W ostatnich trzech miesiącach z bratem walczymy w sądzie o mamę. Po udarze nie jest już całkowicie sprawna. Zapomina o sobie na każdym kroku i potrzebuje stałej opieki. Wszystko spadło na moje barki. Czuję się, jakbym miała pod opieką dziecko. Mam pracę, dom, własną rodzinę. Jak miałabym to wszystko pogodzić? Zaproponowałam, by oddać mamę do domu opieki, ale brat wpadł w furię i oskarżył mnie o brak serca. Sam jednak nie chce, by mama zamieszkała z nim. Przecież mieszka z żoną w jej mieszkaniu.
Kiedyś byliśmy zgraną rodziną. Taka zwyczajna czwórka. Ja i mój brat różnica wieku tylko rok. Rodzice mieli nas późno. Teraz mam 36 lat, brat 35, mama skończyła 72. Do śmierci taty wszystko układało się dobrze.
Brat wyjechał na studia do Krakowa, tam został, ożenił się. Ja wróciłam do rodzinnego Gdańska i tutaj się urządziłam. Początkowo mieszkałam z rodzicami, ale gdy wyszłam za mąż, z mężem Wiktorem wynajęliśmy mieszkanie. Plany były proste: kupić własne i mieć dzieci.
Dwa lata temu tata zmarł. Mama pogrążyła się w smutku, jej życie straciło sens. Postarzała się z dnia na dzień. Chorowała, a sześć miesięcy temu doznała udaru. Myślałam, iż nie przeżyje. Początkowo mówiła niewyraźnie, a jej ręce i nogi nie były sprawne. Później jej stan fizyczny się poprawił, ale psychika już nie.
Lekarze powiedzieli, iż nie ma szans na pełny powrót do zdrowia. Musiałam zająć się mamą. Przenieśliśmy się z Wiktorem do jej mieszkania. Zrezygnowałam z pracy, zaczęłam pracować zdalnie, żeby być blisko. Nie była w stanie zostać sama ani na chwilę. Kiedy odzyskała sprawność ruchową, wcale nie było łatwiej.
Plątała się, gubiła, a my wiecznie za nią biegaliśmy, pilnowaliśmy, płakała i przekonywała, iż tata czeka na nią gdzieś. Bez przerwy. Nie spałam dobrze. Bałam się, iż gdzieś wyjdzie bez kontroli. Praca nie szła mi prawie wcale. Nie umiałam się skupić dłużej na jednej czynności. Wiktor sugerował, żeby zorganizować miejsce w domu opieki.
To kosztuje dużo, kilka tysięcy złotych miesięcznie. Ale jeżeli dobrze gospodaruję, wystarczy na pokrycie centrum. Wiktor mówił: Przecież masz brata. Niech także pomaga. To sprawiedliwe.
Wahałam się długo, ale zrozumiałam, iż nie ma innego wyjścia. Ile jeszcze tak wytrzymam? Tam mama będzie miała opiekę i lekarzy przez całą dobę. Byłam osobiście w miejscu, sprawdziłam wszystko. Drogo, ale co mam zrobić?
Zadzwoniłam do brata, wyjaśniłam mu wszystko. Miałam nadzieję, iż podejdzie do sprawy rozsądnie. Powinien zrozumieć rzeczywistość. Zamiast tego wybuchnął:
Zwariowałaś?! Jak możesz oddać naszą mamę do domu opieki?! Tam wszystko to obcy ludzie! Skąd wiesz, jak będą ją traktować? To okrucieństwo! krzyczał przez telefon. Chcesz się jej pozbyć z mieszkania?
Próbowałam tłumaczyć, ale nie słuchał. Opiekowałam się więc mamą dalej. W końcu zaczęłam czuć, iż nie mam już siły. Powtórzyłam rozmowę z bratem. I znów zero zrozumienia.
Nigdy nie chciałam skrzywdzić własnej matki. To ona nas wychowywała, uczyła. Mieliśmy dom, nie dom dziecka. Nie narzekała na ciężar rodzicielstwa.
Oboje jesteśmy jej coś winni, ale dlaczego tylko ja mam dbać? Powiedziałam mu: Skoro nie podoba Ci się moje wyjście, zabierz ją do siebie i pokaż, jak bardzo się troszczysz.
Przecież wiesz, iż mieszkam z żoną w jej kawalerce. Jak miałbym ją przekonać, żeby zajmowała się teściową? odpowiedział.
Czyli mój mąż może opiekować się teściową, a Twoja żona nie? Bo my mieszkamy z mamą?
Powiedziałam bratu, iż mogę zostawić mamę już dziś. Może on z żoną się przeprowadzą? Brat wykręcał się, iż pracuje, nie może się rozpraszać, a ja uciekam od odpowiedzialności.
Żyję jak w koszmarze. Z jednej strony wiem, iż dom opieki to dla wszystkich najlepsze wyjście. Ale boję się, iż będę czuła się jak niewdzięczna córka. Wiktor jest po mojej stronie. Powtarza, iż tam zajmą się mamą, a my mamy własne życie.
Postanowiłam dać sobie tydzień. jeżeli brat się nie pojawi zrobię po swojemu. Mama trafi do centrum. Bo wszyscy potrafią doradzać, a tylko ja wiem, jak ciężko nosić brzemię opiekuna osoby chorej. I niech brat tłumaczy się przyjaciołom. Dość już tego mam.









