Mój mąż prowadzi regularną, pełną emocji korespondencję z byłą koleżanką z pracy – choć jest idealny…

twojacena.pl 3 godzin temu

Mój mąż płynie przez życie jak tramwaj przez szarą mgłę wczesnoporannej Warszawy niby wszystko jest jak trzeba, ale światło wydaje się dziwnie rozbite, a drobiazgi obracają się w sennym zawieszeniu. Myślę czasem, iż wygrałam los na loterii: mam męża, jakiego ze świecą szukać. Czuły, inteligentny, schludny niemal jak ktoś z baśni, ale przecież choćby w baśniach pojawiają się drobne rysy.

Jedna rysa na tej naszej porcelanie: mój mąż, Robert Wawrzyniak, ma duszę szeroką jak pola mazowieckie i towarzyskość, która co noc zagląda przez uchylone okno. Rozmawia, śmieje się, pisze wiadomości. Być może dla niektórych to nic złego, ale dla mnie

Robert prowadzi ożywioną korespondencję z kobietami, ale jedna z nich Helena Mirecka wciąż wraca w naszych snach. Dawna koleżanka z pracy, która wyjechała do Sztokholmu, ale jakimś cudem ciągle mieszka po kątach naszego życia: czasem w szufladzie z herbatą, czasem w przelotnym powiewie dusznych wspomnień. Jej imię zawieszone jest w naszym domu jak fotografie przodków w ramkach na półkach.

Kiedy Robert wraca wieczorem i wiatr rozwiewa w progu jego włosy, mam wrażenie, iż nie opowiada mi wszystkiego bo każde dziwne, cudaczne wydarzenie, każda ważna decyzja, każde zatargi z kierownikiem albo kasjerką przy Biedronce, ląduje w dwóch miejscach jednocześnie: na mojej poduszce, i u Heleny w telefonie. Czasem, jakbym była przezroczysta, słyszę strzępy rozmów o nas, o naszych marzeniach, o drobiazgach, które powinny należeć tylko do tego domu.

A jednak nie umiem być zła na Roberta na długo. Podział obowiązków w mieszkaniu przy ulicy Mokotowskiej równy i sprawiedliwy jak wyliczanka. Wspólne wieczory w kinie pod chmurką, spektakle w Teatrze Narodowym, barszcz w ciepłych knajpkach schowanych na starówce. Wszystko piękne, do bólu normalne, spokojne jak złotówki liczone przy cichym, kuchennym stole.

A jednak pod tymi warstwami sen zaczyna wyrastać jak krzywe drzewo bo nie rozumiem, dlaczego on szuka innej obecności, tej odległej kobiecej duszy. Czy moje uczucie jest warte mniej niż słowa na ekranie, przesłane przez morze jak kartki przedziwnego snu?

Może jestem śmieszna, może przewrażliwiona, może moje sny mają dziwne kolory zazdrości i niepokoju. Ale coraz częściej czuję, iż nie zagraża mi żadna inna kobieta z jego pracy, żadna przypadkowa znajoma z tramwaju. Tylko ten jeden cień, kobieta zza ekranu, Helena, głos odbijający się echem po ścianach, których nie widać poza snem.

Nie umiem zrozumieć, czego mu u mnie brakuje. Po co sięga w ciemność, zamiast trzymać mnie za dłoń w świetle codziennych spraw?

Idź do oryginalnego materiału