Mój mąż pisze długie, szeptane listy do dawnej koleżanki z Wrocławia.
Wszystko wokół jest nieco zamglone, jakbyśmy mieszkali na czwartym piętrze starej kamienicy w Krakowie, gdzie światło sączy się przez koronkowe firanki. Czuję, iż mam farta. Damian, mój mąż, to prawdziwy skarb taki, jakiego szuka się godzinami na pchlim targu. Jego czułość, uprzedzająca troska, te codzienne śniadania z czarną kawą i bułką z twarogiem wszystko jest tak bliskie ideałowi, iż aż trochę nierealne. A jednak, gdzieś między tymi czułymi gestami czai się rysa Damian jest zbyt, aż za bardzo towarzyski. Czasem wydaje mi się, iż jego dusza to rynek w Poznaniu zawsze pełna ludzi, gwaru i śmiechu.
To, co mnie uwiera jak kamyk w bucie, to jego kontakt z kobietami. Szczególnie z jedną z nich Małgorzatą. Kiedyś razem siedzieli przy jednym biurku w agencji reklamowej niedaleko Rynku Głównego. Małgorzata już dawno założyła rodzinę w Hamburgu, ale jej obecność ciągle kręci się wśród naszych codziennych spraw, jak zapomniany zapach piernika w szufladzie.
Gdy Damian spotyka coś dziwnego w pracy na przykład ktoś przynosi kiszone ogórki do biura albo wszyscy nagle mówią gwarą śląską natychmiast o tym opowiada. Ale nie tylko mnie. SMS-y idą do mnie i do Małgorzaty. Kiedy musi wybrać: nowe buty za sto złotych czy czekoladki na prezent ustala to ze mną i z nią. Małgorzata zna wszystkie drobne, ukryte ścieżki myśli Damiana. Czasem rozmawiają o sprawach tak intymnych, jakby siedzieli na dachu nad Wisłą w samych piżamach, popijając kompot z wiśni.
Czuję się wtedy jak widz na własnym weselu niby radosna, a jednak niepewna, pytając sama siebie: po co komu drugi parkiet, kiedy taniec trwa? Damian spełnia się jako mąż. Dzielimy się obowiązkami równo on robi zakupy w Biedronce, a ja wynoszę śmieci. Pracuje w banku, zarabia nieźle możemy pozwolić sobie na seans w kinie Kijów albo kolację w barze mlecznym pod Baranami. Tylko ja wciąż nie mogę pojąć: po co mu ta druga, daleka relacja?
Może brzmię jak bohaterka piosenki Maryli Rodowicz, ale zaczynam być o niego zazdrosna. Inne kobiety w jego życiu koleżanki z banku, są mi zupełnie obojętne. A ta Małgorzata? Jakby była cieniem na naszej ścianie, ledwo dostrzegalnym, kiedy wieczorem gasimy światła.
Nie umiem odkryć, czego brak Damianowi, skoro wszystko ma. Dlaczego ciągle szuka, choćby przez ekran telefonu, tej mgiełki dawnej znajomości? Czy on sam wie, po co mu to wszystko a jeżeli nie wie, to czy ja kiedykolwiek zrozumiem?










