Dziś wieczorem, siedząc przy filiżance mocnej, czarnej kawy, znów wróciła do mnie pewna sprawa, która nie daje mi spokoju od dłuższego czasu. Mam przecież szczęście moja żona to prawdziwy skarb. Mądra, troskliwa, zaradna. Czasem sam się łapię na myśli, iż nie zasłużyłem na tyle dobra. Jednak, jak to w życiu bywa, nikt nie jest bez wad. I choć mogę o sobie powiedzieć wiele dobrego, uczciwie przyznaję nie potrafię być powściągliwy w kontaktach z ludźmi. Jestem otwarty, bardzo lubię rozmowy i spotkania, a to czasem prowadzi do niezręczności.
Szczególnie, jeżeli chodzi o moją dawną koleżankę z pracy Weronikę. Mimo iż od lat mieszka w Niemczech z mężem i dziećmi, nasza korespondencja nie ustała. Zwykłe e-maile czy sms-y, czasem jakieś zdjęcie ze spaceru nad Wisłą albo relacja z nowo otwartej kawiarni w centrum Warszawy. Nie ma w tym żadnej tajemnicy moja żona, Agnieszka, dobrze wie o naszych kontaktach. Zawsze byłem wobec niej szczery i nie kasowałem choćby tych wiadomości czułem, iż nie mam powodu.
Problem w tym, iż każde interesujące wydarzenie z mojej codzienności, każda ważna decyzja najpierw dzielę się tym z Agnieszką, a zaraz potem z Weroniką. Zdarzy się nawet, iż poruszam z Weroniką sprawy, które dotyczą tylko nas, męża i żony. Ostatnio Agnieszka powiedziała mi wprost, iż jest jej z tym źle. Że czuje się pomijana i mniej ważna. Nie spodziewałem się tego po niej zawsze była taka spokojna i rozsądna. Teraz zrozumiałem, iż choćby jeżeli w tych kontaktach nie ma nic złego, trudno jej się z tym pogodzić.
Jestem jej to winny jest wspaniałą partnerką. Doskonałe podział obowiązków, wspólne zakupy na Bazarze Różyckiego, niedzielne spacery po Łazienkach i czasami odwiedziny w Teatrze Narodowym. Lepiej zarabia, więc opłacaliśmy ostatnio wycieczkę do Zakopanego z moich pieniędzy żadne z nas nie miało o to pretensji. Często czuję się dumny z naszego małżeństwa.
A jednak, wciąż się zastanawiam: dlaczego tak bardzo potrzebuję tych kontaktów poza domem? Czy rzeczywiście musi być ta trzecia? Nie odczuwam zazdrości o kolegów Agnieszki z pracy, ale dla niej moja relacja z Weroniką jest trudna do zniesienia.
Dziś kończę dzień z refleksją może czasem zamiast szukać wsparcia i wymiany myśli poza domem, warto jeszcze raz spojrzeć w oczy tej, która jest najbliżej. Docenić, iż mam komu opowiadać o swoich radościach i rozterkach. Może nie potrzebuję aż takiej otwartości, skoro w domu mam wszystko, czego mi trzeba.




