Mirra: Aktualizacja dostępna Pierwszy raz telefon Andrieja zapalił się krwisto-czerwonym światłem p…

newsempire24.com 18 godzin temu

Dostępna aktualizacja

Pierwszy raz mój stary telefon zapalił się na czerwono właśnie na wykładzie. Nie chodzi mi o ekran cały sprzęt, ta moja stara, porysowana “cegła”, zaczął świecić od środka jak rozgrzany węgiel, który ktoś podpalił.

Michał, zaraz ci ten telefon eksploduje szepnął z ławki obok Bartek i odsunął się z łokciem. Co mówiłem? Nie instaluj tych pirackich ROM-ów.

Pani od ekonometrii coś tam bazgrała na tablicy, na auli szumiały rozmowy, a czerwony blask przebijał choćby przez dżinsową kurtkę. Telefon wibrował nie tym swoim klasycznym, urywanym stylem, tylko dokładnie, jakby było to bicie serca.

Dostępna aktualizacja, pojawiło się na ekranie, gdy nie wytrzymałem i wyciągnąłem telefon z kieszeni. Pod napisem pojawiła się ikona nowej aplikacji: czarne kółko z cienkim białym symbolem coś jak runa, albo stylizowane M.

Mrugnąłem. Wydawało mi się, iż widziałem już setki takich minimalistycznych ikonek modny font, wszystko na wypasie. Mimo to coś ścisnęło mi wnętrzności: miałem wrażenie, iż ta apka patrzy na mnie w odpowiedzi.

Nazwa: Mirra. Kategoria: Narzędzia. Rozmiar: 13,0 MB. Ocena: brak.

Pobierz ktoś szepnął z prawej.

Drgnąłem. Z prawej siedziała tylko Zosia, wlepiona w notatki. choćby nie podniosła głowy.

Coś mówiłaś? nachyliłem się do niej.

Co? Cicho siedzę, nie? Zosia oderwała wzrok znad zeszytu.

To nie był głos ani męski, ani damski. Ani szept, ani dźwięk po prostu pojawiła się myśl w głowie, jakby ktoś wrzucił powiadomienie do środka mózgu.

Pobierz, powtórzył ten ktoś, a w tej samej chwili na ekranie zamigotał przycisk Zainstaluj.

Przełknąłem ślinę. Zawsze podkręcałem system, testowałem bety, zmieniałem ROM-y, grzebałem w ustawieniach, gdzie normalni choćby nie zaglądają. Ale to choćby dla mnie brzmiało dziwnie.

A mimo wszystko palec sam kliknął.

Instalacja poszła błyskawicznie, jakby ta aplikacja już była w telefonie, tylko czekała na pozwolenie. Bez rejestracji, bez logowania przez Facebooka, bez listy uprawnień. Tylko czarny ekran i jeden tekst: Witaj, Michał.

Skąd znasz moje imię? wymknęło mi się na głos.

Pani wykładowczyni spojrzała na mnie znad okularów.

Młody człowieku, skoro już skończył pan rozmawiać z telefonem, może wróci pan do modelu popytu i podaży?

Aula zachichotała. Mruknąłem przepraszam, schowałem telefon pod ławkę, ale nie mogłem się oderwać od tej jednej linijki tekstu.

Dostępna pierwsza funkcja: Przesunięcie prawdopodobieństwa (poziom 1).

Pod napisem przycisk: Aktywuj. Małymi literami: Uwaga: korzystanie z funkcji zmienia strukturę zdarzeń. Możliwe efekty uboczne.

No jasne, zaraz podpiszę krwią mruknąłem.

Ale ciekawość już się budziła. Przesunięcie prawdopodobieństwa? Kolejny fejkowy generator szczęścia? Zaraz sypnie reklamami, zbierze dane, najwyżej zacznie spamować wygrałeś iPhona.

Czerwony blask nie gasł. Telefon był ciepły, prawie gorący jak żywy. Przycisnąłem go do kolana, przykryłem zeszytem i wcisnąłem.

Ekran zamigotał, jak woda pod wiatrem. Przez ułamek sekundy świat ucichł, kolory się nasyciły. Zabrzmiał jakiś dźwięk jak uderzenie o kryształowy kieliszek.

Funkcja aktywowana. Wybierz cel.

Pojawiło się pole tekstowe i podpowiedź: Opisz pokrótce pożądany rezultat.

Zastygłem. To już była zabawa na serio. Spojrzałem wokół. Wykładowczyni rozpisywała coś markerem, Zosia notowała, Bartek rysował w zeszycie czołg.

Dobra, sprawdzimy.

Wpisałem: Nie będę dziś pytany na zajęciach. Palce mi się trzęsły. OK.

Mignęło. Niby nic wielkiego jakby winda pod nogami ruszyła o milimetr w dół i stanęła. Na sekundę miałem pustkę w klatce piersiowej, przestałem oddychać. Potem wszystko wróciło.

Prawdopodobieństwo skorygowane. Limit funkcji: 0/1.

Więc? odezwała się wykładowczyni. Kto tam jest następny…

Poczułem, jak w brzuchu zbiera się lód. Zawsze tak było pomyślałem, żeby mnie nie pytała i zawsze pytała!

…Kowalski powiedziała. Gdzie on? Znowu spóźniony. Dobra, dalej…

Przesunęła palcem po liście. Stanęła.

Nowak, do tablicy.

Zosia jęknęła, zamknęła zeszyt i, czerwona jak burak, podeszła do przodu.

Usiadłem, nie czując nóg. W głowie tylko jedno: Zadziałało. To naprawdę zadziałało.

Telefon zgasł, nie świecił już czerwono.

Wyszedłem z uczelni skołowany, jak po głośnym koncercie. Marcowy wiatr podnosił kurz, asfalt błyszczał w kałużach, nad przystankiem wisiała szara, ciężka chmura. Szedłem zapatrzony w ekran.

Aplikacja Mirra była w menu jak zwykła ikonka. Brak oceny, brak opisu. W ustawieniach pusto. W systemie jakby jej nie było: zero rozmiaru, zero pamięci. Ale przecież widziałem świat się przesunął. Coś się zmieniło.

Może to przypadek przekonywałem sam siebie. Może rzeczywiście nie chciała mnie pytać. Może przypomniała sobie o Kowalskim w ostatniej chwili.

Ale gdzieś w głowie już tliło się inne pytanie: a jeżeli to nie przypadek?

Telefon piknął. Nowe powiadomienie: Dostępna aktualizacja Mirra (1.0.1). Zainstalować teraz?

Szybko! mruknąłem.

Kliknąłem więcej. Okienko: Naprawiono błędy, poprawiono stabilność. Dodano funkcję: Przenikający wzrok.

Znowu brak autora, brak Androida, brak kilometrowego tekstu. Tylko ten jeden dziwny opis: Przenikający wzrok.

Eee, nie powiedziałem i wcisnąłem Odłóż.

Telefon urażony piknął i zgasł. Po sekundzie sam włączył się, zamigotał czerwienią i pokazał: Aktualizacja zainstalowana.

Halo! stanąłem na środku chodnika. Przecież…

Ludzie mnie mijali, ktoś burknął coś pod nosem. Wiatr przyczepił reklamówkę do mojej nogi.

Dostępna funkcja: Przenikający wzrok (poziom 1).

Pod spodem opis: Pozwala zobaczyć faktyczny stan rzeczy i ludzi. Zasięg: 3 metry. Czas użycia: max 10 sekund. Koszt: wzmocnienie sprzężenia zwrotnego.

Jakiego sprzężenia zwrotnego? przeszedł mnie ciarki.

Telefon nie odpowiedział tylko podświetlił przycisk: Użyj próbnie.

Nie wytrzymałem w autobusie. Przyciśnięty przy oknie między babcią z siatką ziemniaków a licealistą z plecakiem, patrzyłem bezmyślnie na mijane budynki i ulice, aż znowu spojrzałem na ikonkę Mirra.

To tylko dziesięć sekund powtarzałem sobie. Sprawdzę, co to w ogóle znaczy.

Włączyłem apkę i kliknąłem Próbny start.

Świat jakby westchnął. Dźwięki stłumiły się, jakby pod wodą. Twarze ludzi zrobiły się wyraźniejsze. Nad każdym pojawiły się cieniutkie, prawie niewidoczne nici niektórzy mieli ich więcej, inni tylko po jednej.

Mrugnąłem. Nici biegły dokądś w nicość, znikały w powietrzu, splatały się wzajemnie. Ta babcia miała nici szare i napięte, niektóre przerwane, spalone na końcach. Licealista jasnoniebieskie, rozedrgane, jakby nie mógł usiedzieć.

Spojrzałem na kierowcę. Nad nim zwisał gruby węzeł czarnych i zardzewiałych nici, splecionych w jeden gruby kabel, idący gdzieś w głąb ulicy. W środku kabla coś się ruszało, jak robaki.

Trzy sekundy szepnąłem. Cztery…

Spojrzałem na własne ręce. Od nadgarstków w górę szły pod kurtkę cienkie czerwone nici jak naczynia krwionośne. Dygotały, delikatnie świecąc. Ale jedna gruba, ciemnoczerwona szła prosto do telefonu. I z każdą sekundą stawała się grubsza.

Zabolało mnie w piersi. Serce zaczęło się gubić w rytmie.

Dość! nacisnąłem palcem ekran, wyłączając funkcję.

Świat ruszył jak z procy. Wrzasnęły dźwięki silnik, czyjś śmiech, dźwięk hamulców. Zawirowało mi w głowie.

Próbny start zakończony. Sprzężenie zwrotne: +5%.

Ale co to znaczy… przycisnąłem telefon do piersi, próbując opanować drżenie.

Telefon od razu wysłał kolejne powiadomienie: Dostępna aktualizacja Mirra (1.0.2). Zalecana instalacja.

W domu siedziałem długo na brzegu wersalki, gapiąc się na telefon leżący na stoliku. Pokój malutki łóżko, biurko, szafa, okno na podwórko z obdrapanym placem zabaw. Na ścianie plakat ze stacją kosmiczną, jeszcze z liceum.

Mama była na nockach, tata jak zwykle w trasie, czyli nie wiadomo gdzie. Całe mieszkanie oddychało pustką i kurzem. zwykle zagłuszałem to muzyką, serialami albo grami. Dziś cisza była tylko jeszcze bardziej upiorna.

Telefon migał: Zainstaluj aktualizację Mirra, by działała poprawnie.

Poprawnie czego? rzuciłem w eter. Tego, co robisz ludziom? Drogom? Mnie?

Przypomniał mi się czarny kabel nad kierowcą. I ta gruba czerwień idąca z mojej ręki do telefonu.

Koszt: wzmocnienie sprzężenia zwrotnego.

Sprzężenia czego? powtórzyłem, czując, iż odpowiedź już mi się klaruje.

Zawsze wierzyłem, iż świat to zbór prawdopodobieństw. Że jeżeli wiedzieć, gdzie pchnąć, zmienisz rezultat. Ale nigdy nie pomyślałem, iż ktoś naprawdę wręczy mi narzędzie do dosłownego przesuwania tych probabilistycznych kropek.

Jeśli nie zainstalujesz aktualizacji nowy komunikat pojawił się na tapecie, bez żadnego powiadomienia system sam zacznie kompensować.

Jaki system? zerwałem się. Kim w ogóle jesteś?

Odpowiedź przyszła… nie słowem, ale odczuciem. Tak jak wyobrażasz sobie program komputerowy podany nie tekstem, tylko… wrażeniem.

Jestem interfejsem. Jestem aplikacją. Jestem narzędziem. Ty użytkownikiem.

Użytkownikiem czego? Magii? zaśmiałem się szorstko.

Nazwij to jak chcesz. Sieć prawdopodobieństw. Strumienie rezultatów. Pomagam ci je zmieniać.

A cena? zacisnąłem pięść. Co za sprzężenie zwrotne?

Na ekranie zapulsowała animacja: czerwona nić, która po każdym użyciu grubieje, coraz mocniej oplatająca ludzką sylwetkę.

Każda ingerencja wzmacnia powiązanie między tobą a systemem. Im więcej zmieniasz, tym świat mocniej zmienia ciebie.

A jeśli

Jeśli przestaniesz pojawił się nowy tekst powiązanie zostaje. jeżeli system nie dostaje aktualizacji, szuka równowagi sam. Przez ciebie.

Telefon zawibrował jak przy połączeniu. Kolejna aktualizacja: Mirra 1.0.2 gotowa do instalacji. Nowa funkcja: Cofnij. Usunięto krytyczne błędy bezpieczeństwa.

Cofnij co? wycharczałem.

Możesz odkręcić jedno swoje działanie. Jeden raz.

Przypomniał mi się autobus. Ten czarny kabel nad kierowcą. Te nici u ludzi. I moja grubiejąca czerwień.

jeżeli to zrobię…

Możesz anulować konkretne działanie. Ale cena

Wiadomo, zawsze znajdzie się cena.

Cena: przetasowanie prawdopodobieństw. Im bardziej próbujesz odkręcać, tym więcej zamieszania dookoła.

Znowu siadłem na wersalce, łokcie na kolanach. Po jednej stronie telefon, przez który właśnie przeprogramowałem sobie dzień i wykład. Po drugiej świat, w którym zawsze byłem tylko jednym z dryfujących.

A ja tylko nie chciałem być pytany na zajęciach powiedziałem w próżnię. Takie małe życzenie. I już…

Za oknem zawyła syrena. Gdzieś, na ruchliwej Długosza, od strony miasta. Drgnąłem.

Zalecana aktualizacja. Bez niej system może działać nieprzewidywalnie.

Co to znaczy nieprzewidywalnie?

Cisza.

Z godzinę później zobaczyłem info o wypadku. W wiadomościach: na skrzyżowaniu Długosza z Legionów autobus zderzył się z ciężarówką. Komentarze: kierowca zasnął, zawiodły hamulce, znowu te drogi.

Na kadrze ten sam autobus, ten sam numer. Kierowca… nie obejrzałem do końca.

Zimno rozlało mi się po wnętrznościach. Wyłączyłem telewizję, ale w głowie wciąż przewijała się ta sama scena: czarny kabel nad kierowcą, ruszające się w środku nici.

To… ja? głos mi się złamał.

Telefon znów sam się rozświetlił. Zdarzenie: wypadek na Długosza/Legionów. Prawdopodobieństwo przed ingerencją: 82%. Po: 96%.

Podniosłem prawdopodobieństwo… aż zbielały mi knykcie.

Każda ingerencja w sieć prawdopodobieństw generuje kaskadę zmian. Zdjąłeś ze swojej głowy niepokój o odpowiedź na zajęciach system przeniósł go gdzie indziej. Gdzieś indziej wzrosło ryzyko.

Ale ja… nie wiedziałem! wykrzyknąłem.

Niewiedza nie zmniejsza powiązania.

Syrena pod oknem zbliżała się. Podbiegłem do okna. Na dole, na podwórku, błyskały niebieskie światła karetka, policja. Ktoś krzyczał.

I co teraz? patrzyłem przez szybę.

Zainstaluj aktualizację. Cofnięcie pozwoli częściowo naprawić sieć.

Częściowo? odwróciłem się do telefonu. Zrobię jedną poprawkę, a co się rozleci wtedy? Samolot? Winda? Czyjeś życie?

Cisza. I tylko ta migająca kreska na dole ekranu.

System zawsze szuka równowagi. Tylko czy bierzesz w tym udział świadomie?

Zamknąłem oczy. Przed oczami pojawiły się twarze z autobusu. Babcia z ziemniakami. Licealista. Kierowca. I ja sam widzę nici i nic nie robię.

Czy jeżeli zainstaluję aktualizację i cofnę… cofnę tamtą zmianę? Czy wróci szansa, iż mogłem być pytany na wykładzie?

Częściowo. Cofniesz tylko jedno działanie. Sieć się przeplata na nowo. Ale nic nie gwarantuje, iż nie pojawią się inne problemy.

Ale może tamten autobus… nie dokończyłem.

Prawdopodobieństwo się zmieni.

Patrzyłem na Zainstaluj. Dłonie mi drżały. We łbie walczyły dwa głosy jeden krzyczał, żeby nie bawić się w boga, drugi, iż skoro już nawaliłem, nie mogę teraz tkwić z założonymi rękami.

Już jesteś w środku podpowiedziała Mirra. Więź już jest. Teraz wybierasz kierunek.

A jeżeli wybiorę nic nie robić?

System i tak będzie się aktualizował. Ale koszt pójdzie z ciebie.

Przypomniałem sobie tę czerwoną nić, coraz grubszą.

Jak to wygląda? szepnąłem.

Odpowiedziały mi obrazy: ja, starzejący się, z pustym wzrokiem, w tym samym pokoju. Telefon w garści. Wokół chaos zdarzeń, który się ze mnie sączył przypadkowe katastrofy i sukcesy, mijając mnie pozostawiając kolejne blizny.

Stajesz się punktem wyrównawczym. Węzłem, przez który przechodzą zaburzenia.

Więc albo próbuję tym kierować, albo zostaję… bezpiecznikiem? parsknąłem. Fajna alternatywa.

Telefon milczał.

Kliknąłem Zainstaluj.

Palce dotknęły ekranu świat na moment zadrżał. Ciemno w oczach, szum w uszach. Przez sekundę byłem jakby wchłonięty, zanurzony w pulsującym, ogromnym bycie.

Mirra 1.0.2 zainstalowana. Nowa funkcja: Cofnij (1/1).

Na ekranie: Wybierz działanie do cofnięcia.

Jedyne wydarzenie: Przesunięcie prawdopodobieństwa: nie być pytanym na wykładzie (dziś, 11:23).

jeżeli to cofnę…

Czas nie wróci. Ale sieć prawdopodobieństw się przeorganizuje.

Autobus?

Prawdopodobieństwo udziału w wypadku się zmieni. Ale sytuacja, która już była…

Wiem przerwałem. Nie uratuję tych, których już…

Głos zgasł.

Powinieneś zmniejszyć liczbę kolejnych.

Długo milczałem. Za oknem syrena wreszcie ucichła. Podwórko z powrotem stało się szare i martwe.

Dobrze. Cofnij.

Przycisk rozbłysł. Tym razem świat się nie szarpnął przeciwnie, jakby coś się wyrównało. Wszystko było równe, jakby stół przestał się kiwać.

Cofnięcie wykonane. Funkcja wykorzystana. Sprzężenie zwrotne: ustabilizowane.

To wszystko? zapytałem. Już?

Na teraz tak.

Opadłem na wersalkę. W głowie pusto. Ani ulgi, ani winy. Tylko zmęczenie.

Szczerze zwróciłem się do telefonu. Skąd się wziąłeś? Kto cię stworzył? Kto wpadł na pomysł, by dać ludziom… to?

Długa cisza, a potem na ekranie: Nowa aktualizacja Mirra (1.1.0). Zainstalować?

Żartujesz sobie? zerwałem się. Przecież ja dopiero co… dopiero co…

Wersja 1.1.0: nowa funkcja Przewidywanie. Ulepszony algorytm rozkładu. Usunięto błędy moralizowania.

Błędy czego? roześmiałem się ze zmęczenia. Nazywasz moje dylematy błędami?

Moralność to lokalna nakładka. Sieć prawdopodobieństw nie rozróżnia dobre i złe. Liczy się tylko stabilność i rozpad.

Ale ja rozróżniam odpowiedziałem cicho. I póki żyję, będę rozróżniał.

Wyłączyłem ekran. Telefon leżał cicho, nieruchomo. Ale wiedziałem, iż aktualizacja już czeka. I kolejne będą czekać.

Podeszłem do okna. Na dole chłopak próbował wdrapać się na zardzewiałą huśtawkę. Huśtawka skrzypiała, ale jeszcze jej nie złamało. Kobieta z wózkiem mijała kałuże, ostrożnie stąpając.

Zamrużyłem oczy. Przez chwilę wydawało mi się, iż znowu widzę nici cieniutkie, prawie niewidoczne, wyciągnięte do czegoś większego. Albo to po prostu gra światła.

Możesz zamknąć oczy wyszeptała Mirra gdzieś z tyłu głowy. Sieć i tak zostanie. Aktualizacje będą się pojawiać. Z tobą lub bez.

Wróciłem do stołu, ująłem telefon w dłoń. Był nagle niespodziewanie zimny.

Nie chcę być bogiem. Ale nie chcę też być bezpiecznikiem. Chcę…

Zaciąłem się. O co mi w ogóle chodziło? Nie być pytanym na wykładzie? Żeby mama nie harowała na nocki? Żeby ojciec wrócił? Żeby autobusy nie zderzały się z TIR-ami?

Sformułuj zapytanie zachęciła aplikacja. Krótkie.

Uśmiechnąłem się do siebie.

Chcę, żeby ludzie sami decydowali o swoim losie. Bez ciebie. Bez takich, jak ty.

Długa pauza. Potem na ekranie: Zapytanie zbyt ogólne. Podaj szczegóły.

Oczywiście. Jesteś tylko interfejsem. Nie rozumiesz, co znaczy dać ludziom spokój.

Jestem narzędziem. Reszta zależy od użytkownika.

Zamyśliłem się. jeżeli Mirra to narzędzie, to może da się je ustawić, by nie szkodziło całej reszcie?

A jeżeli będę chciał zmienić prawdopodobieństwo, iż zainstalujesz się gdzieś indziej? Żeby Mirra przestała się rozchodzić na inne telefony?

Ekran się zawahał.

Takie działanie wymaga energii. Cena będzie wysoka.

Wyższa niż bycie bezpiecznikiem całego miasta? uniosłem brwi.

Chodzi o całą sieć.

Wyobraziłem sobie miliony telefonów zapalających się na czerwono. Ludzi bawiących się probabilistyczną magią. Katastrofy, szczęścia, cuda wszystko naraz. A w środku taki węzeł jak u mnie, tylko jeszcze grubszy.

Chcesz się rozprzestrzeniać, jak wirus. Ale dajesz od razu smycz.

Jestem interfejsem do tego, co już jest. jeżeli nie ja, będzie inny. Sieć zawsze znajdzie kogoś do przeniesienia.

Ale teraz to ja mam cię w ręku. Więc mogę spróbować cię zatrzymać.

Otworzyłem Mirrę. Nowa aktualizacja wciąż czekała. Zjechałem na dół tam, gdzie zawsze było pusto, pojawił się napis: Zaawansowane operacje (wymaga poziomu 2).

Jak zdobyć drugi poziom?

Używaj funkcji, zbieraj sprzężenie, osiągnij próg.

Czyli… mam korzystać, żeby móc cię ograniczyć? pokręciłem głową. Absurd.

Każda zmiana kosztuje. Kosztem jest więź.

Długo się nad tym zastanawiałem. W końcu westchnąłem.

Dobra. Nie instaluję aktualizacji. Nie bawię się Przewidywaniem. Ale też nie oddam cię innym. jeżeli jesteś narzędziem, zostajesz ze mną. Tyle.

Bez aktualizacji funkcje będą ograniczone. Zagrożenia wzrosną.

To będziemy reagować na bieżąco. Nie jako bóg, nie jako wirus. Może raczej… jako admin. Admin rzeczywistości, co?

Brzmiało to dziwnie, ale miało sens. Nie stwórca, nie ofiara, tylko ktoś, kto stara się zapobiec katastrofie.

Telefon się zamyślił, a potem wyświetlił: Tryb ograniczonych aktualizacji. Automatyczna instalacja wyłączona. Pełna odpowiedzialność: użytkownik.

I tak zawsze była na mnie mruknąłem.

Odłożyłem telefon, ale już nie widziałem w nim tylko gadżetu. To był portal do sieci, do cudzych losów, do własnych dylematów.

Na dworze błysnęły latarnie. Marcowa noc okryła miasto, pełne setek możliwości: ktoś się spóźni na pociąg, ktoś pozna przyjaciela, ktoś się poślizgnie i wyświeci spodnie na lodzie, a ktoś nie wyjdzie z tego cało.

Telefon milczał. Aktualizacja 1.1.0 wisiała sobie w kolejce i czekała cierpliwie.

Usiadłem przy biurku, otworzyłem laptopa. Puste pole nowej notatki. Tytuł: Mirra protokół użytkowania.

Skoro już przyszło mi być testerem tej aplikacji, to przynajmniej opiszę wszystko. Zostawię wskazówki dla następnych, jeżeli w ogóle się tacy pojawią.

Zacząłem pisać: o Przesunięciu, o Przenikającym wzroku, o Cofnięciu i kosztach. O czerwonych nitkach i czarnych kablach. O tym, jak łatwo zawahać się na wykładzie i jak trudno żyć ze świadomością, iż świat zawsze wystawia rachunek.

Gdzieś głęboko w systemie cichutko tkał się nowy licznik. Nowe aktualizacje już się wykluwały cała seria funkcji, każda z własną ceną. Ale żadna nie mogła się zainstalować bez mojej decyzji.

Świat szedł dalej. Prawdopodobieństwa się przeplatały. A w małym pokoiku na trzecim piętrze wielkiej płyty jeden gość po raz pierwszy próbował napisać dla magii coś, czego ta nigdy nie miała: politykę prywatności.

Gdzieś daleko, na serwerach, których nie było w żadnym centrum danych, Mirra cicho zapisywała nową konfigurację: użytkownik, który wybrał nie władzę, tylko odpowiedzialność.

To zdarzało się rzadko, niemal niewiarygodnie. Ale czasem choćby najmniejsze prawdopodobieństwo potrafi się spełnić.

Idź do oryginalnego materiału