Mój brat nie chce oddać naszej mamy do domu opieki, ale też nie zabierze jej do siebie – tłumaczy, iż nie ma miejsca!

newskey24.com 1 dzień temu

Od trzech miesięcy mój brat nie daje mi spokoju z powodu mamy. Po udarze zupełnie się zmieniła bywa nieobecna, zagubiona, wymaga stałej opieki. To jak opiekuńczość nad dzieckiem. Mam przecież pracę, dom, rodzinę. Jak z tego się wyplątać? Zaproponowałem dom opieki, ale brat od razu zarzucił mi brak serca. On sam jednak też nie chce zabrać mamy do siebie bo przecież mieszka z żoną w jej mieszkaniu.

Kiedyś byliśmy zżytą rodziną typowa czwórka. Różnimy się z bratem tylko o rok. Rodzice mieli nas dość późno. Teraz mam 36 lat, a mój brat 35. Mama skończyła już 72 lata. Do śmierci ojca wszystko było w porządku.

Potem brat wyjechał na studia do Warszawy i tam już został, założył rodzinę, a ja osiągnąłem życiową stabilizację w rodzinnym Krakowie. Najpierw mieszkałem u rodziców, później z żoną wynajęliśmy mieszkanie, planowaliśmy własne, dzieci. Takie były zamierzenia.

Dwa lata temu zmarł ojciec. Po tym mama się załamała, stała się samotna, wszystko ją przytłoczyło. W mgnieniu oka posiwiała. Chorowała, pół roku temu przeszła udar. Już myśleliśmy, iż jej nie uratują. Po drugiej stronie byłaby już, gdyby nie lekarze. Na początku słabo mówiła, ręce i nogi jej nie działały. Później trochę wróciła do sił, ale psychika już nie ta.

Lekarze mówią, iż to nieodwracalne. Musiałem się nią zająć. Razem z żoną przeprowadziliśmy się do mamy. Zmieniłem pracę na zdalną, żeby być na miejscu. Nie można jej zostawić samej choćby na chwilę. Po powrocie sprawności fizycznej wcale nie było lepiej.

Mama czasem błąka się bez celu, coś mamrocze, czasem znikała z klatki, musieliśmy jej szukać, nie można było namówić, by wróciła do domu. Wciąż płakała, twierdziła, iż gdzieś czeka na ojca. Jedyne, co można było zrobić, to czuwać. Sypiałem źle, ciągle się bałem, iż zniknie. Praca leżała, nie mogłem się skupić choćby pół godziny. Żona sugerowała dom opieki.

To ogromne koszty, rzędu pięciu tysięcy złotych miesięcznie, ale da się zebrać i brat mógłby się dołożyć. Tak by było sprawiedliwie.

Długo się wahałem, ale widziałem, iż inaczej nie dam rady. Jak długo można tak żyć? W domu opieki dostanie całodobową pomoc i opiekę lekarską. Pojechałem, wszystko sprawdziłem. Bardzo drogo, ale co zrobić?

Zadzwoniłem do brata i przekazałem mu wszystko jak jest, licząc na zrozumienie. Zamiast tego dostałem awanturę.

Zwariowałeś?! Chcesz oddać mamę do domu starców?! Przecież tam są sami obcy! Skąd wiesz, jak ją potraktują? Jesteś bez serca! wrzeszczał przez telefon. A może po prostu chcesz się jej pozbyć z domu?

Próbowałem tłumaczyć, prosić o zrozumienie, ale nic nie docierało. Pogodziłem się z jego pretensjami, ale miałem coraz mniej siły. Próbowałem na nowo porozmawiać. Bez efektu.

Ja bym nie zrobił tego własnej matce, po tym co dla nas zrobiła. Wychowywała nas, opiekowała się nami, nie narzekała, mimo iż było jej ciężko. Wdzięczność się liczy.

Odpowiedziałem mu, iż jeżeli on nie chce się zgodzić, to niech weźmie mamę do siebie i tam pokaże tę swoją dobroć.

Przecież mieszkam z żoną w jej mieszkaniu, jak mam jej kazać opiekować się teściową? odpowiedział niemal z wyrzutem. To twój mąż ma się opiekować teściową, a moja żona nie może? Przecież to wy z nim i mamą mieszkacie.

Powiedziałem, iż równie dobrze mogę zostawić mamę zupełnie samą. Wtedy niech on i żona przyjdą i spotkają się z konsekwencjami. Mój brat zamilkł, powiedział tylko, iż pracuje całymi dniami i nie może sobie pozwolić na takie rozpraszanie. Zarzucił mi, iż tylko wymiguję się od odpowiedzialności.

Żyję jak w złym śnie. Rozumiem, iż dom opieki rozwiązałby problem, każdemu ulży, a mama miałaby stałą opiekę. Ale lękam się, iż będę miał do siebie żal jako syn. Żona jest po mojej stronie, przekonuje, iż to najlepsze rozwiązanie, bo mamy własne życie.

Zdecydowałem. Daję bratu tydzień. jeżeli nie zorganizuje się i nie przyjedzie, robię po swojemu. Oddam mamę do domu opieki. Każdy potrafi doradzać. Tylko ja wiem, jak to jest naprawdę dzień w dzień opiekować się chorym bliskim. Brat niech tłumaczy się znajomym, ja już mam dość tej sytuacji.

Idź do oryginalnego materiału