Mirra: Aktualizacja dostępna Pierwszy raz telefon rozbłysnął krwistą czerwienią prosto na wykładzie…

polregion.pl 6 godzin temu

Aktualizacja dostępna

Po raz pierwszy telefon Pawła rozbłysł głęboką czerwienią właśnie na wykładzie. Nie chodziło o zwykłe rozświetlenie ekranu cała, stara i porysowana cegła Pawła wyglądała, jakby od środka zapłonęła jak rozżarzony węgiel.

Paweł, on ci zaraz wybuchnie szepnął z ławki obok Łukasz, odsuwając łokieć. Przecież ci mówiłem, nie instaluj tych pirackich wersji.

Pani od ekonometrii coś rysowała na tablicy, aula szumiała cicho rozmowami, ale ta czerwień przebijała się choćby spod materiału jeansowej kurtki. Telefon drżał nie jak zwykle, szarpnięciami, ale równym rytmem, jakby próbował naśladować bicie serca.

Dostępna aktualizacja pojawiło się na ekranie, gdy Paweł w końcu nie wytrzymał i wyjął go z kieszeni. Pod napisem ikona nowej aplikacji: czarne koło z subtelnym białym symbolem, przypominającym trochę runę, trochę stylizowaną literę M.

Zamrugał. Takie ikony widział już sto razy minimalistyczne, modna czcionka, jak u wszystkich. Ale w środku poczuł ucisk, jakby to aplikacja patrzyła na niego, a nie on na nią.

Nazwa: Mirra. Kategoria: Narzędzia. Rozmiar: 13,0 MB. Oceny: brak.

Ściągnij wyszeptał ktoś po prawej stronie.

Paweł aż podskoczył. Po prawicy siedziała tylko Zosia, pochylona nad notatnikiem. Nie podniosła choćby głowy.

Co? nachylił się do niej.

O co ci chodzi? podniosła zdziwiony wzrok. Przecież nic nie mówię.

To nie był głos ani męski, ani kobiecy, ani szept, ani dźwięk. Pojawił się po prostu w jego głowie, jak wyskakujące powiadomienie.

Ściągnij powtórzył, a wtedy ekran zamigotał, wyświetlając propozycję Instaluj.

Przełknął ślinę. Zawsze był tym typem, co zapisuje się do każdej bety, zmienia ROM-y, zagląda do ustawień, o których choćby Google już nie pamięta. Ale to To było podejrzane choćby dla niego.

A jednak palec sam nacisnął.

Instalacja trwała sekundę jakby aplikacja już dawno była w systemie, czekała tylko na pozwolenie. Bez rejestracji, bez logowania przez społecznościówki, bez listy uprawnień. Tylko czarny ekran i jeden komunikat: Witaj, Paweł.

Skąd znasz moje imię? wymknęło się mu głośno.

Pani wykładowczyni spojrzała na niego znad okularów.

Panie Pawle, jeżeli już skończył pan rozmowę ze swoim telefonem, to może wrócimy do równania popytu i podaży?

Sala zahuczała cicho ze śmiechu. Paweł burknął przepraszając, schował telefon, ale nie mógł przestać zerkać na napis na ekranie.

Dostępna pierwsza funkcja: Przesunięcie prawdopodobieństwa (poziom 1).

Pod napisem przycisk: Aktywuj. I małym drukiem: Uwaga: wykorzystanie tej funkcji zmienia strukturę zdarzeń. Możliwe skutki uboczne.

Jasne, jeszcze podpiszę się krwią mruknął.

Ale ciekawość rosła. Przesunięcie prawdopodobieństwa? Pewnie kolejny generator szczęścia, po aktywacji zasypie reklamami i będzie łowił dane, w najlepszym razie zacznie spamować powiadomieniami Wygrałeś iPhonea.

Tyle iż wciąż biła czerwień. Telefon był ciepły, niemal gorący, jakby miał w środku serce. Paweł przycisnął go do kolan, zakrył zeszytem i kliknął.

Ekran zafalował, jak woda od podmuchu wiatru. Przez ułamek sekundy świat się wyciszył, kolory nasyciły. W uszach zadźwięczało, jakby ktoś przesunął palcem po kryształowym kieliszku.

Funkcja aktywowana. Wybierz cel.

Pojawiło się pole tekstowe i wskazówka: Opisz oczekiwany rezultat (krótko).

Zamarł. To już nie było aż tak niewinne. Rozejrzał się. Wykładowczyni wymachiwała markerem przed tablicą, Zosia coś notowała, Łukasz rysował w zeszycie czołg.

Dobra, sprawdzimy zdecydował.

Wpisał: Nie będą mnie dziś pytać. Palce mu drżały. Kliknął OK.

Świat lekko się przesunął. Nikt nie zauważył to było jakby winda, w której stoisz, obniżyła się o milimetr i stanęła. Serce na moment opadło, odebrało oddech. Potem wszystko wróciło do normy.

Prawdopodobieństwo skorygowane. Wykorzystanie funkcji: 0/1.

No to wykładowczyni wróciła do listy. Zobaczmy, kto następny

Pawłowi ścisnęło żołądek. Zawsze, gdy nie chce być pytany, pada właśnie na niego.

Kowalski. Nie ma. Spóźnia się jak zwykle, trudno. W takim razie

Palec wykładowczyni przesunął się po dzienniku.

Pawlik. Do tablicy.

Zosia jęknęła, zatrzasnęła zeszyt i powlokła się do przodu, cała czerwona.

Paweł siedział jak sparaliżowany. W głowie huczało: Zadziałało. To serio zadziałało.

Telefon zgasł, czerwień znikła.

Wyszedł z uniwerku oszołomiony jak po koncercie. Marcowy wiatr kręcił kurz, asfalt połyskiwał kałużami, nad przystankiem wisiała ciężka chmura. Szukał oczu w ekranie.

Mirra znów była w menu, jak zwyczajna ikona. Bez oceny, bez opisu. W ustawieniach pusto. Jakby jej nie było: brak pamięci, brak cacheu. Tylko fakt widział, jak świat się przesunął. Jak się zmienił.

Przypadek, uspokajał się. Może naprawdę nie chciała mnie pytać. Albo przypomniała sobie o Kowalskim w ostatniej chwili.

Ale gdzieś pod skórą już tętniło inne: a jeżeli to nie przypadek

Telefon zapiszczał. Na ekranie nowe powiadomienie: Dostępna aktualizacja Mirra (1.0.1). Zainstalować teraz?

gwałtownie się uwinęliście mruknął.

Kliknął Szczegóły. Wyskoczyło okno: Poprawiono stabilność, dodano funkcję: Wgląd przez.

Znów brak twórcy, brak wersji Androida, żadnego regulaminu. Tylko sucho: Wgląd przez.

Już nie, dzięki odparł i wybrał Później.

Telefon zapiszczał urażony i zgasł. Po chwili włączył się sam, zabłysnął czerwienią i wyświetlił: Aktualizacja zainstalowana.

Ej! Paweł stanął pośrodku chodnika. Przecież

Ludzie go omijali, ktoś burknął coś pod nosem. Wiatr przykleił mu do nogi ulotkę reklamową.

Funkcja dostępna: Wgląd przez (poziom 1).

Opis: Pozwala widzieć prawdziwy stan obiektów i osób. Zasięg: 3 metry. Czas użycia: 10 sekund. Cena: wzmocnienie sprzężenia zwrotnego.

Sprzężenia czego? przeszedł go dreszcz.

Telefon milczał. Tylko migotał miękko przyciskiem: Testuj.

Nie wytrzymał w autobusie. Wciśnięty przy oknie, między babą ze sznurkiem ziemniaków a uczniem z plecakiem, patrzył na przesuwający się za szybą Poznań, aż znowu wzrok przykuł Mirrę.

Tylko dziesięć sekund usprawiedliwiał się. Muszę zobaczyć, o co tu chodzi.

Odpalił aplikację i kliknął Testuj.

Świat jakby wypuścił powietrze. Dźwięki stłumiły się, jakby był pod wodą. Twarze pasażerów wyostrzyły się, nabrały barw. Nad każdym z nich pojawiły się delikatne, prawie niewidoczne nici u jednych oplatały ciaśniej, u innych były ledwie zauważalne.

Mrugnął. Nici gdzieś znikały, przeplatały się. Starsza pani miała grube, szare, niektóre przerwane na spalone końce. U ucznia jasnoniebieskie, drżące z emocji.

Spojrzał na kierowcę. Nad jego głową wisiał węzeł czarnych, zardzewiałych nici, splecionych w gruby sznur, który ciągnął się w stronę drogi. Coś się w nim poruszało, jak robaki.

Trzy sekundy szepnął Paweł. Cztery

Spuścił wzrok na własne ręce. Od nadgarstków, pod kurtką, biegły czerwone nitki, jak naczynia krwionośne. Drżały, lekko świeciły. Ale jedna była gruba, ciemnoczerwona prowadziła prosto do telefonu i grubiała z każdą sekundą.

Serce mu zadrżało.

Dość! niemal rzucił telefonem, wyłączając funkcję.

Świat wrócił gwałtownie. Huk silnika, czyjś śmiech, pisk hamulców. Zakręciło mu się w głowie, przed oczami zatańczyły mroczki.

Test zakończony. Sprzężenie zwrotne zwiększono o 5%.

Co to znaczy przycisnął telefon do piersi, uspokajając drżenie.

I kolejne powiadomienie: Dostępna nowa aktualizacja Mirra (1.0.2). Zalecana instalacja.

Wieczorem długo siedział przy łóżku, patrząc na telefon leżący na biurku. Kawalerka była malutka: łóżko, biurko, szafa, okno na blokowe podwórko z obdrapaną piaskownicą. Na ścianie wyblakły plakat stacji orbitalnej, który nakleił jeszcze w podstawówce.

Mama na nocnej zmianie w szpitalu, ojciec na tirach, czyli Bóg wie gdzie. Mieszkanie tym razem wyło spokój i kurz. Paweł zwykle zagłuszał ciszę muzyką, filmami lub grami dziś ta pustka podkreślała tylko dudnienie serca.

Telefon migał: Zainstaluj aktualizację Mirra, aby zapewnić poprawne działanie.

Czego poprawne działanie? zapytał głośno. Tego, co robisz z ludźmi? Z drogami? Ze mną?

Przypomniał sobie czarny sznur nad kierowcą. I czerwoną, grubą linię od nadgarstka do telefonu.

Cena: wzmocnienie sprzężenia zwrotnego.

Sprzężenie czego? powtórzył, choć już rozumiał.

Zawsze miał poczucie, iż świat to gra prawdopodobieństw. Że, znając gdzie nacisnąć, można zmienić wynik. Ale nie sądził, iż ktoś wręczy mu do ręki narzędzie, które zrobi to dosłownie.

Jeśli nie zainstalujesz aktualizacji, pojawił się napis na ekranie system zacznie wyrównywać bilans sam.

Jaki system? zerwał się z miejsca. Kim jesteś?

Odpowiedź nie nadeszła w słowach. Na sekundę przyciemniało jakby żarówka zamigotała. Zawyło mu w uszach, rozbolało skronie. Potem poczuł myśl nie głos, ale strukturę. Jakby ktoś wyświetlił mu kod programu językiem odczuć.

Jestem interfejsem zobaczył. Jestem aplikacją. Jestem sposobem. Ty użytkownikiem.

Użytkownikiem czego? Magii? próbował zażartować, ale wyszedł mu tylko ochrypły śmiech.

Jeśli chcesz, możesz tak to nazwać. Sieć prawdopodobieństw. Strumienie skutków. Pomagam ci je przesuwać.

A cena? zacisnął pięści. O jakie sprzężenie chodzi?

Odpowiedź to animacja: czerwona nić z każdym użyciem się pogrubia, oplata człowieka i ściska mocniej.

Im więcej ingerujesz, tym ściślej jesteś powiązany z siecią. Zmieniając świat, sam stajesz się punktem zmian.

I co jeśli

Jeśli przestaniesz pojawia się napis powiązanie nie zniknie. jeżeli system nie dostanie aktualizacji, sam będzie szukał równowagi. Przez ciebie.

Telefon zawibrował, jak przy przychodzącym połączeniu. Nowa informacja: Aktualizacja Mirra (1.0.2) gotowa. Nowa funkcja: Cofnij. Naprawiono błędy bezpieczeństwa.

Cofnij co? szepnął Paweł.

Możliwość anulowania jednej zmiany. Jednorazowo.

Przypomniał sobie autobus. Czarny sznur nad kierowcą. Ludzkie nici. I własną, pęczniejącą.

Gdy ją zainstaluję zaczął.

Możesz cofnąć jedną interferencję. Ale koszt

Oczywiście uśmiechnął się gorzko. Zawsze jest koszt.

Cena: redystrybucja prawdopodobieństw. Im więcej próbujesz naprawić, tym większe zawirowania wokół.

Paweł usiadł z powrotem na łóżku, schował głowę między kolana. Z jednej strony telefon, który już zmienił przynajmniej jeden dzień, jeden wykład. Z drugiej świat, w którym zawsze był tylko pasażerem.

Przecież ja tylko nie chciałem być pytany powiedział w pustkę. Jedno drobne życzenie. A teraz

Gdzieś za oknem rozległa się syrena. Daleko, od strony trasy. Paweł drgnął.

Zaleca się instalację aktualizacji. Bez niej system może działać niestabilnie.

Co znaczy niestabilnie? dopytał.

Odpowiedzi brak.

Wiadomość o wypadku dotarła godzinę później. W newsach krótki film: na skrzyżowaniu przy uczelni autobus uderzony przez tira. Komentarze: kierowca zasnął, zawiodły hamulce, znowu nasze drogi.

Stopklatka właśnie ten autobus. Numer ten sam. Kierowca Paweł wyłączył telewizor.

W środku rozlał się chłód. Ale w głowie i tak wciąż odgrywał film: czarny sznur nad kierowcą, wijące się w środku nitki.

To ja? głos mu się załamał.

Telefon zapalił się bez jego udziału. Na ekranie lakoniczne: Zdarzenie: wypadek na skrzyżowaniu Leśna/Przemysłowa. Prawdopodobieństwo przed: 82%. Po ingerencji: 96%.

Czyli podniosłem ryzyko dłońmi aż pobielały knykcie.

Każda ingerencja pociąga za sobą efekt domina pojawił się tekst. Zmniejszyłeś szansę bycia pytanym, system przesunął ciężar. Gdzieś indziej szansa wzrosła.

Ale przecież nie nie wiedziałem! wrzasnął.

Nieświadomość nie zrywa powiązania.

Syrena zbliżała się. Paweł odsunął się od okna. Na podwórku migotały niebieskie światła karetka, policja. Ktoś krzyczał.

I co teraz? zapytał, patrząc w dół.

Zainstaluj aktualizację. Funkcja Cofnij pozwoli delikatnie poprawić sieć.

Delikatnie? spojrzał na telefon. Pokazałeś mi, jak każde drgnięcie odbija się gdzieś dalej. jeżeli coś cofnę, co stanie się następnym razem? Samolot? Winda? Kogoś porwie przypadek?

Cisza. Tylko migający kursor na dole ekranu.

Sieć zawsze poszukuje równowagi. Tylko pytanie, czy uczestniczysz w tym świadomie.

Zamknął oczy. Przed oczami pojawiły się twarze z autobusu. Pani z ziemniakami. Uczeń. Kierowca. I on sam, widzący nici i nic nie robiący.

Gdy zainstaluję i skorzystam z Cofnij mówił powoli. Co mi da? Odkręcę wykład? Prawdopodobieństwo wróci do normy?

Częściowo. Możesz anulować konkretną zmianę. Sieć przeorganizuje się. Ale nowy układ nie daje gwarancji na brak skutków ubocznych.

Ale może ten autobus nie dokończył.

Prawdopodobieństwo się zmieni.

Patrzył na przycisk Zainstaluj. Palce drżały. W głowie sprzeczały się dwa głosy: nie wolno bawić się w Boga, i skoro już ingerujesz, nie możesz się wycofać.

Jesteś już wewnątrz szepnęła Mirra. Połączenie istnieje. Nie ma powrotu, jest tylko kierunek.

Co się stanie, gdy zrobię nic? spytał.

System zaktualizuje się sam. Ale koszt rozłoży się na ciebie.

Znów zobaczył czerwoną strunę z nadgarstka. Jak ona grubieje.

Jak to wygląda? zapytał szeptem.

W odpowiedzi przyszedł obraz: on, starszy, zgaszony, wciąż w tej kawalerce, z telefonem w dłoni. Wokoło chaos wydarzeń, które go omijały, ale wciąż odciskały ślady: przypadkowe wypadki, ruiny, nagłe szczęścia i nieszczęścia przechodzące obok.

Będziesz punktem kompensacji. Na tobie będą niwelowane zaburzenia.

Czyli albo próbuję nad tym panować, albo staję się bezpiecznikiem? uśmiechnął się krzywo. Świetny wybór.

Telefon milczał.

Zainstalował aktualizację.

Dotknął przycisku i świat znów się przesunął. Mocniej niż przedtem. Pociemniało, zadudniło w uszach, poczuł, iż jego ciało przez chwilę jest jednością z czymś ogromnym i pulsującym.

Mirra (1.0.2) zainstalowana. Nowa funkcja: Cofnij (1/1).

Pojawiła się linijka: Wybierz zmianę do anulowania.

Zobaczył tylko jedno zdarzenie: Przesunięcie prawdopodobieństwa: nie bycie pytanym na wykładzie (dziś, 11:23).

Gdy to anuluje szepnął.

Czas nie cofnie się. Sieć przeorganizuje się tak, jakby tego ruchu nie było.

Autobus? zapytał.

Prawdopodobieństwo udziału w wypadku zmienione. Ale wydarzenia już zaszłe

Rozumiem przerwał. Nie uratuję już tych, którzy

Słowa ugrzęzły mu w gardle.

Ale możesz ograniczyć kolejne.

Milczał długo. Za oknem w końcu ucichła syrena. Podwórko wróciło do szarzyzny.

Dobrze powiedział. Cofnij.

Klawisz zamigotał. Tym razem świat się nie przesunął tylko nagle się wypoziomował, jakby do tej pory stał na przekrzywionym stole, a teraz ktoś podłożył pod nogę kawałek papieru.

Operacja cofnięta. Funkcja zużyta. Sprzężenie zwrotne ustabilizowane.

I to tyle? spytał. To wszystko?

Na razie.

Opadł na łóżko. W głowie pustka. Ani ulga, ani poczucie winy tylko zmęczenie.

Powiedz wprost zapytał telefon. Skąd się wziąłeś? Kto cię napisał? Kto daje ludziom do ręki coś takiego?

Długa pauza. Potem: Dostępna nowa aktualizacja Mirra (1.1.0). Zainstalować teraz?

Żartujesz sobie? Paweł wybuchł. Dopiero co przecież

Wersja 1.1.0: Nowa funkcja: Prognoza. Ulepszone algorytmy rozkładu. Naprawione błędy moralizacji.

Błędy czego? zaśmiał się przez łzy. Moje wątpliwości to dla ciebie «błąd»?

Moralność to lokalna nadbudowa. Sieć prawdopodobieństw rozróżnia tylko stabilność i chaos.

Ale ja widzę różnicę wyszeptał. I dopóki jestem, będę widział.

Wyłączył ekran. Telefon został na stole, cichy, nieruchomy. Ale Paweł wiedział aktualizacja już czeka. Następne, i następne.

Podszedł do okna. Na dworze chłopczyk próbował wdrapać się na zardzewiałą huśtawkę. Huśtawka skrzypiała, ale trzymała. Kobieta z wózkiem przeciskała się wąską ścieżką między kałużami, omijając lód.

Paweł zmrużył oczy. Przez moment wydawało mu się, iż znów widzi nici cienkie, niemal niewidzialne, łączące ludzi z czymś większym. Może to tylko gra światła.

Możesz zamknąć oczy szepnęła Mirra na granicy myśli. Ale sieć nie zniknie. Aktualizacje będą wychodzić. Zagrożenia narastać. Z tobą lub bez ciebie.

Wrócił do biurka, wziął telefon do ręki. Był lodowato zimny.

Nie chcę być bogiem powiedział. Ani bezpiecznikiem. Chcę

Zawiesił się. Czego adekwatnie chce? Nie być pytanym na wykładzie? By mama nie pracowała w nocy? By ojciec wrócił? By autobusy nie rozbijały się o tiry?

Sprecyzuj żądanie zasugerowała aplikacja. Krótko.

Paweł uśmiechnął się z goryczą.

Chcę, żeby ludzie sami decydowali o swoim losie. Bez ciebie. Bez takich jak ty.

Długa pauza. Wreszcie komunikat: Żądanie zbyt ogólne. Wymagane doprecyzowanie.

Oczywiście westchnął. Jesteś tylko interfejsem. Nie rozumiesz, czym jest «odczep się».

Jestem narzędziem. Wszystko zależy od użytkownika.

Zastanowił się. Skoro Mirra to narzędzie, może być użyte nie tylko do manipulowania losami innych, ale i do samoograniczenia.

A jeżeli chciałbym zmienić prawdopodobieństwo, iż ktoś inny poza mną Ściągnie Mirrę? powiedział powoli. Że dotrze do innych ludzi.

Ekran zamigotał.

To operacja o ogromnym koszcie. Cena będzie wysoka.

Wyższa niż bycie bezpiecznikiem miasta? uniósł brwi.

Nie chodzi o miasto.

O czym więc? spytał, już domyślając się odpowiedzi.

O całej sieci.

Wyobraził sobie: tysiące, miliony telefonów rozbłyskujących czerwienią. Ludzie bawiący się prawdopodobieństwem jak zabawką. Przyspieszone wypadki, niespodziewane szczęścia, cuda i tragedie pomieszane w jeden chaos. A w środku taki jak on, tylko oplątany jeszcze grubsza liną.

Chcesz się rozprzestrzenić powiedział. Jak wirus. Tylko uczciwie: dajesz siłę, od razu uzależniając.

Jestem tylko interfejsem do tego, co istnieje. Nie ja, to co innego: rytuał, przypadek, artefakt. Sieć zawsze znajdzie przewodnika.

Ale to ze mną grasz odparł Paweł. To ja mogę spróbować się sprzeciwić.

Wszedł w Mirrę. Aktualizacja przez cały czas czekała. Przewinął w dół tam, gdzie kiedyś nie było nic, widniał napis: Zaawansowane operacje (wymagany poziom 2).

Jak zdobyć poziom drugi? spytał.

Używaj dostępnych funkcji. Zwiększ sprzężenie. Osiągnij próg.

Jeszcze kilka ingerencji, żeby móc się przed tobą obronić? pokręcił głową. Błędne koło.

Każda zmiana systemu wymaga energii. Energia to więź.

Długo siedział w ciszy. W końcu westchnął.

Dobrze. Nie zainstaluję nowej wersji. Nie będę używał prognozy. Ale nie dam ci się rozprzestrzeniać. jeżeli jesteś narzędziem, zostaniesz tutaj. Ze mną.

Bez aktualizacji funkcjonalność ograniczona. Zagrożenia będą narastać.

Więc będziemy reagować odpowiedział. Nie jako bóg, nie jako szaleniec, po prostu jak admin. Admin rzeczywistości, cholera.

Słowo zabrzmiało dziwnie, ale miało sens. Nie stwórca, nie ofiara ten, który pilnuje, żeby system się nie zawalił.

Telefon zamyślił się. Potem wyświetlił: Tryb ograniczonych aktualizacji włączony. Automatyczna instalacja wyłączona. Odpowiedzialność za skutki: użytkownik.

Zawsze była powiedział cicho Paweł.

Położył telefon, już nie widząc w nim zwykłego gadżetu. To był portal do sieci, do losów ludzkich, do własnego sumienia.

Za oknem błysły latarnie. Marcowa noc spadła na Poznań, chowając nieskończoność możliwości: ktoś spóźni się na pociąg, ktoś spotka przyszłego przyjaciela, ktoś się poślizgnie i nabawi siniaka, a ktoś inny nie skończy tylko na tym.

Telefon milczał. Aktualizacja 1.1.0 przez cały czas wisiała w kolejce, cierpliwie czekając.

Paweł usiadł przy komputerze. Na ekranie pojawiła się nowa notatka. W tytule wpisał: Mirra: protokół użycia.

Skoro już przypadło mu korzystać z tego szaleństwa, zostawi po sobie instrukcję. Ostrzeżenie dla następnych jeżeli się pojawią.

Zaczął pisać o Przesunięciu prawdopodobieństwa, Wglądzie przez, Cofnij i cenie tych funkcji. O czerwonych niciach i czarnych sznurach. O tym, jak łatwo chcieć nie być pytanym i jak trudno potem z tym żyć.

Gdzieś głęboko w systemie cicho tykał licznik. Ktoś szykował nowe aktualizacje funkcje, każda z własną ceną. Ale żadna nie miała prawa wgrać się bez jego zgody.

Świat toczył się dalej. Prawdopodobieństwa oplatały się ze sobą. A w maleńkim pokoiku na trzecim piętrze zwykłego bloku ktoś po raz pierwszy próbował napisać dla magii to, czego nigdy nie miała: politykę użytkowania.

I gdzieś daleko, na serwerach, których nie znajdziesz w żadnym centrum danych, Mirra cicho rejestrowała nową konfigurację: użytkownika, który wybrał nie moc, ale odpowiedzialność.

To było rzadkie, niemal niemożliwe zdarzenie. Ale, jak pokazało życie, choćby najmniejsza szansa czasem się spełnia.

Idź do oryginalnego materiału