Moi mama i tata Moja mama była bardzo piękna. A „była”, bo pół roku temu odeszła, przeżywszy tat…

polregion.pl 4 dni temu

Moi rodzice
Moja mama była naprawdę piękna.
Mówię była, bo pół roku temu odeszła, dwa tygodnie po tacie. Choć oboje dawno przekroczyli osiemdziesiątkę, czuję, iż mieli za mało czasu. Przecież to byli m o i r o d z i c e.
No więc mama była śliczna. Sam to widziałem, bo chociaż jestem synem, to jednak mężczyzną. Tata powtarzał mi to na każdym kroku. choćby kiedy mama się złościła na mnie za szkolne oceny czy inne przewinienia, ojciec przychodził do mojego pokoju, siadał obok, ciężko wzdychał i zaciskał dłonie między kolanami, milczał długo, po czym kończył:
Synku, nie miej żalu do mamy Nakrzyczała, nagadała ci, ale i my nie jesteśmy aniołami, a ona jest dziewczynką. I nam obu jest potrzebna jak powietrze. Idź, przeproś ją.
A ja? Nabierałem powietrza do płuc, gotów wykrzyczeć swoją złość, patrząc gniewnie na ojca. On wiedział, co się święci, wyciągał rękę z wyprostowaną dłonią, jakby zamykał mi usta i mówił twardo:
choćby nie próbuj mi złego słowa o mojej żonie powiedzieć!..
Więc milczałem, bo bardzo kochałem ojca. I mamę, też bardzo.
Wiedziałem, jak zostali małżeństwem. Tata zwierzył mi się w sekrecie przed mamą. A mama też w sekrecie przed tatą.
Mama studiowała wtedy na pierwszym roku na Uniwersytecie Warszawskim. Miała wyjść za jakiegoś Edka. Pewnego dnia Edek przyszedł na randkę z kolegą, Bożydarem, który właśnie przyjechał do Warszawy i nie wiedział, co robić samotnie wieczorem. Edek więc zaprosił go ze sobą, na spotkanie ze swoją dziewczyną Przyszłą narzeczoną.
Edek przedstawił sobie Bożydara i moją wtedy jeszcze przyszłą mamę. Bożydar jak już pewnie się domyślacie to mój przyszły ojciec.
Razem spędzili cały wieczór. Byli w Łazienkach, a potem, żeby nie płacić za bilet, oglądali śmieszną komedię z dachu altany, obok letniego kina. To był pomysł taty (sam Edek na to by nie wpadł!). Tata, już wtedy silny i barczysty, pomógł mamie wejść na dach nie to co ten Edek, którego nigdy na oczy nie widziałem, choć czuję, iż był raczej cherlawy, w przeciwieństwie do mojego ojca.
Edek żartował, recytował wiersze, opowiadał, jak będą z mamą żyć po studiach. Ojciec cały wieczór milczał, słuchał i tylko pociągał nosem (jak mówiła mama). A kiedy się rozstawali, tata trzymał jej małą, ciepłą dłoń w swoich dużych rękach i powiedział:
Grażynko! Nie potrzebujesz go. Wyjdź za mnie.
Mama się przestraszyła i zapytała:
Kiedy?
Tata był poważny jak nigdy i od razu odpowiedział:
Jutro
A żeby dobić mamę (i Edka), dodał:
Urodzi nam się syn. Będziemy go bardzo, bardzo kochać. I siebie nawzajem też jeszcze mocniej. Nazwiemy go Janek, jak polski król
No dobrze, zgodziła się mama i wzięli ślub.
Edek był na weselu świadkiem ze strony pana młodego.
Potem tata i mama skończyli studia i razem pojechali na Śląsk, bo w dyplomie oboje mieli wpisane geolog-geodeta. Tam, w górach, dostali swoje pierwsze mieszkanie przerobioną z piwnicy komórkę przy Domu Kultury, pełną rupieci, które kierownik kopalni kazał uprzątnąć specjalnie dla świeżo upieczonych specjalistów.
Po roku urodził się upragniony Janek. To ja. Kochali mnie bardzo, bardzo, jak ojciec obiecał mamie.
Tata wymógł na stajni starą klacz Helenę, żeby zabrać mamę i mnie ze szpitala.
Kiedy jechaliśmy pod naszą komórkę (jak opowiadał tata), na progu klubu stał Edek z cynkowaną wanienką do kąpieli niemowląt załatwił ją po znajomości. Wanienka służyła mi i za wannę, i za łóżeczko (tak mówiła mama). Wkładała do niej dużą puchową poduszkę, którą dostała w wianie, przykrywała prześcieradłem i tam leżałem. Gdy nadchodziła pora kąpieli, poduszka lądowała na łóżku rodziców, a ja odbywałem rytuał wodny. Tata pędził z pracy, by przypadkiem kąpiel nie, nie klaczy, syna się nie odbyła bezeń. Podtrzymywał mi główkę (jak twierdzi mama), a mama mnie myła dostojnie, jak małego księcia.
Nie zostałem królem, ale chyba zostałem niezłym geologiem, jak rodzice.
Co najdziwniejsze, moja żona też geolog. Poznaliśmy się w pracy po studiach. Moja Basia od razu przypadła mamie do gustu. Ojcu zresztą też. Kiedy odwiedzaliśmy rodziców, a ja z tatą wychodziliśmy na balkon zapalić, szeptał:
Wiesz, Janek, wydaje mi się, iż szczęście miałem dwa razy Pierwszy raz, kiedy poznałem twoją mamę, a drugi, gdy ty ożeniłeś się z Basią. Dbaj o nią. Ona tak jak nasza mama dziewczynka
Tata odszedł nagle, w nocy. Mama od razu zrozumiała, iż go już nie ma i się obudziła
Po jego śmierci zaczęła bardzo gwałtownie starzeć się i zapominać. Zapomniała nawet, iż taty już nie ma. choćby gdy zabraliśmy ją do siebie, wciąż siedziała przy oknie i wypatrywała ojca, aż wróci z pracy. Do ostatniego dnia smażyła swoje pyszne kotlety, jak Bożydar lubiCzasem siadałem przy niej, podając cicho herbatę, i patrzyłem, jak w oczach pojawia się znajomy błysk nadzieja, iż za chwilę otworzą się drzwi i pojawi się jego postać, jak dawniej, z zamyśleniem w oczach i lekkim uśmiechem. Z początku tłumaczyłem cierpliwie, potem już tylko głaskałem jej dłoń i pozwalałem, żeby czekała. Przez okno wpadało ciepłe światło, a ona uśmiechała się do własnych myśli.

Kiedy odeszła, zostawiła mi wszystkie fotografie. Przez wiele wieczorów sortowałem je na naszym balkonie tym samym, gdzie ojciec szeptał mi swoje mądrości o szczęściu. Czułem ich obecność obok; nieustannie słyszałem śmiech mamy i poważny, kojący głos ojca.

Dziś wiem, iż ich czas był może nie za krótki, ale po prostu dobry. Tyle, ile naprawdę potrzeba, by kochać do granic prawdy; by nauczyć syna, jak być mężczyzną, mężem, a wreszcie ojcem. Kiedy moja Basia przychodzi wieczorem i pyta, czy zaparzyć herbatę, widzę w jej uśmiechu tamtą dziewczynkę, dla której ktoś przed laty przestawił cały świat.

Siadam więc z nią przy oknie i czekam ale nie na powrót. Czekam na wieczór, na wspomnienia, na nową historię, którą może kiedyś opowie o nas ktoś kolejny nasz syn, nasza córka. Może kiedyś opowie, iż szczęście to nie czas, tylko ludzie, których trzymamy za rękę, choćby gdy nic już nie pamiętają. I iż warto czekać razem, aż wróci światło w oknie.

Idź do oryginalnego materiału