Mój brat od pięciu lat jest żonaty, ale nigdy nie mieliśmy okazji poznać jego żony. Zapowiedział, iż przyjadą do mnie na dwa dni. Przyjechali – i już pierwszego dnia nie mogłam znieść tej dziewczyny.

twojacena.pl 6 dni temu

Mój brat, Adam, po zakończeniu studiów przeniósł się do innego, dalekiego miasta, żeby rozpocząć pracę. Planował tam zostać tylko przez rok, oszczędzić trochę pieniędzy i wrócić do rodzinnego Krakowa, aby kupić swoje własne mieszkanie. Jednak los postanowił inaczej. Poznał tam dziewczynę, Zofię, i zakochali się w sobie. Po pewnym czasie zdecydowali się na ślub, a Adam został w nowym mieście na stałe. My nie znaliśmy jego żony osobiście. Akurat wtedy, gdy był ich ślub, byłam w zaawansowanej ciąży i czekałam na narodziny dziecka. Zdecydowaliśmy, iż nie pojadę na uroczystość. Tata nie mógł dostać urlopu, więc tylko mama pojechała na wesele. Mama też niespecjalnie zaprzyjaźniła się z synową, po prostu poznała ją, wymieniły kilka zdań i tyle. Młodzi wybrali się w podróż poślubną, a mama po kilku dniach wróciła do domu. Opowiadała, iż Zofia była urodziwa, wesoła i uprzejma. Minęło kilka lat, a my nigdy bliżej nie poznaliśmy mojej bratowej.
W tym roku jednak Adam przekazał nam radosną wiadomość. Zaplanował z żoną dłuższą wyprawę po Polsce. Najpierw chcieli odwiedzić nas w Krakowie, potem udać się na wesele kolegi Adama, następnie zaliczyć zjazd klasowy, potem pobyć z rodzicami nad Bałtykiem i na końcu wrócić do siebie. U nas mieli spędzić dwa dni. Nie widziałam żadnych przeciwwskazań co prawda mieszkaliśmy w niezbyt dużym mieszkaniu, ale do dyspozycji mieliśmy działkę i letniskowy domek pod miastem, który należał do moich teściów. Teściowa była tak uprzejma, iż pozwoliła nam tam przenocować gości. Domek nie był świeżo wyremontowany, jednak warunki były wystarczająco dobre, żeby komfortowo spędzić kilka dni.
Z niecierpliwością czekałam na ich przyjazd. Gdy wreszcie przyjechali, od razu pojawiły się pierwsze kłopoty. Adam przedstawił mnie Zofii, a ona już od progu zaczęła narzekać, iż podróż była męcząca, duszno, głośno, nieprzyjemnie. Później pojechaliśmy do domku na działce. Chciałam pokazać im wszystko, ale widząc twarz Zofii, gdy zobaczyła łazienkę i toaletę, miałam wrażenie, iż ktoś ją obraził. Chwilę rozmawiała z Adamem na osobności, po czym mój brat poprosił męża, by zawiózł ich do miasta. Okazało się, iż Zofia nie zamierza korzystać z naszego prysznica. Pojechali do nas, gdzie wykąpała się, zrobiła makijaż i wrócili na działkę.
Później wyszło na jaw, iż Zofia nie zje niczego z tego, co przygotowaliśmy. Przygotowaliśmy się najlepiej, jak potrafiliśmy był domowy żurek, pieczony schab i inne przysmaki. Stwierdziła jednak, iż zawiera to gluten, tłuszcz i jeszcze kilka składników, których nie toleruje. W końcu jadła tylko warzywa, a choćby na nie patrzyła nieufnie. W pokoju, który specjalnie dla nich wyszykowaliśmy, odmówiła spania, więc wróciliśmy do miasta, do naszego mieszkania.
Następnego dnia, gdy poszliśmy na krótką wycieczkę po krakowskim Starym Mieście, Zofia marudziła bardziej niż mój kilkuletni syn: a to było jej gorąco, a to bolała ją noga, a to się nudziła. Gdy odjeżdżali, poczułam ogromną ulgę. Do dziś nie rozumiem, jak mój brat potrafił przetrwać z nią te wszystkie lata. Dwa dni wystarczyły, by nas wszystkich wykończyć.
Czasem życie pokazuje nam, iż nie wszystko i nie każdy musi do nas pasować, a prawdziwą sztuką jest umieć przyjąć innych z szacunkiem, choćby jeżeli różnice są trudne do zaakceptowania. To właśnie szacunek do siebie i innych pozwala nam zachować spokój i równowagę w relacjach, choćby bywały trudniejsze chwile.

Idź do oryginalnego materiału