Modła. Pałac Aurela, sprofanowane mauzoleum von Rittbergów i żelazo z bagien

nieustanne-wedrowanie.pl 3 dni temu

Ongiś Modła, ta sporawej wielkości wieś dolnośląska miała panów, którzy mieszkali w jednym z najwspanialszych i największych pałaców na tym terenie. Tamtejsza rezydencja bowiem, pomimo tego, iż przetrwała II wojnę światową w stanie niemal nienaruszonym, to z końcem lat piędziesiątych ubiegłego wieku po prostu znikęła. Proces grabienia i demolowania oraz ostatecznie rozebrania obiektu trwał dosłownie chwilę. Wiedząc, jak ogromny był ten pałac, bo miał on aż cztery kondygnacje, i jak wspaniale był wyposażony, aż ciężko uwierzyć, iż nie zostało z niego nic, oprócz kilku niskich ścian, które sięgają jedynie parteru. Posłuchajcie mojej opowieści o Modle, bo naprawdę będzie ciekawie…

Przed końcem II wojny światowej miejscowość ta, której życie kręciło się wokół ogromnego folwarku Rittbergów, co to gospodarowali tam nieustannie od 1860 roku do 1945, uznawana była za bardzo znaczącą na tym terenie. Ale nie tutaj jeszcze zaczynają się jej dzieje.

Budynek mieszkalny. Modła

W roku 1381 Modła po raz pierwszy została wspomniana na piśmie jako majątek rycerski Hertelna von Bussewoya. To on właśnie założył tę osadę pośród bagien, w których znajdowały się złoża żelaza. Było to idealne miejsce do tego, aby się zbroić. Wystarczyło jedynie rudę pozyskiwać i zatrudnić kowala do pracy, aby nie zabrakło w Modłej mieczy i noży. prawdopodobnie czyniono tak od samego początku isnienia tego sioła, jednak dowody na to, iż istniały w Modłej kuźnie, pochodzą dopiero z pierwszej połowy XV stulecia. Wtedy była już mowa o tym, iż istniał tam ośrodek hutniczy zasilany rudą wydobywną z bagien.

Prawie sto lat później osada zmieniła właściciela i od tamtej pory gospodarowali i rządzili tam von Landskronowie. Ich czasy kończą się jednak w 1475 roku i ich miejsce zajmuje von Bibran. Ród Bibranów włożył wiele wysiłku w rozwój tej osady. To oni właśnie uruchomili w Modle hutę żelaza nazwaną „Wilhelminą”, której ruiny przez cały czas istnieją. Przedsięwzięcie to nazwę swoją otrzymało na część małżonki Aurela Grafa von Rittberg.

Na widokówce widać kolejno: pałac, kościół, stację kolejową, sklep i hutę (Wilhelminenhütte). Źródło grafiki: https://polska-org.pl/5984332,foto.html?idEntity=518537

Znamy imiona przedstawicieli tej familii. Byli to kolejno: Martin, Mikołaj, Georg i Henryk, który to w roku 1624 doczekał się zaszczytu bycia baronem. Piastował on również bardzo ważne stanowisko państwowe, był bowiem radcą cesarskim Ferdynanda III, a potem podkomorzym króla Władysława IV Wazy. Po wielu latach gospodarowania w Modłej, Bibranowie ustąpili miejsca kolejnym jaśniepanom, tym razem von Blockom i von Rittberg.

Pałac w Modłej

Choć w osadzie tej od wieków mieszkali wysoko urodzeni panowie, to żaden z nich nie wybudował w Modle rezydencji godnej szlachcica, który ceni sobie luksusy. Uczynił to dopiero Mikołaj von Bibran w roku 1567, ale nie był to jeszcze ten pałac, który „zniknął” po II wojnie światowej. Wcześniej musiał istnieć tam prawdopodobnie zamek otoczony fortyfikacjami, bo czasy tego wymagały i być może to właśnie na jego miesjcu Mikołaj zbudował pierwszy w Modle dwór na tym lekkim wniesieniu terenu. To naprawdę wydaje się prawdopodobne i się kupy trzyma, jednak niestety dowodów na to nie ma.

Ród Bibranów swoje korzenie miał w Turygii. Na Śląsk przybyli oni w ramach gospodarczej kolonizacji tych ziem w XIV stuleciu. Dwór wzniesiony przez Mikołaja von Bibrana był już nie tylko obiektem warownym, bo wyróżniały go również dekoracyjne detale. Budynek posiadał stromy dach i wieżyczki narożne. Główne wejście zwieńczone zostało kartuszem herbowym oraz inskrypcją; „Na chwałę Boga i czci rodu, ja Mikołaj von Bibran, rozpocząłem budowę tego domu w roku 1564, a ukończyłem w roku 1567”

Brama wjazdowa do pałacu w Modłej

Rzeczony dwór z czasem był modyfikowany przez kolejnych panów w Modłej jeszcze w ramach tej rodziny. Już w drugiej połowie XVIII stulecia został on rozbudowany, a potem w XIX wieku dobudowano do niego kolejne skrzydło. Jednak prawdziwy „renesans” budowla ta przyżyła za czasów pana Aurela von Rittberga, gdyż on to całkiem wszystko przebudował, zmieniając dwór nie tylko zewnątrz ale i w środku. Dopiero teraz możemy mówić o tym właśnie pałacu, który „znikął” z latach piędziesiątych ubiekłego wieku. Była to wspaniała, ogromna i nieprzecietnej urody rezydencja, posiadająca cztery kondygnacje. To prawdziwy kolos o gabarytach 2000 m2 powierzchni. Ściany salonów i pokoi zdobiły dzieła sztuki i gobeliny, a na podłogach leżały dywany. W zbrojowni znajdowały się rycerskie zbroje, hełmy, piki, miecze i kusze. W przeszklonych gablotach eksponowano porcelanę i kryształy.

Pałac w Modłej wg Alexandra Dunckera
Źródło zdjecia:https://de.wikipedia.org/wiki/Schloss_Modlau

Pan Aurel von Rittberg urodził się w 1827 roku, a zmarł w1902. Był on dwa razy żonaty. Pierwszą jego ślubną była Wilhelmina von Block, z którą doczekał się syna, swojego spatkobiercę Maxa, a druga jego żona to burgrabina i hrabina Freda zu Dohna-Schlodien. Max von Rittberg ożenił się z hrabiną Alicją Bassewitz-Wohrenstorf-Lützow, z którą miał syna Aurela, co to był ostatnim panem tego majątku ziemskiego. On z kolei w roku 1924 pojął za żonę panią Alexandrę von Usedom. Pomimo, iż matrymonium to zakończyło się rozwodem, para ta doczekała się dwójki dzieci. Syna, również Aurela, i córki Beningny. Oboje przyszli na świat w Modle. Kiedy koniec II wojny światowej odebrał im ich fortunę i przegnał z Dolnego Śląska, familia ta wyjechała do Bonn. Zostawili po sobie niemal wszystko, tak iż było co szabrować, kiedy przybyli nam na pomoc czerwonoarmiści. Teraz z ich wspanialego pałacu zostało tylko tyle.

Modła. Ruiny pałacu

Grobowiec rodziny von Rittberg

Szczerze mówiąc przez Modłę miałyśmy zamiar jedynie przejechać, nie zatrzymując się tam wcale. Byłyśmy bowiem od kilku dni nieustannie w wakacyjnej trasie rowerewej, a więc już mocno styrane przez drogę i upał. Przejechałyśmy wiele kilometrów i odwiedziłyśmy niesamowicie interesujące miejsca, dlatego Modlę chciałam odpuścić, ale kiedy tylko się tam zjawiliśmy, od razu zobaczyłam ten grobowiec i już było po mnie! Oczywiście dałyśmy po hamulcach, bo koniecznie musiałam go zobaczyć.

Modła. Grobowiec rodziny von Rittberg

Zaszłyśmy go od strony drogi, bo tam znajdowało się wejście do tego obiektu. Mauzoleum znajduje się na terenie kościelnym, ale kratę ma z drugiej strony. Nie zdziwiło mnie to wcale, bo widziałam już takie rzeczy choćby w Karnicach niedaleko Środy Śląskiej. Wdrapałam się do góry po tych schodach żeby sprawdzić, czy da się coś od tej strony zobaczyć. Niestety mogiła zamknięta jest na cztery spusty. Rękę jednak mam kościstą i najchudszą tuż przy dłoni, wstadzilam ją więc bez najmniejszego problemu z aparatem między kraty, wyciągnęłam ile się da do przodu i coś tam uchwyciłam.

Modła. Mauzoleum rodziny von Rittberg. Wnętrze
Modła. Mauzoleum rodziny von Rittberg. Wnętrze

Wiem, iż zabrzmi to dziwnie, ale szczerze powiem Wam, iż weszłabym tam z przyjemnością i bez żadnych oporów, gdyby tylko było można. W tamtej chwili jednak nie traciłam nadziei, bo zorientowałam się, iż można jeszcze raz spróbować zaatakować od strony kościoła. Wyszłyśmy więc z Ines z tych krzaczorów i wróciłyśmy na drogę.

Dwie minuty potem stałyśmy już przy kościele i również przy bramie do pałacu, która jest chyba najokazalszą jaką kiedykolwiek widziałam na Dolnym Śląsku. Widząc ją uwierzyłam, iż rezydencja ta rzeczywiście była tak ogromna, jak opisał i narysował ją Duncker. Był tu jak widać rozmach w tej Modłej niesamowity, iż aż dech zapiera w piersiach.

Ruina majątku Rittberga

Tutaj także musiałyśmy się zatrzymać, bo nie sposób było przejechać obojętnie. Nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła, czy furta albo brama jest na pewno zamknięta? Ale niestety wszystko tam jest dokładnie zabezpieczone i nie widziałam innego wyjścia jak znowu wciskać ręce przez kraty i robić zdjecia na zoomie. Mogłyśmy oczywiście próbować przebić się tam przez dawny park dworski, ale zauważyłam wcześniej jak on teraz wygląda i nie widziałam sukceu dla tej decyzji. To był środek lata a tam dżungla najprawdziwsza, dolnośląska, gdzie czekały na nas ciernie, pokrzywy, komary i kleszcze.

Modła. Teren folwarku. Spichlerz

Spędziłyśmy pod tą bramą kilkanaście minut robiąc archiwum, ale w końcu nie widząc najmniejszych szans na więcej, odstąpiłyśmy i ruszyłyśmy w kierunku świątyni, gdzie czekało na nas nie do końca zbadane mauzoleum.

Modła. Teren folwarku
Modła. Teren folwarku

Kościół Matki Bożej Różańcowej

Najpierwszy kościół w tej wsi został wzniesiony i sfinansowany przez wspominanego wcześniej Mikołaja von Bibran. Wydarzyło się to w roku 1580. Świątynia ta jednak spłonęła i w 1877, na jej miejscu wybudowano nową, która istnieje do dziś. W jej wnętrzu przez cały czas można spotkać wspomnienie Bibranów. Jest to zabytkowa chrzcielnica z kamienia z herbem tego rodu oraz datą 1580. To prawdziwy skarb tej świątyni, która stała się jego strażnikiem.

Kościół Matki Bożej Różańcowej
Wnętrze kościoła w Modłej.

Nie weszłam do jej wnętrza, żeby zrobić archiwum, ponieważ odbywała się tam msza święta i nie chciałam przeszkadzać. Za to skupiłam się maksymalnie na grobowcu, który jest przez cały czas bardzo piękną budowlą i również zacnych gabarytów. Mauzoleum zbudowano z piaskowca, ma ono sylwetkę neoklasycystyczną i robi ogromne wrażenie, tym bardziej, iż takie niedostępne i tajemnicze. Graf Aurel von Rittberg zbudował je dla swojej żony Wilhelminy, bo to ona odeszła pierwsza. Kiedy myślę o tej parze małżonków, mam takie nieodpatre wrażenie, iż Aurel musiał ją bardzo kochać, skoro nazwał jej imieniem hutę żelaza i wystawił tak ekstrawagancki grobowiec swojej pani. Myślę również, iż ten rozmach w przebudowaniu rezydencji w Modłej gdzie jaśniepaństwo mieszkali, jej przepych i gabaryty to chyba też z miłości do niej. Pani Wilhelmina była starsza od męża o 7 lat i umarła w sumie młodo, mając lat 43. W tym wieku nie umiera się ze starości, a więc było ta prawdopodobnie wielka tragedia, zwłaszcza o ile odchodzi osoba, którą darzy się miłością. Nigdy już nie dociekniemy, co było powodem jej przedwczesnej śmierci, ale można zgadywać. Jaśniepani na trzy lata przed śmiercią urodziła dziecko, pierworodnego Maxa. Być może po porodzie w bardzo późnym dla kobiety wieku, bo miała ona wtedy 40 lat, wystąpiły jakieś powikłania, które powoli wyczerpywały jej organizm i ostatecznie doprowadziły do śmierci? Ale może być zupełnie inaczej. Nie było żadnych komplikacji i na przykład zmarła na suchoty, tyfus albo cholerę, przed którymi w tak odległych czasach choćby wielka fortuna nie chroniła i kto miał umrzeć, to umarł.

Modła. Grobowiec rodzinny von Rittberg

Jednak gwałtownie okazało się, iż i od tej strony mauzoleum było niedostępne. Wiem, iż wnętrze jego już bardzo dawno zostało sprofanowane ale i tak żal mi było, iż nie mogę wejść do środka. Tym razem, z perspektywy tych małych okienek nie zobaczyłabym absolutnie nic, gdyby nie moje chude ręce, które znowu wcinęły się między kraty z aparatem. Wyglądało to tak, iż dopiero gdy zrobiłam zdjęcie i obejrzałam je, mogłam zobaczyć, jak ten grobowiec wygląda w środku. Inaczej się nie dało, bo wnęki są za wąskie aby włożyć w nie głowę i luknąć.

Modła. Grobowiec rodzinny von Rittberg. Wnętrze obiektu
Modła. Grobowiec rodzinny von Rittberg. Wnętrze obiektu

Krypta jest naprawdę wielka, prowadzą do niej schody. Na ścianach widać miejsca, w których kiedyś znajdowały się marmurowe prawdopodobnie płyty grobowe z inskrypcjami oraz epitafia. Na najniższym poziomie było miejsce na sarkofagi. Widać, iż kiedy zakończyła sie wojna, nie oszczedzono tej mogiły i nie dano spokoju zmarłym, którzy tam spoczywali. Nie jest to jakiś odosobniony przypadek, bo takie rzeczy działy się na terenie całego Dolnego Śląka. Po roku 1945 ziemię tę nazywano Dzikim Zachodem, gdyż była ona bogata w różnego rodzaju skarby i łatwo było się tutaj „dorobić”, choćby na rabowaniu grobowców. Jednak najpierw plądrowali czerwonoarmiści, dopiero potem Polacy, których tu przesiedlono.

Modła. Grobowiec rodzinny von Rittberg. Wnętrze obiektu

Kaplica cmentarna czy wychodek?

Na terenie kościelnym opócz świątyni, grobowca von Rittbergów i cmentarza znajduje się ta budowla po prawej. Wzniesiono ją z czerwonej cegły i opatrzono ozdobnymi, dużymi drzwiami. Podejrzewam, iż może ona pochodzić z tego samego czasu, co sam Przybytek, czyli z 1877 roku. Kiedy zobaczyłam ten obiekt, pierwszą moją myślą było, iż to kaplica cmentarna. Znaczy się miejsce, w którym umarły człowiek leżał i czekał aż go pochowają. Taki budynek pojawiał się w podobnych miejscach, bo po prostu był bardzo potrzebny. Zresztą do dziś kaplice cmentarne czesto spełniają swoje role, choć faktem jest, iż kremacje są teraz w modzie.

Modła. Teren kościelny

A więc, kiedy zrobiłam fotografie mauzoleum, postanowiłam zajrzeć do tego obiektu, bo zauważyłam, iż drzwi do niego są uchylone. Miałam nadzieję, iż skoro u Rittbergów nie za wiele wskórałam, to może choć tutaj coś nadrobię, bo los niejednokrotnie tak mnie nagradzał za moje porażki podróżnicze. Ale wówczas to on śmiał się ze mnie po prostu.

Modła. Kaplica cmentarna

Nie trzeba być zbyt fenomenalnym w historię, żeby wiedzieć, iż powołaniem tego budynku było przechowywanie zwłok przed pogrzebem. Większe wrota wykorzystywano, aby zmarłego przenieść do środka, a mniejsze były dla żywych, którzy przygotowywali go do ostatniej drogi. Gdy uchwyciłam już z zewnatrz tę prawdę mówiąc dość ciekawą bryłę, ruszyłam śmiało do środka. Pchnęłam drzwi i wtedy dopiero zorientowałam się gdzie jestem. Szczerze? Nie wiedziałam co powiedzieć…

Jest to po prostu kibelek. No niby to nic takiego, bo przecież kaplica nie pełni już swojej roli, ale jakoś to tłumaczenie mi nie pasowało, bo przecież kiedyś spełniała i w jej murach przebywali zmarli. Poza tym jakby nie patrzeć, to jednak część całego tego cmentarno-kościelnego kompleksu zabytkowego już i w moim pojęciu taki wychodek powinien zostać zorganizowany w mniej historycznej oprawie i nie koniecznie w stylu neogotyku z ceglaną elewacją i oknami w kształcie ostrych łuków. Według mnie wystarczyłby Toi Toi. Myślicie, iż przesadzam, demonizuję?

W tym miejscu zakończę moją relację z Modły, choć przyznam się bez bicia, iż wiele wątków historycznych pominęłam mimo wszystko. Tamtego dnia zabrakło nam już sił do bardziej gruntownej lustracji terenu, ale i tak uważam, iż sporo udało mi się zobaczyć i Wam tutaj pokazać. No i oczywiście to jeszcze nie koniec opowieści z tamtej trasy rowerowej, podczas której trafiłam na niejedną taką wspaniałą, dolnośląską historię. Poniżej zostawiam Wam linki do tych relacji, które już zdążyłam tu stworzyć poza dzisiejszą Modłą. Zapraszam do wglądu. Przygoda czeka!

  1. Krzywa. Historia rzeczywiście nie prosta, dziurawa jak sito i ze złotym dnem
  2. Wampir z Rokitek. Gwałciciela i mordercę powieszono
  3. Stary Łom. Tajemnica średniowiecznej kopalni złota
  4. Raszowa. Całkiem nieznana historia średniowiecznej osady
  5. Dunino i Janowice Duże. O tym, co wydarzyło się nad Kaczawą
  6. Niedźwiedzice. O wójcie Borzywoju, pałacu Doroteusza i tryptyku z 1494 roku
Idź do oryginalnego materiału