Rano Łucja obudziła się z dziwnym uczuciem choroby. Dzień wcześniej była na cmentarzu w Krakowie, bo mąż poprosił ją, by posprzątała przy grobie jego babci. Kiedy mężczyzna szukał miejsca pochówku, Weronika zauważyła stado kruków siedzących na zardzewiałej kratce. Jakby odczuła ich wpatrzone spojrzenia, zwróciła wzrok ku metalowemu pomnikowi. Na czarno-białym zdjęciu widniała staruszka w chustce. Nagle w uszach Łucji zabrzmiał surowy, męski głos:
Na co tak patrzysz? Posprzątaj!
Nie rozumiejąc przyczyny, Weronika zaczęła zamiatać przy cudzym grobie. To nie był koniec dziwactw. Gdy mąż odnalazł miejsce spoczynku swojej babci, wydawało się, iż stary kamień zamienił się w lśniący marmur. Fotografia staruszki również uległa przemianie zamiast dojrzałej kobiety, patrzyła na nich młoda dama z szerokim uśmiechem.
Nic nie pojmuję! zaniemówił Szymon. Kto mógł to zrobić? Nie ma już żadnych krewnych, wszyscy już spoczywają.
Nie mam pojęcia, jak to się stało zmarszczyła brwi Łucja.
***
Ręce Weroniki pulsowały bólem nie do zniesienia. Najbardziej dręczyło ją pytanie, kto zamienił pomnik przy ukochanej babci Szymona.
Czy to może halucynacja, a może czary? zapytała męża.
Udaj się do lekarza doradził Stanisław. A z pomnikiem sam nie wiem, co się dzieje.
W szpitalu Łucja wpadła w niekończącą się serię zdarzeń. Chirurg zaproponował zastrzyki do stawów, które odrzuciła. RTG nie wykazało niczego niepokojącego, a lekarze wystawili receptę na maści i leki przeciwbólowe. Do bólu w dłoniach dołączyła senność i niskie ciśnienie. Weronika miała wrażenie, iż w jej ciele nie ma już ani jednego zdrowego organu. Tak trwało kilka dni. Medycy nic nie znaleźli, a młoda kobieta zaczęła przygotowywać się na koniec. Sąsiadka ze składu, która przyszła po sól, nie rozpoznała Łucji:
Dziewczyno, co się stało? zapytała Wera Zofia. Źle wyglądasz.
Łucja opowiedziała o głosie z nikąd, który kazał jej sprzątnąć obcy grób i o nagłej przemianie pomnika przy grobie babci Szymona.
Mówisz o głosie? Pomnik i zmarła na zdjęciu się zmieniły? mruknęła zamyślona staruszka. To chyba władca cmentarza wziął na siebie czyjąś chorobę. Może się zlitował, a może przyjął łapówkę.
Jak to? załamała się Łucja.
Czarna magia! westchnęła sąsiadka. Do kościoła się zgłoś.
Kościół nie przyniósł Łucji ulgi. Przez cały rok dręczyła ją nieznana przypadłość. Musiała zrezygnować z pracy, a poruszanie się po mieszkaniu sprawiało jej ból. Po Wielkanocy, w Dzień Zadumy, mąż zaproponował jej odwiedzenie zmarłych krewnych:
Dasz radę?
Spróbuję odparła.
Jesteś władcą tego cmentarza! warknęła ciężko chora kobieta. Przyjmij mój dar! Nie chcę umierać! Mam dzieci, męża! Zbierz cudze choroby z powrotem!
Łucja zaszlochała z rozpaczą, jakby wszystkie duchy patrzyły na chudą, nieszczęśliwą kobietę. W oczach mężczyzn na zdjęciach pojawiło się współczucie.
Weź swoje pieniądze! szelesnęło w uszach Łucji. Idź z Bogiem! Ta, co cię wynajęła, dostanie odpłatę.
Po co płaczesz przy obcym grobie? usłyszał podniesiony głos Szymona. Chodźmy!
Pomnik babci męża znów był tym samym. Na fotografii patrzyła smutna staruszka.
Co to za widok! wykrzyknął przerażony Szymon.
Żyć chcę! ponownie wyła Weronika. Władco, chroń mnie!
***
Następnego ranka Łucja obudziła się całkowicie zdrowa. Myśli krążyły wokół wczorajszego dnia. Domyślała się, który z krewnych spowodował zło. Siostra męża, która od pierwszego spotkania nie lubiła jej, niedługo zachorowała i zmarła. Trudno było uwierzyć w to, co się stało.






