Miłosnogiryk / floriankonrad

publixo.com 2 godzin temu

cichaj. dłoń starca, mądrego dziada z wyliczanki,
co to wiedział, nie powiedział, a to było tak,
rozkłada noc, jakby była ciałem stałym,

czymś o konsystencji placków ziemniaczanych,
równie poczciwym, co one. albo huśtawką z kokardką,
miśkiem-przytuladłem, grabkami, jakimkolwiek innym
symbolem prostoty, małowinności.

i śpiewa ów gaworzysta, pomimo kłaków wplątujących
się w próchnicę, ciepłe zwrotki o krajobrazach szczęścia,

gdzie wszystko jest takie łatwe: żołnierze uciekają z pól
bitewnych w głąb świeżych ran, zaszywają się w bliznach,
narkomanom wietrzyk wywiewa z nosów co niepotrzebne,
pijak budzi się i wie, iż już nie potrzebuje nowej flaszki,
łobuzy z szurgotem wyszuflowują z siebie zło,

robi się przyjemnie, bo następuje przesunięcie,
istny decentryzm:
czułe słowa znajdują się poza tym wierszem,
są mówione prosto do twojego ucha (tego wieczoru
mam sto pięćdziesiąt lat i udaję Wernyhorę).

w utajeniu rozkwita najważniejsze, na ścianie
wspólnego domu, z głębi, rozwija się puszysty peanik:
gobelin, na którym widniejemy. cali z jedwabnych nici.
Idź do oryginalnego materiału