Mój mąż od zawsze powtarzał, iż nie jestem wystarczająco kobieca. Początkowo wspominał o tym tylko mimochodem iż mogłabym się bardziej malować, częściej nosić sukienki, być delikatniejsza. Nigdy taka nie byłam. Zawsze byłam praktyczna, bezpośrednia, nieprzesadnie dbająca o wygląd. Pracowałam, rozwiązywałam problemy, robiłam wszystko, co trzeba. On poznał mnie właśnie taką. Nigdy nie udawałam nikogo innego.
Z czasem te uwagi stawały się coraz częstsze. Zaczął mnie porównywać do kobiet z sąsiedztwa, do żon naszych przyjaciół, do koleżanek z pracy. Mówił, iż wyglądam bardziej jak dobry kumpel niż żona. Słuchałam go, czasem się sprzeczaliśmy, ale szliśmy dalej. Nie wydawało mi się, żeby to było coś poważnego. Traktowałam to jako zwykłą różnicę zdań w małżeństwie.
Dopiero w dniu, gdy żegnałam mojego tatę na cmentarzu na warszawskich Powązkach, nagle przestało mi się to wydawać błahostką. Byłam w szoku. Nie spałam, nie jadłam, nie myślałam o niczym poza tym, jak przetrwać pogrzeb. Założyłam pierwsze czarne ubrania, które znalazłam, nie robiłam makijażu, włosy związałam jak zwykle nie miałam na nic siły.
Zanim wyszliśmy z mieszkania, mój mąż spojrzał na mnie i powiedział:
Tak pójdziesz? Może chociaż trochę się ogarniesz?
Z początku nie zrozumiałam. Powiedziałam mu, iż nie dbam o wygląd właśnie straciłam ojca. On na to:
No ale wiesz… ludzie będą gadać. Wyglądasz fatalnie.
Poczułam w środku coś dziwnego, jakby ktoś mnie zmiażdżył od środka.
Na cmentarzu trzymał się raczej z innymi. Witał się, przyjmował kondolencje, wyglądał poważnie. Ale wobec mnie był chłodny. Nie przytulał mnie, nie zapytał ani razu, jak się czuję. Gdy szliśmy przez salon obok lustra, szepnął tylko, iż mogłabym się trochę wziąć w garść, bo tata na pewno nie chciałby oglądać mnie w takim stanie.
Po powrocie do domu zapytałam go, czy to było naprawdę jedyne, co tego dnia zauważył. Czy nie zobaczył, jak bardzo jestem rozbita? Odparł, żebym nie przesadzała, iż on tylko wyraża opinię iż kobieta nie powinna się zaniedbywać choćby w takich chwilach.
Od tamtej pory patrzę na niego zupełnie inaczej.
Ale nie umiem go zostawić.
Czuję, iż bez niego nie dam rady.
Ciekawe, co byście jej powiedzieli, gdybyście ją spotkali?








