Mówią, iż jeżeli wyjdziesz za bardzo inteligentnego mężczyznę, nigdy cię nie zdradzi, a jego wierność i troska będą wierne jak skała. Takie słowa powtarzały mi zawsze mama i babcia iż mądrość idzie w parze z uczciwością i miłością. Dlatego przez długie lata choćby nie rozważałam związków z mężczyznami, których cele były niejasne albo którzy prowadzili bujne życie towarzyskie. Po co zaczynać taką znajomość? Zawsze kierowałam się rozumem.
I wtedy, przez znajomych, poznałam Filipa. Filip ukończył Politechnikę Warszawską i był niezwykle błyskotliwym, zorientowanym na cel facetem.
Ja sama ukończyłam filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Mimo różnic kierunków, zawsze potrafiliśmy znaleźć wspólny język. Najpierw zaczęły się długie rozmowy, potem wspólne wyjścia coraz bardziej byłam zafascynowana tym człowiekiem, a szczęście, które ze mną niósł, było nie do opisania. Po roku, kiedy poprosił mnie o rękę, bez wahania się zgodziłam.
Zamieszkaliśmy w kawalerce w Krakowie, którą odziedziczyłam po babci. To małe, jednopokojowe mieszkanie w ogóle nam nie przeszkadzało, dopóki byliśmy tylko we dwoje. Potem zaszłam w ciążę, na świat przyszedł nasz syn, a rok później córka.
Mieszkania gwałtownie zrobiło się za mało, a pieniędzy nie starczało na wszystko. Wtedy Filip zdecydował się spróbować swoich sił w biznesie. Ja zostałam w domu z dziećmi, choć zawsze starałam się być jego wsparciem. Nie raz byliśmy na skraju finansowej przepaści na koncie zostawało nam parę złotych, a mimo to nie przestawaliśmy wierzyć, iż kiedyś się uda. Po kilku latach ogromnych starań firma naprawdę ruszyła. Żyliśmy coraz lepiej, dzieci poszły do najlepszych szkół, potem studiowały, a ja mogłam wreszcie zająć się swoimi pasjami i rozwijać zainteresowania.
Filip miał też swój świat często wyjeżdżał na wyprawy po Tatrach ze starymi kumplami. Nie miałam z tym problemu, bo zawsze wypełniał swoje obowiązki wobec rodziny, a każdy potrzebuje odrobiny wolności. Nasz związek opierał się na szacunku, miłości i zaufaniu. Wszystko wydawało się układać. choćby przez myśl mi nie przeszło, iż los może odwrócić się tak nagle.
Pewnej soboty Filip nagle źle się poczuł. Wezwaliśmy karetkę, zabrali go do szpitala i tyle. Zniknął z naszego życia jakby go nigdy nie było. A nam mnie i naszym dzieciom oprócz bólu po stracie najbliższej osoby, przyszło zmierzyć się z czymś niewyobrażalnym. Okazało się, iż przez ostatnie pięć lat miał romans z dużo młodszą kobietą, mogłaby być jego córką. To z nią jeździł na urlopy i wakacje. Jej także zostawił wszystko firmę, dom na obrzeżach miasta, samochód, dosłownie każdy skrawek majątku.
My zostaliśmy z niczym. Nie da się opisać szoku, jaki przeżyłam. Jak on mógł? Jak mógł wiedzieć, iż po jego odejściu własna rodzina nie będzie miała choćby dachu nad głową? Ciężko mi sobie wyobrazić, jak mam dalej żyć…











