MIŁOŚĆ NIE MA GRANIC

twojacena.pl 13 godzin temu

– Wiesz, córeczko, mówi się – nie każdy Jan to gdańszczanin, nie każda Zofia z Sopocieje. Świętych na tej padole mało. Więc nie osądzaj, a zajrzyj lepiej we własne serce. Czy naprawdę byłaś taką wzorową żoną dla swego Jana? – Babcia zmrużyła oczy, jakby znała odpowiedź na własne pytanie.
– Babciu, Jan odszedł do mojej przyjaciółki! Gdzie sprawiedliwość? Mam milczeć? – Dławiłam się złością.
– W każdym razie, nie pędzić do pracy Janka i nie skarżyć się jego szefowi, jaki to z niego kobieciarz. Tylko się ośmieszysz. Znamy to… Oszukane żony biegały po Zakładowych Komitetach we łzach i z zasmarkanymi nosami. A miłość nie słucha rozkazów i nie zna zakazów. Nie pomoże, dzieciątko. Pogódź się. Czas pokaże, jak się potoczy – Babcia mówiła spokojnie.
Moja nowina o zdradzieckim mężu i podłej przyjaciółce ani jej nie poruszyła, ani nie zaniepokoiła. Jakby to była codzienna rutyna.
Hmm, „pogódź się”, łatwo mówić. Ta przyjaciółka, Ola, okazała się prawdziwą wężem pod trawą. Swojego męża pochowała, wzięła się za mojego. Nie uda się, nie oddam!
Zdarzało się, iż Janek zawieszał wzrok na Oli. Pamiętam, jak całą paczką poszliśmy do sauny. Mój Janek nie mógł oderwać oczu od Oli. Oblizywał się jak kocur do mleka. Wzrokiem obejmował i całował przyjaciółkę otuloną białym ręcznikiem. Jakoś nie przypisywałam wagi tym półsłówkom.
Ola była niewątpliwie piękna, delikatna, ciepła. I co? Z Jankiem przeżyliśmy szesnaście lat, mamy syna Michała. Wierzyłam mocno, iż moja rodzina jest mocna i żadna nieczysta siła jej nie złamie.
Olga z Adamem nie mieli dzieci. Wiem, Ola bardzo z tego powodu cierpiała. O Adamie nie powiem, przeważnie milczał. Myślę, iż przeżywał to po męsku. Przyjaźniliśmy się rodzinami. Często jeździliśmy za miasto, razem spędzaliśmy urlopy. Bawiliśmy się, jak umieli. Tak, widać wszystkiego czas. Nieszczęście już stało w progu, złośliwie się uśmiechając.
– Danuś, Adama zabrało pogotowie. Zawał. Boże, mówiłam mu: „Weźmy dziecko z domu dziecka!” Nie, tylko milczał i pochmurniał. Teraz nie wiem, czego się spodziewać. Czy wygrzebie się z tego? – Nieszczęśliwa Ola szlochała wniebogłosy.
– Uspokój się, Olu! Wszystko będzie dobrze! Zobaczysz. Adam jest silny – szczerze pocieszałam przyjaciółkę.
– Ech, Danuś! Jak żyć bez Adama, nie wyobrażam sobie! On dla mnie jest światłem w oknie. Pocieszy, doda otuchę. Co ja sama? – łkała Ola.
– Nie grzeb go przed czasem, Olu. Weź się w garść. Nie załamuj się. Makijaż, manicure, fryzura… Uśmiech na twarz i ruszaj do męża do szpitala! Adam znów się w tobie zakocha i szybciej wyzdrowieje…
Wtedy wszystko dobrze się skończyło. Adama wyleczyli, stanął na nogi. Życie potoczyło się dalej.
Niedługo Adam i Ola adoptowali trzyletnią dziewczynkę Martę. Rodzina była u szczytu szczęścia.
– Teraz to już nie straszno umierać! – rzucił nagle Adam przy świątecznym stole.
– Co ty? Teraz dopiero trzeba żyć, córkę wychowywać – zdziwiliśmy się jego niespodziewanym słowom.
– Mówię, iż życia nie zmarnowałem. Choć jedną dziecięcą duszę ogrzałem, dałem dom. Na żonę moją Olę nadzieję składam. Ona da sobie radę z córeczką. Pozwalam jej drugi raz za mąż pójść, gdyby co… – Adam mówił zagadkowo, z nieutulonym smutkiem w oczach.
– Oj, Adamie, nie wymyślaj! Za nasze rodzinne szczęście! – wzniósł toast mój Janek.
I zapomnieliśmy o jego zwierzeniach. Do czasu…
Anioł Śmierci, jak kulawy osioł, staje pod każdymi drzwiami. Nie uchronił się Adam. Drugi rozległy zawał nie dał szans na przeżycie. Adam śni już wieczny sen.
Została Ola z przybraną córeczką. Opłakiwała męża stosowny czas i znów ożyła. Oli było wtedy trzydzieści lat. Przyjaciółka całkowicie zmieniła styl. Z blondynki stała się ognistą brunetką, odświeżyła garderobę i uśmiechała się częściej niż kiedyś. Wciąż spotykaliśmy się razem przy świątecznym stole.
Mój Janek za każdym razem nie mógł doczekać się spotkania z Olą. Przy niej Janek sypał dowcipami, śmiał się ni w pięć, ni w dziewięć, starał się przypodobać młodej wdowie. A córeczkę Oli nosił na rękach.
Te zaloty męża jakoś lekceważyłam. Myślałam, iż po prostu chce pomóc, wesprzeć w trudnej chwili żonę zmarłego przyjaciela. Gdzie tam…
Ola zaprosiła nas z mężem na urodziny córeczki. Marcie skończyło się dziesięć lat.
Za stołem śmialiśmy się, życząc soleniz
Minęły lata, a ja, patrząc już bez goryczy na parkowe alejki, gdzie czasem widywałam ich szczęśliwą rodzinę, zrozumiałam, iż mój spokój nie był kapitulacją, ale cichym zwycięstwem nad chaosem serca, które kochając potrafi przebaczać ale nie zapominać.

Idź do oryginalnego materiału