Mój mąż nie znosił, gdy ktoś zastał go w dziwacznych sytuacjach przecież był taki twardziel. Dlatego po cichutku zaglądam przez uchylone drzwi do łazienki, by ukradkiem nacieszyć się widokiem, potem gwałtownie chowam się za ścianę i chyba będę mieć czkawkę od śmiechu:
Jeśli jesteś grzecznym kotkiem, powiedz miau!
Jeśli jesteś wspaniałym kotkiem, powiedz miau…
Jeśli jesteś ukochanym kotkiem, powiedz miau!
Mój mąż, Przemek, nucił cicho, szorując naszego kota, Puszka. Zwykle ten futrzak stanowił w trakcie kąpieli cichą grozę drapał, gryzł i syczał. Dziś jednak kto wie, może spodobało mu się to śpiewanie, a może szok Puszek siedział nieruchomo i wgapiał się w kafelki.
Umyjemy ci grzbiecik, powiedz miau…
Umyjemy ci łapki, powiedz miau
Umyjemy ci ogonek, powiedz miau…
Miau zapiszczał cichutko kot.
Za ścianą umierałam ze śmiechu. Do tej pory żałuję, iż nie nagrałam tego arcydzieła chociaż pewnie nie przeżyłabym z takim kompromatem w domu.
Co, nie podoba ci się? To może coś innego ci zaśpiewam?
Miau.
Przemek na chwilę zamilkł, po czym zaczął cichutko pod nosem myjąc kocią sierść pianą:
Znowu deszcz maluje na zapłakanej szybie
Twój smutny cień, Madonno
Płakałam ze śmiechu jak dziecko.
Jednocześnie dotarło do mnie, iż swojego romansu do tej pory nie słyszałam z ust męża. On może nie był wybitnie romantyczny, miał inne zalety, ale serenady śpiewał jedynie kotu! Może powinnam się obrazić, gdyby nie było to tak potwornie zabawne. Tymczasem madonna zamiauczała znowu cichutko i żałośnie, a Przemek przeszedł płynnie do Pszczółki Mai.
Wtedy już nie wytrzymałam i stwierdziłam, iż jeżeli zaraz się nie ulotnię, zostanę przyłapana na gorącym uczynku. Czas ewakuować się do pokoju, bo kąpiel miała się kończyć, a mój mąż szykował już ręcznik, żeby osuszyć kota. Już prawie doszłam do siebie, ale nagle…
Bziuu-bziuu telewizor,
Bziuu-bziuu telewizor,
Bziuu-bziuu telewizor
I nie wytrzymałam dośpiewałam z kanapy:
I dwa żuczki w środku!
Cofnęłam się cichutko na tapczan, dusząc się ze śmiechu.
Nie wiem, czy za drzwiami rozbrzmiało jeszcze jakieś dziwactwo, ale ja już nie mogłam wytrzymać. Po kilku minutach do salonu wkroczyła dwójka urażonych mężczyzn Przemek i Puszek popatrzyli na mnie z miną nie z tego świata, pełni podejrzenia i lekkiej urazy. Wtuliłam się w poduszkę i próbowałam nie wybuchnąć już śmiechem.
Kot i mój mąż rzucili mi pozbawione złudzeń spojrzenie, po czym dumnie pomaszerowali do kuchni, zostawiając mnie samą w tej nierealnej, śmiesznej bajce.














