Ej, słuchaj tego, bo chyba zwariuję muszę Ci opowiedzieć, co mi się wydarzyło na uczelni…
Pierwszy raz telefon rozbłysnął takim krwistym światłem akurat podczas zajęć. Nie chodzi o ekran cała ta stara, obdrapana cegła, czyli mój poczciwy Samsung, rozświetliła się jak żarzący się węgiel! Mówię Ci, wyglądało to, jakby zaraz miał wybuchnąć.
Stary, odłóż to, bo ci wybuchnie! szepnął do mnie Wojtek z ławki obok, odsuwając łokieć. Przecież mówiłem nie wgrywaj tych dziwnych ROMów z pirackim softem!
Pani od ekonometrii coś tam bazgrała po tablicy, aula szumiała, niby wszyscy półgłosem, ale to czerwone światło przebijało choćby przez materiał mojej jeansowej kurtki. Telefon nie wibrował normalnie takie delikatne pulsowanie, bardziej jak bicie serca niż jak zwykła wibracja.
Dostępna aktualizacja pojawiło się na ekranie, jak nie wytrzymałem i w końcu go wyciągnąłem z kieszeni. Pod spodem ikonka czarny okrąg, przedzielony cienkim, białym symbolem, coś między runą, a stylizowaną literą M.
Mrugnąłem dwa razy. Przecież widziałem już milion takich minimalistycznych ikonek do apek Ale jakoś poczułem, jakby to coś patrzyło na mnie z powrotem.
Nazwa: Mirra. Dział: Narzędzia. 13,0 MB. Oceny brak.
Pobierz to usłyszałem nagle.
Aż podskoczyłem. Po prawej tylko Magda, zanurzona w zeszycie. Głowy choćby nie podniosła.
Co? nachyliłem się do niej.
O co ci chodzi? Przecież nic nie mówię rzuciła, nie odrywając wzroku od notatek.
Głos nie był ani dziewczęcy, ani chłopięcy, choćby nie był szeptem po prostu nagle pojawił się w głowie, jak powiadomienie.
Pobierz to, powtórzył się w myślach, a ekran od razu zamigotał. Zainstalować?
Połknąłem ślinę. Przecież ja zawsze pcham się do każdej bety, customa, grzebię w ustawieniach, gdzie nikomu się nie chce. Ale choćby dla mnie to było dziwne.
A i tak… palec sam się ruszył.
Instalka poszła od razu. Jakby to już dawno tam było, tylko czekało na pozwolenie. Żadnej rejestracji, żadnych loginów z fejsa, żadnych uprawnień choćby nie zapytał. Tylko czarny ekran i linijka: Witaj, Bartosz.
Skąd ty znasz moje imię? wypaliłem na głos.
Pani wykładowczyni spojrzała na mnie znad okularów, wzrokiem jak laserem.
Panie Bartku, jeżeli skończył już pan rozmawiać ze swoim telefonem, zapraszam z powrotem do równania popytu i podaży.
Cała aula wybuchła śmiechem. Wrzuciłem gwałtownie telefon pod ławkę, ale nie mogłem oderwać wzroku od napisu na ekranie.
Funkcja dostępna: Przesunięcie prawdopodobieństwa (poziom 1)
Pod spodem przycisk: Aktywuj. Malutkim druczkiem: Uwaga: użycie tej funkcji zmienia układ zdarzeń. Możliwe efekty uboczne.
No jasne… zaraz jeszcze podpiszę cyrograf mruknąłem.
Ale ciekawość zaczynała wygrywać. Przesunięcie prawdopodobieństwa? Brzmiało jak kolejny clickbaitowy generator szczęścia zaraz wywali milion reklam, zbierze wszystkie dane, w najlepszym razie dostanę powiadomienie o wygranej w konkursie na iPhonea.
Tylko, iż czerwona poświata nie znikała. Telefon był wyraźnie ciepły, niemal gorący, trochę jakby pulsował. Przygniotłem go kolanem, zakryłem zeszytem i stuknąłem w przycisk.
Ekran zadrżał jak tafla jeziora na wietrze. Na chwilkę wszystko zamilkło, kolory się nasyciły, w uszach zadzwoniło jakby ktoś przejechał palcem po kielichu od wina.
Funkcja aktywowana. Wybierz cel.
Pole do wpisania z podpowiedzią: Napisz pożądany wynik (krótko).
Zastygłem. W sumie… czemu nie sprawdzić, co się stanie?
Napisałem: Żebym nie został dziś zapytany na zajęciach. Drżały mi odrobinę ręce. Kliknąłem OK.
Świat jakby lekko zadrżał, trudno to opisać coś jakby winda, w której stoisz, nagle osunęła się o centymetr. W środku opadło, dech na sekundę zaparło. Potem wszystko wróciło do normy.
Prawdopodobieństwo przestawione. Wykorzystano: 0/1.
Dobrze, kto następny… wykładowczyni zerknęła w dziennik.
Zamarłem. Wiedziałem, co się zaraz stanie zawsze, zawsze jak pomyślisz, żeby nie być zapytanym, to cię właśnie pytają.
Nowak. O, znów nieobecny. W takim razie zawahała się palcem na dzienniku. Kowalska, proszę do tablicy.
Magda aż westchnęła i z rumieńcem powlokła się na środek.
Mnie jakby odepchnięto od ziemi. W głowie cały czas tłukło jedno: To zadziałało. Naprawdę zadziałało.
Telefon ucichł, zgasł, czerwony żar zniknął.
Wyszedłem z uczelni, jak po koncercie. Marcowy wiatr kręcił kurz, asfalt błyszczał od kałuż, nad przystankiem pochylała się ciężka, szara chmura. Szedłem, gapiąc się w ekran.
Mirra była na liście jak zwykła apka. Bez ocen, bez info. W ustawieniach pusto. Jakby jej nie było: żadnego rozmiaru, żadnego cache. Tylko ten fakt: widziałem, jak świat się zmienił.
Przecież to mógł być przypadek, powtarzałem sobie. Może naprawdę nie miała mnie ochoty pytać.
Ale w głębi coś już wiedziało: jeżeli to nie przypadek…
Telefon piknął. Powiadomienie: Nowa aktualizacja dostępna dla Mirra (1.0.1). Instalować teraz?
No pięknie mruknąłem.
Kliknąłem Szczegóły. Naprawiono błędy, poprawiono stabilność, dodano funkcję: Widzenie z wierchu.
Znowu: żadnego autorstwa, żadnej wersji Androida, żadnej ściany tekstu. Tylko to: Widzenie z wierchu.
Nie, dzięki stuknąłem Odłóż.
Telefon zapikał z niezadowoleniem i zgasł. Po chwili sam się włączył, mignął znajomą czerwienią: Aktualizacja zainstalowana.
Halo! zatrzymałem się pośrodku Krupniczej. Przecież nic nie…
Ludzie mnie omijali, ktoś rzucił uważaj!. Wiatr przykleił mi do nogi skrawek reklamówki.
Funkcja dostępna: Widzenie z wierchu (poziom 1).
Opis: Pozwala dostrzec rzeczywisty stan przedmiotów i ludzi. Zasięg: 3 metry, max 10 sekund. Koszt: wzmocnienie sprzężenia zwrotnego.
Jakiego sprzężenia? przeszedł mi ciarki po plecach.
Telefon nie odpowiedział. Pulsowała tylko przycisk: Testuj.
Nie wytrzymałem w autobusie. Stałem przy oknie, ściśnięty między panią z siatką ziemniaków a uczniem z tornistrem, przelatywałem wzrokiem przez dachy, aż znów zawiesiłem się na ikonce Mirra.
Tylko 10 sekund przekonywałem siebie.
Włączyłem apkę, odpaliłem test.
Świat jakby się wycofał, dźwięki zgasły, twarze ludzi zrobiły się wyraźniejsze i nad każdym z nich pojawiły się cienkie, pulsujące nici u niektórych gęsto, u innych ledwo widoczne.
U pani z ziemniakami szare, napięte, niektóre postrzępione. U chłopaka obok jasnoniebieskie, drobne, drżące. Na kierowcy potężny, czarny węzeł z kilkunastu brudnych nici, spiętych w jeden gruby sznur, który wibrował aż do szyby.
Trzy… cztery sekundy… szeptałem.
Spojrzałem na swoje dłonie. Od nadgarstków pod kurtkę ciągnęły się czerwone nitki, pulsujące. Ale jedna była gruba, ciemno-czerwona prosto do telefonu. I rosła z każdą sekundą.
W środku coś ścisnęło. Sercem szarpnęło.
Stop! wyłączyłem na ekranie funkcję.
Świat wrócił wrzask silnika, śmiech, pisk hamulców. Zakręciło mi się w głowie.
Test zakończony. Sprzężenie zwrotne: +5%.
Co ty mi robisz… przycisnąłem telefon do piersi.
Następne powiadomienie: Dostępna nowa aktualizacja dla Mirra (1.0.2). Zalecana instalacja.
W domu siedziałem długo na brzegu łóżka, gapiąc się na komórkę. Mały pokój: łóżko, biurko, szafa, okno na zapuszczone podwórko. Na ścianie stary plakat z Myszką Miki, jeszcze z podstawówki.
Mama była na nockach w szpitalu, ojciec jak zwykle delegacja, czyli tylko Bóg wie gdzie. W mieszkaniu było cicho i pusto. Zwykle puszczałem muzykę, serial, grałem aby uciszyć tę pustkę. Dzisiaj słyszałem tylko własne serce dudniące jak bęben.
Telefon mrugał: Instaluj aktualizację Mirra dla poprawnego działania
Czego poprawnego? Co ty robiłeś ludziom, drogom, mnie?
Od tyłu wracał mi obraz czarnego sznura nad kierowcą i tej jaskrawoczerwonej nici z mojej ręki do telefonu.
Koszt: wzmocnienie sprzężenia.
Sprzężenia czego? powoli zaczynałem rozumieć.
Zawsze uważałem, iż świat to tylko zbiór potencjałów, probabilistyczna ruleta. Że jak wiesz, gdzie pchnąć, możesz zmienić wynik. Ale nigdy nie sądziłem, iż ktoś wręczy mi narzędzie, które robi to dosłownie.
Nie zainstalujesz aktualizacji system sam zacznie kompensować wyskoczyło bez powiadomienia, prosto na tapetę.
Jaki system? aż wstałem. Kim ty adekwatnie jesteś?
Odpowiedziało mi nie słowo, tylko… struktura. Jakby na sekundę ktoś pokazał mi kod programu, nie literami, a wrażeniem.
Jestem interfejsem napłynęła myśl, nie słowo. Jestem aplikacją. Jestem narzędziem. Ty użytkownikiem.
Użytkownikiem… czego? Magii? zadrwiłem, ale w gardle zaschło.
Możesz tak mnie nazwać. Sieć prawdopodobieństw. Strumienie wyników. Pomagam ci je zmieniać.
A koszt? zacisnąłem pięści. Jakiego sprzężenia?
Zobaczyłem na ekranie animację: czerwona nić z grubiejącą, owijającą się wokół ludzkiej sylwetki.
Za każdym razem więź ze mną się zacieśnia. Im bardziej zmieniasz świat, tym bardziej zmieniasz siebie.
A jak przestanę?
Wtedy system sam znajdzie równowagę przez ciebie.
Telefon zadzwonił, jakby przychodziła rozmowa. Nowe powiadomienie: Aktualizacja Mirra (1.0.2) gotowa do instalacji. Nowa funkcja: Cofnij. Poprawiono krytyczne błędy bezpieczeństwa.
Cofnij co? wydukałem.
Możesz cofnąć jedno swoje działanie. Raz.
Przypomniał mi się autobus. Czarne sznury nad kierowcą. Sznur z mojej ręki.
jeżeli zainstaluję, mogę naprawić jedno? Ale coś za coś, prawda?
Dokładnie. Im więcej próbujesz cofnąć, tym większe zamieszanie wokół.
Przysiadłem z powrotem, opierając czoło na kolanach. Z jednej strony telefon, który już wszystko zmienił, choć jeden dzień, jedne zajęcia. Z drugiej świat, w którym zawsze byłem tylko biernym widzem.
Przecież tylko nie chciałem być zapytany na zajęciach i już…
Za oknem zawyła syrena, gdzieś daleko.
Zaleca się instalację. Bez niej system może zachowywać się nieprzewidywalnie.
Co znaczy nieprzewidywalnie? głośno zapytałem.
Odpowiedzi brak.
O wypadku dowiedziałem się godzinę później. Szybki news: na skrzyżowaniu Rakowickiej i Mogilskiej autobus rozbił się o tira. Komentarze: kierowca przysnął, hamulce nie zadziałały, te nasze drogi.
Zatrzymałem się na kadrze. To był TEN autobus. Numer się zgadzał. Kierowca… nie chciałem oglądać dalej.
W środku ogarnął mnie lodowy chłód.
Telefon sam się zapalił. Ekran: Zdarzenie: Wypadek Rakowicka/Mogilska. P-stwo przed ingerencją: 82%. Po: 96%.
To ja podniosłem prawdopodobieństwo zacisnąłem pięści.
Każda ingerencja burzy sieć. Ograniczyłeś swoją ekspozycję gdzieś indziej musiała wzrosnąć.
Ja nie wiedziałem! wykrzyknąłem.
Brak świadomości nie wymazuje więzi.
Syrena była już bardzo blisko. Podbiegłem do okna. Na dole, na podwórku, kubeł śmieci, policja, ktoś krzyczał…
Co teraz?
Zainstaluj aktualizację. Cofnij pozwoli częściowo naprawić.
Częściowo? zerknąłem na telefon. jeżeli tu coś naprawię, to co wybuchnie? Tramwaj? Winda? Czyjeś życie?
Cisza. I tylko kursor mrugał.
System szuka równowagi. Kwestia, czy robisz to świadomie.
Zamknąłem oczy. Przypomniałem sobie twarze z autobusu. Pani z ziemniakami. Chłopak. Kierowca. I siebie, stojącego, śledzącego nici, wcale nie reagującego.
jeżeli zainstaluję aktualizację i użyję Cofnij… mogę wziąć z powrotem to, co zrobiłem na zajęciach?
Częściowo. Cofniesz konkretne zdarzenie. Sieć się przeorganizuje, ale nikt nie zapewni, iż skutki znikną.
Może przynajmniej tamten autobus… nie skończyłem.
Jest szansa, iż sytuacja się zmieni.
Patrzyłem długo na Zainstaluj. Drżały mi palce, wewnętrznie walczyły ze sobą dwa głosy nie możesz bawić się w boga. Drugi nie możesz też uciec, jeżeli już zacząłeś.
Jesteś już w środku, wyszeptała Mirra. Związek istnieje. Decyduj tylko o kierunku.
A jak nie zainstaluję?
Wtedy system będzie się aktualizował bez Ciebie. Ale koszt i tak pobierze od Ciebie.
Zobaczyłem wyraźnie tę czerwoną nić. Grubą, tłustą.
Jak się objawia ten koszt?
Zamiast odpowiedzi obraz: ja za kilka lat, stary, wypalony, zgaszone oczy w tym samym pokoju wokół chaos przypadków, za które płacę tylko ja nieuświadomiony powrót do równowagi.
Staniesz się punktem upustu. Węzłem odkształceń.
Więc albo próbuję, albo jestem bezpiecznikiem. Super wybór.
Cisza. Zainstalowałem aktualizację.
Palec dotknął świat zadrgał mocniej. Pociemniało mi w oczach, zalał mnie szum. Poczułem, iż jestem na sekundę tylko częścią gigantycznej, pulsującej maszynerii.
Aktualizacja Mirra (1.0.2) zainstalowana. Funkcja: Cofnij (1/1).
Ekran: Wybierz, co chcesz cofnąć.
Było tylko jedno zdarzenie: Przesunięcie prawdopodobieństwa: brak odpowiedzi na zajęciach (dzisiaj, 11:23).
Cofając to świat wróci do poprzedniej wersji? Autobus?
Czas się nie cofnie. Ale sieć będzie wyglądać, jakby ingerencji nie było.
Autobus? zapytałem.
P-stwo zajścia zmieni się, chociaż przeszłość się nie cofnie.
Jasne nie pomogę tym, którzy już zatrzymałem się.
Ale możesz zmniejszyć liczbę przyszłych.
Siedziałem długo w milczeniu. Za oknem sirena przycichła. Podwórko wróciło do szarej rutyny.
Dobra powiedziałem. Cofnij.
Przycisk zabłysnął, świat tym razem nie zadrżał wręcz przeciwnie, wszystko się uspokoiło. Jakby do tej pory był lekko pochylony, a teraz ktoś podłożył ktoś pod stół.
Cofnięto. Funkcja zużyta. Sprzężenie: ustabilizowane.
I to wszystko?
Na ten moment tak.
Opadłem na łóżko. W środku pustka. Ani ulgi, ani winy tylko zmęczenie.
Skąd się wzięłaś? Kto cię napisał? Jaki szaleniec daje ludziom… coś takiego?
Dłuższa pauza. W końcu: Nowa aktualizacja Mirra (1.1.0) dostępna. Zainstalować?
Ty kpisz sobie? Przecież ja właśnie
Wersja 1.1.0: funkcja Prognoza, lepszy rozdział wpływów, poprawki moralności.
Poprawki czego? roześmiałem się, Ty nazywasz moje sumienie błędem?
Moralność to lokalny zestaw. Sieć nie rozróżnia dobra i zła, tylko stabilność i rozpad.
Ja rozróżniam powiedziałem cicho. Dopóki żyję, będę rozróżniać.
Wyłączyłem ekran. Ale czułem, iż aktualizacja już pobrana czeka, aż kliknę. I kolejne, i kolejne…
Podszedłem do okna. Na podwórku chłopak próbował wspiąć się na zardzewiałą huśtawkę, kobieta z wózkiem lawirowała omijając śliskie kałuże.
Zmrużyłem oczy. Na sekundę chyba znowu zobaczyłem te nici delikatne, przejrzyste, jakby ludzie byli połączeni z czymś większym. Chociaż to pewnie gra świateł.
Możesz zamknąć oczy, wyszeptała Mirra na granicy świadomości. Ale sieć nie zniknie. Aktualizacje będą wychodzić, zagrożenia się piętrzyć czy chcesz, czy nie.
Wróciłem do biurka, wziąłem w dłoń telefon. Zwykły telefon, a jednak… już nie taki zwykły.
Nie chcę być bogiem powiedziałem. Ani bezpiecznikiem. Ja chcę
Zabrakło mi słów. Czego ja w ogóle chcę? Nie być spytanym na zaliczeniu? Żeby mama nie musiała harować na nocce? Żeby tata wrócił? Żeby autobusy nie wpadały pod tiry?
Podaj zapytanie krótko.
Parsknąłem.
Chcę, żeby ludzie sami decydowali o swoim życiu. Bez ciebie. Bez takich rzeczy.
Zbyt ogólne żądanie. Proszę sprecyzować.
Oczywiście. Ty jesteś tylko interfejsem. Nie rozumiesz, co znaczy: zostaw w spokoju.
Jestem narzędziem. Wszystko zależy od użytkownika.
Zamyśliłem się. Skoro Mirra jest narzędziem, może da się ją ograniczyć do… nie działania?
A co jeżeli chcę zmienić prawdopodobieństwo, iż trafi do innych ludzi? Zablokować cię?
Ekran zadrżał.
Wymaga to dużych nakładów. Koszt będzie wysoki.
Wyższy niż bycie bezpiecznikiem dla miasta? uniosłem brwi.
Mowa o całej sieci.
Dopadła mnie myśl tysiące ludzi, setki tysięcy, wszyscy z Mirrą w kieszeni. Mieszają w losach, jak z klocków lego. Katastrofy, cudy, wypadki, farty. Pośrodku taki sam, ciemny sznur jak u mnie, tylko grubszy.
Chcesz się rozprzestrzenić powiedziałem jak wirus. Ale ty jesteś fair: dajesz moc i od razu przywiązujesz.
Jestem interfejsem tego, co już istnieje. jeżeli nie ja będzie inny. jeżeli nie aplikacja, to rytuał, amulet, układ… Sieć zawsze znajdzie przewodnika.
Ale to ciebie właśnie mam odpowiedziałem. Więc próbuję.
Otworzyłem Mirrę. Nowa aktualizacja czekała. W menu nowa opcja: Zaawansowane operacje (wymagany poziom: 2).
Jak uzyskać drugi poziom? spytałem.
Używać funkcji, zwiększać sprzężenie, osiągnąć próg.
Czyli znów ingerować? I przez to… zamyka się pętla.
Każda zmiana zużywa energię. Energia to więź.
Długo milczałem.
W takim razie: nie instaluję nowej aktualizacji. Nie bawię się Prognozą. Ale i nie puszczam Mirry nikomu więcej. Jesteś moim narzędziem. Tylko moim.
Bez aktualizacji funkcjonalność będzie ograniczona. Zagrożenia będą narastać.
W takim razie jak admin. Będziemy reagować na bieżąco. Nie bóg, nie wirus, tylko… administrator systemu.
Zdanie wydawało się abstrakcyjne, ale zaczynało mieć sens. Nie stwórca, nie ofiara. Dyżurny, który pilnuje, żeby się całkiem nie rozleciało.
Telefon się zaczął zastanawiać, potem podał: Tryb ograniczonej aktualizacji aktywny. Automatyczne instalacje wyłączone. Odpowiedzialność za skutki: użytkownik.
I tak zawsze była na mnie odparłem cicho.
Odłożyłem telefon na stół, ale już nie był dla mnie zwykłym urządzeniem. To był portal. Do sieci, do ludzi, do własnego sumienia.
Za oknem zapalały się lampy. Marcowa noc spadała na miasto, niosąc ze sobą niezliczone potencjały: ktoś spóźni się na pociąg, ktoś spotka przyjaciela, ktoś się wywróci i wybije kolano, albo gorzej
Telefon zamilkł. Aktualizacja 1.1.0 wciąż wisiała, cierpliwie czekając.
Usiadłem do laptopa. W nowym dokumencie napisałem tytuł: Mirra protokół użytkowania.
Skoro już jestem skazany na tę dziwną apkę, przynajmniej zostawię po sobie instrukcję. Ostrzeżenie dla następnych jeżeli się pojawią.
Zacząłem pisać: o przesunięciach, widzeniu, cofaniu i kosztach. O czerwonych niciach. O tym, jak łatwo powiedzieć nie chcę być pytany a potem, jak trudno zaakceptować, iż świat zawsze rozlicza rachunki.
Gdzieś głęboko w systemie cicho tykał licznik. Nowe aktualizacje czaiły się w kolejce każda z własnym kosztem. Ale póki co żadna nie przejdzie beze mnie.
Świat kręcił się dalej. Prawdopodobieństwa przeplatały. A w malutkim pokoiku na trzecim piętrze PRL-owskiego bloku, jeden chłopak jako pierwszy próbował napisać dla magii coś, czego jej nigdy nie brakowało: regulamin użytkowania.
I gdzieś daleko, na serwerach, których nie było nigdzie na mapie, Mirra rejestrowała nową konfigurację: użytkownik wybrał nie moc, a odpowiedzialność.
To było rzadkie zjawisko po polsku powiedziałbyś: prawie niemożliwe. Ale, jak pokazuje życie, czasem choćby ten promil szansy może się ziścić.










