Moi rodzice nigdy nie dali mi wsparcia, którego tak naprawdę potrzebowałem, ale zawsze mogłem liczyć na moich przyjaciół. Chociaż mówi się, iż rodzina jest na zawsze, w moim przypadku okazało się to nieprawdą. Przyjaciele byli przy mnie w najtrudniejszych chwilach, wspierali mnie i dawali otuchę, kiedy najbardziej tego potrzebowałem.
Nasza znajomość zaczęła się jeszcze w podstawówce stworzyliśmy zgraną paczkę chłopaków i dziewczyn. Kiedyś powiedziałem rodzicom, iż chciałbym chodzić na zajęcia z rysunku, ale oni odmówili i nie chcieli zapłacić za kursy. Wtedy to kumple z klasy okazali się nie do zastąpienia podarowali mi sprzęt plastyczny, a Adam namówił swoją siostrę Hanię, która była projektantką, aby udzielała mi lekcji zupełnie za darmo. Im bliżej było do matury, tym bardziej rodzicom zależało tylko na tym, żeby nie musieć wydawać pieniędzy. To przyjaciele pomogli sami znaleźli dorywczą pracę, żebyśmy mogli razem pojechać na studniówkę, pomagali mi również ze strojem Iwona uszyła mi marynarkę, Magda zrobiła fryzurę i makijaż.
Kiedy podjąłem decyzję o zmianie uczelni, rodzice znów się postawili okoniem. Usłyszałem jasno: jeżeli nie zostanę tam, gdzie mi każą, mam radzić sobie sam. Na szczęście moi przyjaciele nie zostawili mnie w potrzebie pozwolili mi zamieszkać u nich, dzielili się jedzeniem i wspólnie doglądali, żebym miał wszystko co niezbędne, dopóki nie uzbierałem dość pieniędzy, żeby opłacić czesne.
Przez całe moje życie to przyjaciele byli blisko. Pomagali mi przy spłacie kredytu hipotecznego, razem remontowali mieszkanie i nie raz opiekowali się mną, gdy byłem chory. Rodzice i brat nie kiwnęli palcem w żadnej z tych sytuacji. Ich słowa o rodzinie jako stałym wsparciu okazały się puste od czterech lat nie zamieniliśmy choćby jednego słowa. W zasadzie nie czuję, żeby było czego żałować, bo prawdziwą rodzinę znalazłem wśród przyjaciół: zawsze gotowi podać mi rękę, wesprzeć i towarzyszyć w ciężkich chwilach. Dziś moją rodzinę tworzy szóstka ludzi: czterech przyjaciół ze szkoły i dwóch z uniwersytetu. Jestem im za to wszystko ogromnie wdzięczny.
Dziś wiem jedno: to nie więzy krwi świadczą o rodzinie, ale serce i wzajemna troska. Dla mnie to lekcja na całe życie.











