Już jutro rozpoczynają się Zimowe Igrzyska Olimpijskie, których gospodarzem będą Włochy, a dokładniej Mediolan i Cortina d’Ampezzo. I choć zimowa edycja igrzysk nie przyciąga zwykle takiej uwagi jak edycja letnia, to i tak warto przyjrzeć się modzie, którą zobaczymy na otwarciu i zamknięciu igrzysk. Bo przecież te stroje od wielu dekad nie tylko zapewniają ochronę przed zimnem, ale są również symbolem tożsamości narodowej, wartości kulturowych i estetycznej interpretacji danego kraju.
A w tym roku znaczenie tych ubiorów wydaje się jeszcze większe, bo przecież Mediolan to światowa stolica mody, więc można było oczekiwać wielu modowych akcentów. Czy tak się stało? Oto moje subiektywne zestawienie siedmiu najlepszych uniformów narodowych reprezentacji, które będzie można zobaczyć już jutro na San Siro podczas ceremonii otwarcia igrzysk.
STANY ZJEDNOCZONE – RALPH LAUREN
Zaczynam od Stanów Zjednoczonych nieprzypadkowo, bo to mój zdecydowany numer 1, jeżeli chodzi o olimpijskie uniformy. Ralph Lauren od lat nie zawodzi i po raz kolejny jego zespół pokazał, iż można zrobić świetne projekty, które tak samo dobrze oddają DNA samej marki, jak i kraju. Co tu dużo pisać – marketingowo kolejny raz rozgrywają to po mistrzowsku.
Na otwarciu zobaczymy białe wełniane budrysówki, a pod nimi intarsjowane golfy z motywem amerykańskiej flagi. Z kolei na ceremonię zamknięcia przygotowano puchowe kurtki i grubsze spodnie nawiązujące do narciarstwa. Podobno cała kolekcja została wyprodukowana w Stanach Zjednoczonych. Mistrzowska kolekcja dopracowana w najdrobniejszych detalach. Ode mnie złoty medal.
MONGOLIA – GOYOL
Stroje reprezentacji Mongolii to prawdziwe dzieła sztuki, które już w poprzednich edycjach robiły ogromne zamieszanie medialne, co potwierdza, iż ma sens tworzenie tak unikalnych projektów. Bo jest to po prostu wspaniała reklama kraju. O strojach mongolskiej ekipy piszą media na całym świecie i podobnie było w trakcie igrzysk w Paryżu. Fajnie jakby nasz PKOl zrozumiał tę idę i dał kiedyś szansę polskiej marce na realizację czegoś równie efektownego.
Zestawy na ceremonię otwarcia tym razem zaprojektowała rodzima marka GOYOL, która specjalizuje się w produktach z mongolskiego kaszmiru. Projektanci tej marki stworzyli koncepcję łączącą tradycję z nowoczesnością. Podczas otwarcia ekipa Mongolii będzie miała na sobie zestawy inspirowane folkowymi deelami, bogato haftowane i symboliczne. To tradycyjne szaty ceremonialne o długiej historii. Całość wykonano ze szlachetnych surowców – kaszmir i jedwab. Uzupełnieniem tych tradycyjnych zestawów będą zestawy casualowe – swetry i dodatki z wzorami przedstawiającymi mongolski krajobraz.
HAITI – STELLA JEAN
Równie efektwne – a może jeszcze bardziej – będzie miała reprezentacja Haiti. Co ciekawe, w najmniejszym możliwym składzie – zaledwie dwóch zawodników. I być może właśnie dlatego oprawa wizualna tej reprezentacji jest tak wyrazista. Zamiast zniknąć w olimpijskim tłumie, postawiono na projekt z mocnym kontekstem kulturowym i współpracę z marką Stella Jean.
Marka została założona przez Stellę Novarino, projektantkę wychowaną w Rzymie, której matka pochodzi z Haiti. Ten dwukulturowy rodowód od lat jest fundamentem estetyki Stelli Jean – łączenia europejskiej formy z karaibskim kolorem, symboliką i rzemiosłem.
Nie jest to jej pierwszy olimpijski projekt. Stella Jean odpowiadała już za stroje reprezentacji Haiti podczas Letnich Igrzysk Olimpijskich w Paryżu w 2024 roku, gdzie jej projekty były jednymi z najbardziej zapamiętanych. W przypadku zimowej edycji inspiracją stała się twórczość Édouarda Duval-Carrié – haitańskiego malarza i rzeźbiarza, którego prace silnie odwołują się do lokalnej mitologii, historii i tożsamości.
KANADA – LULULEMON
Kanadyjczycy ponownie zaufali rodzimej marce Lululemon, która w ostatnich latach wyrosła na jednego z liderów segmentu zwanego premium athleisure. W Kanadzie nie wszystkim przypadła do gustu zaproponowana koncepcja olimpijskich strojów, ale ja akurat stoję po przeciwnej stronie barykady.
To projekt bardzo przemyślany i spersonalizowany – lekko futurystyczny, z dopracowaną kolorystyką i wyrazistymi elementami graficznymi, a przy tym maksymalnie funkcjonalny. Flagowym elementem kolekcji jest puchowa kamizelka z dużym liściem klonowym, zaprojektowana tak, by można ją było nosić na kilka sposobów: po odpowiednim zapięciu pełni również funkcję szalika albo poduszki pod głowę. Równie dopracowane są pozostałe elementy – choćby kurtki wyposażone w specjalne pętelki ułatwiające przypięcie mikrofonów podczas wywiadów (!).
Na uwagę zasługuje także sam system kolekcji: osobne zestawy na ceremonię otwarcia, na podium i na zamknięcie igrzysk. Mimo tego wszystkie elementy zaprojektowano w jednym, spójnym języku, dzięki czemu można je swobodnie mieszać, nosić warstwowo albo bardzo luźno. Widać tu konsekwencję i doświadczenie marki, która myśli o ubraniach nie tylko estetycznie, ale też użytkowo.
NORWEGIA – DALE OF NORWAY
W przypadku Norwegii jest nie tylko estetycznie, ale też z ciekawą historią, bowiem tak się złożyło, iż za stroje na otwarcie igrzysk odpowiada marka Dale of Norway, która 70 lat temu po raz pierwszy ubierała kadrę narciarską i również było to w Cortinie d’Ampezzo.
Tak zaczęła się wieloletnia współpraca, która zaowocowała powstaniem wielu kultowych już swetrów, jakie Dale of Norway przygotowywało co cztery lata dla norweskiej reprezentacji. Dzięki nim sweter nordycki stał się znakiem rozpoznawczym norweskich sportowców. Co jakiś czas marka wznawia historyczne projekty z poprzednich igrzysk i można je kupić.
Jeśli chodzi o aktualne igrzyska, to z racji okrągłej rocznicy i lokalizacji, nawiązano do wełnianego swetra z roku 1956. Całość oczywiście mocno nawiązuje do kolorów narodowych.
FRANCJA – LE COQ SPORTIF
Reprezentacja Francji wystąpi w strojach marki Le Coq Sportif i moim zdaniem jest to jedna z najciekawszych kolekcji olimpijskich. Bardzo francuska w charakterze, oszczędna w formie i kolorystyce, ale jednocześnie zapadająca w pamięć. Zamiast krzykliwych kolorów postawiono na stonowaną paletę błękitów, beżów, różu, czyli kolorów bardziej kojarzących się z wiosną, a nie zimą.
Całość ma w sobie sporo ducha retro i nawiązań do estetyki lat 60. i 70., czyli okresu, w którym Le Coq Sportif był jednym z najważniejszych graczy na rynku odzieży sportowej w Europie.
WIELKA BRYTANIA – BEN SHERMAN
Za ubiór reprezentacji Wielkiej Brytanii odpowiada trochę już zapomniana marka Ben Sherman i trzeba przyznać, iż swoją pracę wykonali bardzo dobrze. Zrobili to trochę w stylu Ralpha Laurena, czyli mamy na odzieży duże elementy graficzne z wykorzystaniem flagi (kremowe swetry) oraz duże napisy z nazwą kraju na akcesoriach (czapki i szaliki). Może nie jest to tak efektowne jak u Ralpha, ale prawdopodobnie takie miało być – bardziej brytyjskie, bardziej powściągliwe.
Jako ciekawostkę warto dodać, iż do tej współpracy zaangażowano Toma Daleya – brytyjskiego olimpijczyka, który pięciokrotnie zdobywał medale na igrzyskach, a który po zakończeniu kariery założył własną markę z manualnie dzierganymi swetrami i akcesoriami. I to właśnie on wykonał własnoręcznie szalik i rękawiczki dla chorążych brytyjskiej reprezentacji. Ich repliki projektu Daleya były też dostępne w normalnej sprzedaży i rozeszły się jeszcze w grudniu.
WŁOCHY – EA7 / EMPORIO ARMANI
Podobno to jeden z ostatnich projektów w który zaangażowany był Giorgio Armani (przypomnę, iż projektant zmarł we wrześniu 2025). Jego marki od dawna współpracują z włoskimi związkami sportowymi i nie mogło być inaczej w przypadku imprezy, która odbywa się we Włoszech. Tym razem jest prosto, minimalistycznie (biel i czerń jako dominujące kolory), z estetycznymi detalami w barwach narodowych (trójkolorowe kołnierze w kurtkach).
Na koniec zostawiłem naszą reprezentację, która wystąpi w zestawach przygotowanych przez markę Adidas. I tu, niestety, trudno o jakikolwiek zachwyt. Jest poprawnie, ale tylko poprawnie. Sztampowo, katalogowo, bez emocji i bez historii. W moim subiektywnym zestawieniu – daleko poza pierwszą dziesiątką.
Całość wygląda tak, jakby ktoś otworzył katalog Adidasa, zaznaczył kilka gotowych pozycji i dorzucił do nich napisy POLSKA oraz emblematy komitetu olimpijskiego, które – co dość znamienne – są mniej widoczne niż sam logotyp marki. To nie jest projektowanie uniformu narodowego, to jest personalizacja stocku. Bez odwagi, bez koncepcji, bez ambicji.
A szkoda, bo przecież mamy w Polsce zdolnych projektantów, własną symbolikę i własną historię – choćby góry, które aż proszą się o interpretację. Mamy też marki, które spokojnie udźwignęłyby taki projekt zarówno estetycznie, jak i produkcyjnie.
Jako ciekawostkę warto dodać, iż polską markę 4F będzie można zobaczyć na otwarciu igrzysk, ale na reprezentantach… Ukrainy.
A która koncepcja zrobiła na was największe wrażenie? Jestem ciekaw waszych typów – napiszcie w komentarzach wasze olimpijskie podium.









