy z paczką na Starówkę czasem spacerowaliśmy po Krakowskim Przedmieściu, a czasem po prostu przesiadywaliśmy na ławce przy Nowym Świecie. Z dziewczynami wiązaliśmy się raczej lekko bardziej przejmowaliśmy się opinią kolegów, byle nie wyjść na mięczaka w towarzystwie.
Później poszedłem do wojska, a Grzegorzowi jakoś się upiekło. Po powrocie gwałtownie znalazłem pracę, ożeniłem się. Z żoną byliśmy razem przez dziesięć lat, mamy dwie córki. Jednak z czasem staliśmy się sobie obcy. Kłótnie nie miały końca, aż doszliśmy do wniosku, iż nie jesteśmy już dla siebie. Rozwiedliśmy się.
Dwa lata po rozwodzie spotkałem przypadkiem Grzegorza. Przez ten czas bardzo się zmienił, przybyło mu kilogramów.
Usiedliśmy w cukierni i zagadaliśmy o życiu. Okazało się, iż Grzegorz także rozwiódł się i znów szukał szczęścia. Minął kolejny rok. Ja w międzyczasie poznałem Elżbietę i wzięliśmy ślub.
Po jakimś czasie znów niespodziewanie spotkałem Grzegorza, tym razem już z nową partnerką. Szczerze mówiąc, nie była w moim guście, dość korpulentna kobieta.
Co ci się w niej spodobało? zapytałem zaciekawiony.
A on odparł filozoficznie: Jest porządną gospodynią, gotuje lepiej niż moja mama. Najważniejsze, iż mam z nią spokój. Mogę spokojnie wypić piwo, obejrzeć mecz Legii, wyjść z kumplami na Żywiec do pubu. Nigdy nie robi afer, nie zabrania mi niczego. Dla mnie to kobieta idealna.
Zdumiało mnie to. Dla mnie związek to znacznie więcej niż czystość i dobry obiad. Wiem, jak ważne jest wspólne życie i wsparcie, zaufanie do siebie. Kobieta powinna być mi partnerką, z którą rozumiemy się niemal bez słów, dzielimy codzienność, pasje, razem dbamy o dom, razem gotujemy. Z Elżbietą zarazem potrafimy spontanicznie wyskoczyć rowerami na Mazury, jak i przygotować pierogi na święta.
Wierzę, iż jeżeli dwoje ludzi pedałuje w tym samym kierunku, na tym samym rowerze, to łatwiej dotrą razem do celu, choćby jeżeli droga będzie kręta.
Dla każdego szczęście znaczy coś innego, ale najważniejsze to znaleźć osobę, z którą można iść przez życie ramię w ramię. Czyż nie o to właśnie chodzi?





