Poniedziałek w rozległym, przesyconym słońcem pomieszczeniu gospodarstwa w pobliżu Bydgoszczy brzmiał niczym rozbrzmiewające w ulu pszczoły. W sali odbywało się podsumowujące zebranie, ale większość pracowników już myślała o własnych sprawach. Nagle dyrektor silny mężczyzna w okolicach pięćdziesięciu lat, imieniem Władysław Piotr Kowalski, zawsze nienagannie ubrany w starannie wyprasowaną koszulę w kratę podniósł rękę, przywołując ciszę. […]