Mój kolega Adam, 42 lata, właśnie się ożenił. Twierdzi, iż jego żona to rewelacyjna gospodyni i świe…

polregion.pl 3 godzin temu

Mój przyjaciel Zbyszek, lat czterdzieści dwa, w końcu dorwał żonę. Oznajmił mi z dumą, iż jest rewelacyjną sprzątaczką i mistrzynią kuchni, a reszta to, cytuję, wszystko jedno.

Zbyszka znam od kołyski. Razem ganialiśmy po podwórku między blokami w Kielcach i psociliśmy, ile wlezie. Gdy podrośliśmy, zbieraliśmy całą ferajnę, szliśmy na Rynek, tam toczyliśmy poważne rozmowy filozoficzne na ławce albo liczyliśmy mijające autobusy. Dziewczyny nas średnio interesowały, raczej zastanawialiśmy się, co powiedzą koledzy, jeżeli któraś się do nas odezwie nie chcieliśmy wyjść na pipy.

Później ja poszedłem do wojska do Lublina, a Zbyszek jakoś się wymigał lewym zwolnieniem lekarskim. Po armii zaczęła się dorosłość: robota w fabryce, potem ślub. Przeżyłem z żoną Małgorzatą równe dziesięć lat i mamy dwie córki, Kaję i Jagodę. No ale, jak to w życiu bywa, po dekadzie zorientowaliśmy się, iż nie rozumiemy się już choćby przy zakupie papieru toaletowego. Kłótnie, fochy, rozwód. Każde poszło w swoją stronę.

Dwa lata później, całkiem niespodziewanie, spotykam Zbyszka pod budką z zapiekankami. Nie do poznania brzuch jak bochen chleba, twarz okrąglejsza, wąsy bujniejsze. Usiedliśmy w kawiarni, zamówiliśmy po kawie (a on do tego jeszcze sernik) i zaczęliśmy gadać. Okazało się, iż i Zbyszek jest już po przejściach żona go rzuciła, ale nie pożałował, bo od roku intensywnie szukał nowej wybranki. Po roku spotkałem kobietę i tak wyszło, iż wzięliśmy ślub.

Kolejna okazja i znowu Zbyszek: znowu świeża żona! No tylko… delikatnie mówiąc, pani Danuta spokojnie wygrywała w zawodach sumo. Zapytałem, trochę z ciekawości, trochę z troski: Co cię w niej urzekło?.

A Zbyszek, niewzruszony: Porządek jak w szwajcarskim banku, kluski śląskie jak u mojej babci, i nikt mi nie marudzi, kiedy siedzę z piwem przy meczu albo wyskoczę na Stare Miasto z chłopakami. Dla mnie kobieta idealna nie zrzędzi, nie zagląda w telefon, nie robi dramy.

Przyznam, iż mnie zamurowało. Bo owszem, domowe pierogi i zapach świeżo wypranej pościeli są ważne ale jednak, dla mnie Anna, moja druga żona, to przede wszystkim ktoś, z kim mogę dzielić nie tylko pranie i gotowanie, ale i całą resztę życia. Liczy się dla mnie, iż się dogadujemy, żartujemy, mamy podobne poglądy i choćby rowery kupiliśmy sobie takie same.

Wiadomo, każdy lubi co innego jeden chce kotleta i czystego dywanu, drugi wspólnego śmiechu do północy i planszówek w niedzielę. Ja, cały szczęśliwy, iż żona nie wygoni mnie z kuchni i nie wypisuje mi listy obowiązków na lodówce chętnie gotujemy razem, a czasem sprzątanie też nas śmieszy, bo i tak walczymy z tym samym kurzem.

Bo jak się jedzie tandemem w jednym kierunku i pedałuje tak samo mocno, to i do Ciechocinka zajedziesz, choćbyś musiał po drodze wymienić dętkę.

A ty, jak uważasz ważniejsze gołąbki i połysk kafli, czy raczej żeby dusze grały w jednym tempie?

Idź do oryginalnego materiału