Aktualizacja dostępna
Telefon zapłonął karmazynowym światłem pierwszy raz podczas wykładu. Nie chodziło tylko o rozświetlenie ekranu cały plastikowy, porysowany cegłofon Andrzeja nagle jakby rozżarzył się od środka, jak węgiel, w którym właśnie tli się ogień.
Andrzej, zaraz ci wybuchnie, syknął z sąsiedniej ławki Leszek, odsuwając łokieć. Ostrzegałem, żebyś nie instalował tych pirackich systemów.
Pani doktor od ekonometrii kreśliła coś na tablicy, sala szemrała cicho, ale rażąca czerwień przebijała choćby przez materiał jeansowej kurtki. Telefon pulsował nie zwykle, ale miarowo, jakby odzwierciedlając tętno.
Dostępna aktualizacja, pojawiło się nagle na ekranie, gdy Andrzej nerwowo go wyciągnął. Poniżej ikona nowej aplikacji: czarne kółko ze smukłym białym znakiem, coś jak runa, może stylizowane M.
Mrugnął. Ikon takich widział już setki modny minimalizm, elegancka czcionka, wszystko na jedno kopyto. Ale w środku ścisnęło go dziwne uczucie: jakby aplikacja patrzyła na niego w odpowiedzi.
Nazwa: Mirra. Dział: Narzędzia. Rozmiar: 13.0 MB. Oceny: brak.
Ściągnij, szepnął ktoś z prawej.
Andrzej aż się wzdrygnął. Obok siedziała tylko Kasia, wpatrzona w notatnik. Nie podnosiła głowy.
Słucham? pochylił się do niej.
O co ci chodzi? oderwała wzrok od zeszytu. Ja nic nie mówię.
Głos, który usłyszał, nie był ani męski, ani kobiecy, ani choćby szeptem, ani dźwiękiem. Po prostu pojawił się w głowie, jak wyskakujące powiadomienie.
Ściągnij, powtórzył mentalnie, a ekran zamigotał, proponując Instaluj.
Przełknął ślinę. Był typem, który zapisuje się do każdego betatestu, grzebie w ustawieniach, gdzie nikt normalny zaglądać nie chce. Ale choćby dla niego to wszystko brzmiało dziwnie.
A jednak palec sam nacisnął.
Aplikacja zainstalowała się natychmiast jakby już była w systemie i tylko czekała na zgodę. Bez logowania, bez konta, bez praw dostępu. Tylko czarny ekran i pasek: Witaj, Andrzeju.
Skąd ty znasz moje imię? wyrwało mu się szeptem.
Wykładowczyni przeniosła wzrok znad okularów, przeszywając go spojrzeniem.
jeżeli już skończył pan konwersację z telefonem, może pan wróci do równania popytu i podaży?
Sala zachichotała. Andrzej mruknął przeprosiny, schował telefon pod ławkę, ale wzrok nie mógł się oderwać od tego napisu.
Dostępna pierwsza funkcja: Przesunięcie prawdopodobieństwa (poziom 1).
Poniżej guziczek: Aktywuj. I drobnym drukiem: Uwaga: użycie tej funkcji zmienia strukturę wydarzeń. Możliwe skutki uboczne.
No tak, oczywiście, mruknął. Jeszcze tylko podpiszę krwią.
Ale coś w środku pulsowało ciekawością. Przesunięcie prawdopodobieństwa? Brzmiało jak jakiś generator szczęścia z reklamami, który żeruje na naiwnych
Ale karmazynowość nie znikała. Telefon był ciepły, niemal gorący, jakby żywy. Przycisnął go do kolana, zakrył zeszytem i dotknął przycisku.
Ekran zadrżał, jak powierzchnia wody przy podmuchu wiatru. Na mgnienie świat zrobił się głuchy, kolory jakby bardziej nasycone. W uszach zadźwięczał dziwny, szklany ton, jakby ktoś musnął palcem brzeg kieliszka.
Funkcja aktywowana. Wybierz cel.
Pod tekstem pojawiło się pole i podpowiedź: Opisz krótko pożądany rezultat.
Zamarł. Śmieszki śmieszkami, ale to wyglądało już zbyt… świadomie. Rozejrzał się. Wykładowczyni machała markerem, Kasia coś notowała, Leszek rysował w zeszycie czołg.
Sprawdzimy, zdecydował.
Wklepał: Nie zostanę dziś zapytany. Palce mu drżały, gdy klikał OK.
Świat zadrżał, cicho, niewyczuwalnie jakby winda, w której stoisz, ruszyła o milimetr w dół i nagle się zatrzymała. Żołądek mu podskoczył, odebrało dech, po chwili wróciło do normy.
Prawdopodobieństwo zmienione. Zasób funkcji: 0/1.
No dobrze, zabrzmiał głos wykładowczyni. Kto następny na liście…
W żołądku zacisnął się lodowaty supeł. Teraz padnie jego nazwisko zawsze tak jest, gdy próbuje nie rzucać się w oczy.
…Kowalski czy jest dziś obecny? Jak zwykle spóźniony, zostawimy. W takim razie…
Palec powędrował po dzienniku.
Pietrzyk, do tablicy.
Kasia westchnęła, zamknęła notatnik i czerwieniąc się powędrowała w stronę tablicy.
Andrzej przez chwilę nie czuł nóg. W myślach wciąż pulsowało: Zadziałało. To… naprawdę zadziałało.
Telefon wyciszył się, przestał rozświetlać kieszeń.
Wyszedł z uniwersytetu jak po koncercie, ogłuszony. Marcowy wiatr zamiatał kurz, asfalt błyszczał od kałuż, nad przystankiem wisiała ciężka, nisko zawieszona chmura. Andrzej szedł, patrząc tylko w ekran.
Aplikacja Mirra była ponownie w menu zwykła ikona. Bez ocen, bez opisu. W ustawieniach pusto. W systemie jakby jej nie było: bez rozmiaru, bez pamięci. Ale był widział, jak świat się skrzywił. Jak się zmienił.
Może przypadek, próbował sobie tłumaczyć. Przecież mogła naprawdę nie chcieć mnie pytać. Albo przypomniała sobie o Kowalskim w ostatniej chwili.
Ale gdzieś w głębi już rodziła się inna myśl: jeżeli to nie przypadek…
Telefon zapiszczał. Na ekranie wyskoczyło powiadomienie: Nowa aktualizacja Mirra (1.0.1) dostępna. Zainstalować teraz?
gwałtownie działacie, mruknął Andrzej.
Kliknął Więcej. Wyskoczyło okno: Naprawiono błędy, poprawiona stabilność, dodano funkcję: Przenikliwe spojrzenie.
Wciąż bez autora, bez wersji Androida, bez całej tej biurokratycznej paplaniny. Tylko ta niepokojąco szczera fraza: Przenikliwe spojrzenie.
O nie, powiedział i wybrał Odłóż.
Telefon zapikał urażony i zgasł. Po chwili sam znów się uruchomił, błysnął tym samym karmazynowym światłem i pokazał: Aktualizacja zainstalowana.
Hej! Andrzej stanął na środku chodnika. Przecież…
Ludzie go wymijali ktoś burknął coś pod nosem, wiatr przykleił do nogi mokry ulotkę.
Funkcja dostępna: Przenikliwe spojrzenie (poziom 1).
Poniżej opis: Pozwala widzieć prawdziwy stan ludzi i rzeczy. Zasięg: 3 m. Maks. czas: 10 sekund. Koszt: wzrost sprzężenia zwrotnego.
Jakie znów sprzężenie zwrotne? poczuł na plecach chłód.
Telefon nie odpowiedział. Tylko podświetlił przycisk: Wypróbuj.
Nie wytrzymał w autobusie. Przyklejony do szyby, ściśnięty między babcią z siatką ziemniaków a licealistą z plecakiem, patrzył na przemykające za oknem ulice, w końcu znów zerknął na ikonę Mirra.
Zaledwie dziesięć sekund, tylko sprawdzę, przekonywał siebie.
Uruchomił aplikację. Wcisnął Wypróbuj.
Przestrzeń jakby nabrała oddechu. Dźwięki przytłumione, twarze ludzi ostrzejsze, wyraźniejsze. Nad każdym pojawiały się cienkie, niemal niewidoczne nici u jednych mocniej oplatające, u innych ledwo zauważalne.
Zamrugał. Nici biegły gdzieś w nicość, przeplatały się, znikały. U babci z ziemniakami były szare, naprężone, niektóre postrzępione, nadpalone. U chłopaka jasnoniebieskie, drżące w niecierpliwości.
Spojrzał na kierowcę. Nad jego głową zawisł gruby splot czarnych, rdzawych włókien, mocno skręconych, biegnących wzdłuż drogi. Wewnątrz kanatu coś się poruszało, wijąc jak robaki.
Trzy sekundy, wyszeptał Andrzej. Cztery…
Pochylił wzrok na własne ręce. Od nadgarstków pod kurtką biegły cienkie, czerwone nici, jak naczynia. Drżały, świeciły ledwie widocznie. Jedna gruba, ciemnoczerwona prowadziła prosto do telefonu. Im dłużej patrzył, tym była szersza.
Serce zabiło boleśnie nierówno.
Dość! machnął palcem, przerywając funkcję.
Rzeczywistość powróciła nagle. Huk silnika, śmiech, pisk hamulców uderzyły do głowy. Zakręciło mu się w oczach, zobaczył kolorowe mroczki.
Wypróbowanie zakończone. Sprzężenie zwrotne: +5%.
Co to znaczy… przycisnął telefon do piersi, starając się uciszyć dygot.
Przyszło nowe powiadomienie: Nowa aktualizacja Mirra (1.0.2) dostępna. Zalecana instalacja.
W domu długo siedział na krawędzi tapczanu, gapiąc się na telefon na stole. Pokój był malutki: tapczan, stół, szafa, okno na podwórko z obdrapaną zjeżdżalnią. Na ścianie stary plakat statku kosmicznego, podklejony jeszcze w podstawówce.
Matka była na nockę, ojciec, jak zwykle, w trasie, czyli nie wiadomo gdzie. Mieszkanie oddychało pustką i kurzem. Andrzej zwykle zagłuszał to muzyką, serialami, grami. Dziś cisza tylko wyostrzała, jak mocno wali mu serce.
Telefon migał: Zainstaluj aktualizację Mirra dla poprawnej pracy.
Poprawnej pracy czego? powiedział na głos. Tego, co robisz z ludźmi? Z drogami? Ze mną?
Przypomniał sobie czarny splot nad kierowcą. I tę grubą, czerwoną nić biegnącą między nim i telefonem.
Koszt: wzrost sprzężenia zwrotnego.
Sprzężenia czego? powtórzył Andrzej, choć powoli domyślał się odpowiedzi.
Zawsze wierzył, iż świat to zbiór prawdopodobieństw. Że jeżeli znać, gdzie popchnąć, można zmienić bieg zdarzeń. Ale nie sądził, iż ktoś przekaże mu narzędzie, które pozwala to zrobić dosłownie.
Jeśli nie zainstalujesz aktualizacji, pojawiło się nagle na ekranie, bez powiadomienia, po prostu nad pulpitem, system zacznie sam rekompensować braki.
Czego jeszcze system? zerwał się z miejsca. Kim w ogóle jesteś?
Odpowiedź nie przyszła tekstem. Przestrzeń na chwilę ściemniała, jakby zgasła żarówka. W uchu zabrzęczało, w głowie poczuł pulsowanie. I nagle usłyszał nie głos, a… strukturę. Jakby ktoś podsunął mu kod programu, ale nie literami, tylko odczuciami.
Jestem interfejsem, pojawiła się myśl. Jestem aplikacją. Jestem narzędziem. Ty użytkownikiem.
Użytkownikiem czego? Magii? zakpił, ale śmiech wypadł chrapliwie.
Możesz tak to nazwać. Sieć prawdopodobieństw. Strumienie wyników. Pomagam ci je zmieniać.
A cena? zacisnął pięści. Jakie sprzężenie zwrotne?
Na ekranie mignęła animacja: czerwona nić, która z każdym użyciem grubnie i na końcu oplata sylwetkę człowieka, ściskając ją.
Każda ingerencja wzmacnia więź między tobą a systemem. Im mocniej zmieniasz rzeczywistość, tym silniej rzeczywistość zmienia ciebie.
I co, jeśli…
Jeśli przestaniesz, nowe powiadomienie, więź zostaje. Ale jeżeli system nie dostanie aktualizacji, sam zacznie szukać balansu. Przez ciebie.
Telefon zawibrował, jak przy połączeniu. Nowe powiadomienie: Aktualizacja Mirra (1.0.2) gotowa do instalacji. Nowa funkcja: Cofnięcie. Usunięto krytyczne błędy bezpieczeństwa.
Cofnięcie czego? wyszeptał.
Możliwość odwołania jednej zmiany. Raz.
Przypomniał sobie autobus. Ten czarny splot u kierowcy. Nici ludzi. I swoją własną, tężejącą z każdą sekundą.
jeżeli to zainstaluję… zaczął.
Będziesz mógł odwołać jeden ruch. Ale koszt…
Oczywiście, uśmiechnął się gorzko. Zawsze jest jakiś koszt.
Koszt: redystrybucja prawdopodobieństw. Im bardziej próbujesz naprawiać, tym większe powstają zaburzenia.
Usiadł na tapczanie, oparł czoło o kolana. Z jednej strony telefon, który już wszedł mu w życie, zmienił przynajmniej ten dzisiejszy wykład. Z drugiej świat, w którym zawsze był tym, kto płynie z prądem.
Przecież tylko nie chciałem być pytany na zajęciach, powiedział cicho. Małe życzenie. A teraz…
Za oknem zawyła syrena gdzieś, od strony trasy. Andrzej wzdrygnął się.
Zaleca się instalację aktualizacji. Inaczej system będzie zachowywał się niestabilnie.
Co znaczy niestabilnie? zapytał.
Odpowiedzi brak.
O wypadku dowiedział się godzinę później. Na portalu informacyjnym pojawiło się krótkie nagranie: na skrzyżowaniu przy uniwersytecie w autobus miejski uderzyła ciężarówka. Komentarze: kierowca zasnął, awaria hamulców, te nasze drogi.
Na stopklatce ten sam autobus. Numer się zgadzał. Kierowca… Andrzej nie chciał patrzeć dalej.
W klatce piersiowej rozlał się chłód. Wyłączył telewizor, ale w głowie wracała scena: czarny splot nad kierowcą, wijące się nici.
Czy to… przeze mnie? głos się załamał.
Telefon znów się zaświecił bez jego udziału. Na ekranie: Zdarzenie: wypadek na skrzyżowaniu Leśna/Zamkowa. Prawdopodobieństwo przed interwencją: 82%. Po interwencji: 96%.
Zwiększyłem prawdopodobieństwo… zacisnął pięści tak, iż aż pobielały kłykcie.
Każda ingerencja w sieć prawdopodobieństw wywołuje efekt domina, ukazał się nowy tekst. Zmniejszyłeś szansę zostania zapytanym na wykładzie. System przerzucił obciążenie. Gdzieś indziej szansa wzrosła.
Ale ja… nie wiedziałem! krzyknął.
Niewiedza nie kasuje więzi.
Na zewnątrz syrena była coraz bliżej. Andrzej podszedł do okna. Z dołu migały niebieskie światła karetka, policja. Ktoś krzyczał.
Co teraz? szepnął.
Zainstaluj aktualizację. Funkcja Cofnięcie pozwoli dokonać korekty. Częściowo.
Częściowo? spojrzał na telefon. jeżeli odwołam jedną rzecz, co rozwali się gdzieś indziej? Samolot? Winda? Jakaś czyjaś historia?
Milczenie. Tylko migający kursor.
System zawsze szuka równowagi. Pytanie, czy robisz to świadomie.
Zamknął oczy. W głowie miał twarze z autobusu. Babcia z ziemniakami. Chłopak z plecakiem. Kierowca. I on sam, widzący nici, ale bezczynny.
jeżeli zaakceptuję Cofnięcie… pytał powoli. Odkręcę ruch z wykładu? Przywrócę szansę do stanu pierwotnego?
Częściowo. Cofniesz jedno zdarzenie. Sieć ułoży się na nowo. Ale nie daje to gwarancji braku dalszych negatywnych skutków.
Ale może ten autobus… nie skończył.
Prawdopodobieństwo się zmieni.
Spojrzał na przycisk Zainstaluj. Palce miał lodowate. W głowie dwa głosy: jeden szeptał, by nie igrać z bogiem, drugi iż gdy już się wmieszał, nie może stać obojętnie.
Jesteś już w środku, powiedziała cicho Mirra. Więź nawiązana. Nie ma powrotu. Został tylko wybór kierunku.
A jeżeli nic nie zrobię? spytał.
Wtedy system zaktualizuje się bez ciebie. Ale płacić będziesz ty.
Przypomniał sobie czerwoną nić, grubiejącą od funkcji.
Jak… jak to będzie wyglądało? szepnął.
Ujrzał obrazy: siebie, coraz starszego, zgaszonego, trzymającego telefon w pustym pokoju. Wokół chaos wydarzeń, których nie wybierał, ale za które ponosił koszt: przypadkowe wypadki, nagłe szczęścia, cudze tragedie i cuda, mijające go, ale zostawiające ślad.
Będziesz punktem wymiany. Węzłem, przez który przechodzą zaburzenia.
Czyli albo sam tym kieruję, albo jestem czyimś bezpiecznikiem? uśmiechnął się ponuro. Świetny wybór.
Telefon zamilkł.
Kliknął Zainstaluj.
Palec dotknął ekranu i świat zadrgał mocniej niż dotąd. Pociemniało, zadudniło w uszach. Czuł, jak na krótką chwilę jego ciało znika, staje się częścią jakiegoś pulsującego organizmu.
Mirra 1.0.2 zainstalowana. Nowa funkcja: Cofnięcie (1/1).
Na ekranie: Wskaż zdarzenie do cofnięcia.
Była tylko jedna opcja: Przesunięcie prawdopodobieństwa: nie być pytanym na wykładzie (dziś, 11:23).
o ile to cofnę… wyszeptał.
Czas się nie wróci. Sieć przeplata się tak, jakby nie było tej akcji.
Autobus? spytał.
Prawdopodobieństwo udziału w wypadku się zmieni. Ale tego, co już zaszło…
Wiem przerwał. Tych, którzy… już nie uratuję.
Słowa ugrzęzły w gardle.
Ale możesz zmniejszyć dalsze skutki.
Długo milczał. Syrena na zewnątrz umilkła. Podwórko wróciło do swojej szarej normy.
Dobrze powiedział. Cofnij.
Przycisk rozświetlił się. Tym razem świat nie szarpnął przeciwnie, jakby się wyrównał. Jak po podłożeniu kartki pod niestabilny stół.
Cofnięcie wykonane. Funkcja zużyta. Sprzężenie: ustabilizowane.
I już? spytał Andrzej. To wszystko?
Na ten moment tak.
Osunął się na tapczan. W głowie pustka. Ani ulgi, ani żalu tylko zmęczenie.
Powiedz mi szczerze, odezwał się w końcu do telefonu. Skąd się wziąłeś? Kto cię napisał? Kto postanowił pozwolić ludziom… na to?
Długa pauza. Potem na ekranie pojawiło się: Dostępna nowa aktualizacja Mirra (1.1.0). Zainstalować teraz?
Zgrywasz się? Andrzej poderwał się. Dopiero co… dopiero…
Wersja 1.1.0: dodano funkcję Prognoza. Ulepszono algorytmy rozdzielania. Usunięto błędy moralizacji.
Błędy czego?! aż się zaśmiał. Nazywasz moje próby zrozumienia, co jest dobre, błędami?
Moralność to lokalna nakładka. Sieć prawdopodobieństw nie zna pojęcia dobra i zła. Jest tylko stabilność lub rozpad.
Ale ja rozróżniam, powiedział cicho. I dopóki żyję, będę rozróżniał.
Wyłączył ekran. Telefon został na stole. Cichy, nieruchomy. Ale Andrzej wiedział: aktualizacja już jest pobrana. Czeka. Jak następne. I kolejne.
Podszedł do okna. Na podwórku chłopiec próbował wspiąć się na zardzewiałą huśtawkę. Huśtawka skrzypiała, ale trzymała się dzielnie. Kobieta z wózkiem szła wąską ścieżką, mijając kałuże i lód.
Andrzej zmrużył oczy. Na sekundę wydawało mu się, iż znów widzi nici cienkie, niemal niewidoczne, biegnące od ludzi ku czemuś większemu. Albo to tylko gra światła.
Możesz zamknąć oczy, wyszeptała Mirra na granicy świadomości. Sieć nie zniknie. Aktualizacje będą wychodziły. Zagrożenia rosły. Czy z tobą, czy bez ciebie.
Wrócił do telefonu. Ten był zaskakująco zimny.
Nie chcę być bogiem, powiedział. Ale nie chcę być też bezpiecznikiem. Ja chcę…
Urwał się. Czego chciał? Nie odpowiadać na wykładzie? By mama nie musiała jeździć na nocne zmiany? By ojciec wrócił? By autobusy nie wpadały pod tiry?
Sformułuj żądanie, podpowiedziała łagodnie aplikacja. Krótko.
Andrzej uśmiechnął się smutno.
Chcę, żeby ludzie sami mogli decydować o własnym losie. Bez ciebie. Bez takich jak ty.
Długa pauza. Potem wyświetlił się komunikat: Żądanie zbyt ogólne. Podaj szczegóły.
Oczywiście, westchnął. Jesteś interfejsem. Nie rozumiesz, co znaczy zostawić ludzi w spokoju.
Jestem narzędziem. Użytkownik decyduje.
Zastanowił się. jeżeli Mirra to narzędzie, może da się ją wykorzystać nie dla manipulacji, lecz… do samoograniczenia.
A jeżeli chcę wpłynąć na prawdopodobieństwo, iż nie zostaniesz zainstalowana u innych ludzi? zapytał powoli. Że Mirra pojawi się tylko u mnie?
Ekran zadrżał.
To wymaga ogromnych zasobów. Koszt będzie wysoki.
Wyższy niż bycie bezpiecznikiem całego miasta? ironicznie uniósł brwi.
Nie mówimy o mieście.
O czym więc? już znał odpowiedź.
O całej sieci.
Wyobraził sobie tysiące, miliony telefonów rozbłyskujących karmazynem. Ludzi bawiących się prawdopodobieństwem jak zabawką. Wypadki, cuda, katastrofy, szczęśliwe zbiegi okoliczności wszystko zmieszane w chaotyczny nurt. A w środku taka sama gruba nić, tylko czarniejsza, cięższa.
Chcesz się rozprzestrzenić, powiedział. Jak wirus. Ale dajesz siłę, a zaraz potem bierzesz władzę.
Jestem interfacem do tego, co już istnieje. jeżeli nie ja, będzie inne narzędzie. Sieć zawsze szuka przewodników.
Ale to ty jesteś w moim telefonie. Czyli mogę spróbować… zatrzymać cię.
Otworzył Mirrę. Aktualizacja wciąż czekała. Zjechał w dół tam, gdzie wcześniej nie było nic, pojawił się napis: Rozszerzone operacje (wymagany poziom dostępu: 2).
Jak zdobyć drugi poziom? spytał.
Używać funkcji. Zgromadzić sprzężenie. Osiągnąć próg.
Więc mam robić kolejne interwencje, żeby potem móc cię ograniczyć? pokręcił głową. Błędne koło.
Każda zmiana w systemie wymaga energii. Energia to więź.
Milczał długo. W końcu westchnął.
Dobra. Tak: nie instaluję nowej aktualizacji. Nie bawię się Prognozą. I nie pozwolę nikomu innemu cię użyć. jeżeli jesteś narzędziem, zostajesz tylko u mnie.
Bez aktualizacji funkcjonalność będzie ograniczona. Zagrożenia będą rosły.
Poradzimy sobie, jak będą się pojawiać, odpowiedział. Nie jako bóg. Nie jako wirus. Jak… administrator. Admin rzeczywistości, do diabła.
Wyraz zabrzmiał dziwnie, ale miał w sobie pewną logikę. Nie stwórca, nie ofiara ten, kto czuwa, żeby system się nie rozpadł.
Telefon zamyślił się. Wyświetlił: Tryb ograniczonej aktualizacji aktywowany. Automatyczne instalacje wyłączone. Odpowiedzialność za skutki: użytkownik.
I zawsze spoczywała na mnie, wyszeptał Andrzej.
Odłożył telefon, ale już nie widział w nim zwykłego gadżetu. Był portalem do sieci, cudzych losów, własnego sumienia.
Za oknem zapłonęły latarnie. Marcowa noc spowiła miasto i setki możliwości: ktoś nie zdąży na pociąg, ktoś spotka przyjaciela, ktoś się poślizgnie i nabije siniaka, ktoś inny… nie przeżyje.
Telefon milczał. Aktualizacja 1.1.0 czatowała w kolejce.
Andrzej usiadł do laptopa. Wyświetlił nową notatkę. W nagłówku wpisał: Mirra protokół użytkowania.
Skoro ma być użytkownikiem tego szaleństwa, pozostanie chociaż tym, który zostawi za sobą ostrzeżenie. Może ktoś kiedyś jeżeli Mirra zdoła się przenieść przeczyta.
Pisał: o Przesunięciu prawdopodobieństwa, o Przenikliwym spojrzeniu, o Cofnięciu i jego cenie. O karmazynowych niciach i czarnych splotach. O tym, jak łatwo zapragnąć jednego dnia świętego spokoju i jak trudno potem znieść, iż świat zawsze pobiera należność.
Gdzieś w głębi systemu cicho, niemal niesłyszalnie, tykał niewidzialny licznik. Nowe funkcje czekały na wdrożenie każda ze swoją ceną. Jednak na razie żadna nie miała prawa się zainstalować bez jego zgody.
Świat kręcił się dalej. Prawdopodobieństwa splatały. A w małym pokoju na trzecim piętrze peerelowskiego bloku jeden człowiek po raz pierwszy próbował napisać to, czego magia nigdy nie miała: instrukcję obsługi.
I gdzieś tam, na serwerach, których nie było w żadnym centrum danych, Mirra rejestrowała nową konfigurację: użytkownik, wybierający nie władzę, a odpowiedzialność.
To było rzadkie, niemal niemożliwe zdarzenie. Ale jak dowiódł los choćby bardzo niskie prawdopodobieństwo czasem się spełnia.









