ZNACZEK POCZTOWY…
Bartek odszedł od Małgosi westchnęła ciężko mama.
Jak to? nie mogłem zrozumieć.
Sama nie wiem, co się wydarzyło. Wracał z delegacji po miesiącu i już nie był sobą. Powiedział Małgosi, iż przeprasza, ale pokochał inną zamyśliła się mama, patrząc w dal.
I tak po prostu to powiedział? To jakieś nieporozumienie. Okropność coraz bardziej wkurzałem się na męża mojej siostry.
Zadzwoniła do mnie Zosia, mówiła, iż mama źle się poczuła, musiała wezwać karetkę. Okazało się, iż Małgosia dostała neurologicznych problemów z przełykaniem mama mówiła cicho, często mrugając.
Spokojnie, mamo. Powiem szczerze, Małgosia chyba za bardzo stawiała Bartka na piedestale, jak to się mówi. Tańczyła wokół niego, a teraz zbiera żniwo. Szkoda jej, mam nadzieję, iż z Bartkiem ta nowa relacja to nic poważnego. Przecież kochał Małgosię i Zosię nie chciałem wierzyć w to, co usłyszałem.
Bartek i Małgosia przeżyli wielką, niespokojną miłość. Pobrali się dwa miesiące po poznaniu się. Ich córka Zosia przyszła na świat. Wszystko wydawało się być uporządkowane i ciche a potem nagle świat się zawalił.
Niczym kula śniegowa
Oczywiście natychmiast pobiegłem do siostry. Rozmowa na taki temat z kimś bliskim to zawsze wyzwanie.
Małgosiu, jak to możliwe? Bartek w ogóle tłumaczył się jakoś? Postradał zmysły? zasypałem ją pytaniami.
Szczerze, sama nie rozumiem… Ta kobieta pojawiła się nie wiadomo skąd. Jakby go ktoś zauroczył Bartek wybiegł do niej, jakby go coś opętało. Powiedział tylko, iż życie musi płynąć, a nie przeciekać. Rzucił rzeczy do torby i tyle go widziałam. Czuję się, jakby mnie ktoś przejechał po bruku. Nie ogarniam tego… Małgosia płakała bez końca.
Dajmy czas, Małgosiu. Może Bartek jeszcze się rozmyśli. Różnie bywa przytuliłem siostrę, próbując ją pocieszyć.
Bartek jednak nie wrócił.
Zamieszkał w innym mieście. Z nową żoną.
Barbara była starsza od Bartka o osiemnaście lat. Wieku w miłości nie było. Serce nie zna metryki powtarzała często Barbara.
Bartek był absolutnie oczarowany swoją drugą żoną. Stała się jego latarnią w ciemnościach.
Barbara miała mocny charakter Potrafiła kochać, ale też nie kochać. Często była dzika, wolna, nieujarzmiona. Raz mówiła słodko, raz raniła słowami bez litości.
Bartek szalał za Barbarą.
Często powtarzał:
Gdzie ty byłaś przez połowę mojego życia, Basiu Szukałem cię tyle lat
A Małgosia przysięgła zemstę na wszystkich facetach, bez wybierania.
Była piękna aż nie sposób było się za nią nie obejrzeć na ulicy, kobiety i mężczyźni patrzyli z podziwem.
Zaromansowała z szefem w pracy. Zawróciła mu w głowie.
Małgosiu, wyjdź za mnie. Obsypię cię złotem. Mówię poważnie zapewniał szef.
Nie chcę już do ślubu, panie Andrzeju Już mi się przejadło. Zamiast tego pojeździmy razem nad morze. Zosieńkę muszę trochę podleczyć Małgosia uśmiechnęła się filuternie.
Jedziemy, kochana
Sławek był prostszy w obsłudze, sympatyczny. Pomagał w domu, zrobił remont u Małgosi.
Do ślubu nie namawiał sam był mocno żonaty
Małgosia kręciła nimi obiema rękami
Nie było tu mowy o miłości. Po prostu pomagali jej przetrwać, zaplatać smutek w codzienność i tyle.
Małgosia najbardziej tęskniła za Bartkiem. Wciąż go widywała we snach. Budziła się w bezsensownych łzach, wspomnienia rozrywały serce. Serce rwało się do Bartka.
Jak się oderwać od człowieka? Czym mu byłam niewygodna? Przecież byłam posłuszna, troskliwa, dogadzałam jak mogłam. choćby się nie kłóciliśmy
Minęły lata.
Małgosia wciąż żyła: raz tajemniczo uśmiechała się do Andrzeja, raz Sławka odsyłała do rodziny.
Zosia miała dwadzieścia lat, gdy zdecydowała się odwiedzić ojca.
Kupiła bilet na pociąg. W drodze zastanawiała się, jak zacząć rozmowę z Barbarą.
Przyjechała do innego miasta.
Zadzwoniła do drzwi.
Zdaje się, iż jesteś Zofia w drzwiach pojawiła się interesująca kobieta.
Mama jest znacznie ładniejsza pomyślała Zosia.
Jesteś Barbarą? zgadła Zosia.
Tak, wejdź proszę. Tata wyszedł, ale zaraz będzie Barbara zaprosiła Zosię do kuchni.
Jak się masz? Jak mama? Barbara zarzuciła ją pytaniami. Herbaty, kawy?
Barbaro, jak to jest, iż udało się pani odebrać tatę mamie? Przecież on ją naprawdę kochał, wiem o tym Zosia spojrzała Barbarze prosto w oczy.
Zosiu, w życiu nie wszystko można przewidzieć. W miłości nie ma żadnej gwarancji. Przydarzają się nieoczekiwane, gwałtowne uczucia. Czasem jedna chwila zmienia los. Niebo łączy ludzi. Czasem nie wiesz, czemu. Po prostu zmieniasz partnera w tańcu. To się wymyka rozsądkowi Barbara ciężko usiadła na stołku.
Ale nie można się powstrzymać? Zatrzymać? Przecież zobowiązania wobec rodziny Zosia nie rozumiała tłumaczeń Barbary. Przenikliwie patrzyła na znienawidzoną kobietę.
Nie da się, kochanie odpowiedziała krótko Barbara.
Dziękuję za szczerość Zosia nie napiła się herbaty czy kawy.
Zosiu, chcesz radę? Faceci są jak znaczek pocztowy: im częściej dmuchasz czy plujesz, tym mocniej się przyklejają zaśmiała się Barbara. W ogóle z mężczyzną trzeba raz być stalą, następnego dnia aksamitem A tak w ogóle to nie rozmawiamy z twoim tatą od tygodnia.
Dziękuję za radę. Ale czy mogę poczekać na tatę? zaniepokoiła się Zosia.
Nie sądzę, żeby wrócił powiedziała sucho Barbara. Od tygodnia sypia w hotelu. Dam ci adres napisała coś na kartce. Masz.
Zosia choćby się ucieszyła z takiego obrotu spraw. Będzie mogła na spokojnie, bez świadków, porozmawiać z tatą.
Do widzenia. Dziękuję za herbatę Zofia gwałtownie wyszła.
Znalazła hotel, zapukała do pokoju.
Bartek był zaskoczony, ale się ucieszył.
Zosiu, właśnie dziś miałem wracać Sam wiesz, kłótnia, różne sprawy
Tato, to wasza sprawa. Chciałam cię zobaczyć Zosia delikatnie chwyciła ojca za rękę.
Jak mama? zapytał w końcu Bartek.
U nas dobrze, tato. Przyzwyczaiłyśmy się do życia bez ciebie odpowiedziała spokojnie Zosia.
Ojciec i córka spędzili razem ciepły wieczór w hotelu, trochę śmiechu, trochę łez
Tato, kochasz naprawdę swoją Barbarę? nagle zapytała Zofia.
Bardzo, córeczko. Wybacz mi odpowiedział Bartek bez wahania.
Rozumiem. Muszę już iść, zaraz mam pociąg Zosia zaczęła się zbierać.
Przyjeżdżaj czasem, Zosiu. Jesteśmy w końcu rodziną Bartek spuszczając wzrok.
Tak, oczywiście Zosia wybiegła z hotelu.
Po powrocie do domu postanowiła trzymać się rady Barbary.
Nie kochać, nie cenić, nie wierzyć w puste męskie słowa. Po prostu olać
Ale po trzech latach pojawił się ktoś. Szczególny.
Krzysiek, jakby zesłany przez niebo specjalnie dla Zosi.
Od razu to poczuła, po prostu wiedziała.
Gdy spotykasz kogoś swojego, inni przestają mieć znaczenie
Krzysiek objął ją sercem i nie puścił. Bezszelestnie dotknął jej duszy. Zosia zakochała się całą sobą. Bez wymagań. Do cna
Zrozumiałem wtedy, iż szczęście przychodzi wtedy, gdy pozwolimy sobie odpuścić, a sercu chciećWiedziała, iż tym razem nie musi udawać siebie ani nikogo grać. Krzysiek patrzył na nią tak, jakby była skarbem znalezionym przypadkiem na dnie szuflady, zapomnianym, cennym znaczkiem z dzieciństwa. Był cierpliwy nie narzucał się, nie żądał. Dzięki niemu nauczyła się śmiać znowu z prostych rzeczy.
Pewnego wieczoru, gdy siedzieli razem na dachu kamienicy i liczyli gwiazdy, Krzysiek ujął jej dłoń.
Czemu się boisz, Zosiu? zapytał szeptem.
Bo zawsze ktoś odchodzi odpowiedziała bez wahania.
Krzysiek uśmiechnął się, przesuwając kciukiem po jej dłoni.
Ja nie odejdę. Ja zostanę, choćby gdy przestanie się świecić niebo.
I wtedy zrozumiała, iż życie nie gwarantuje niczego, ale warto czasem wrzucić serce do skrzynki i zaufać, iż adekwatny adresat istnieje. Może kiedyś dostanie odpowiedź może nie. Ale od tego dnia postanowiła już zawsze naklejać nowy znaczek: z odwagą i miłością, wysyłając siebie w świat. Bez lęku.
A przecież wszystko zaczęło się od znaczka pocztowego





