Słuchaj, muszę ci opowiedzieć coś, co ostatnio mnie bardzo poruszyło. Wyobraź sobie, iż Marek taki nasz złota rączka dostał zlecenie, żeby naprawić cieknący kran w jednym mieszkaniu. Otwiera mu drzwi chłopiec, może dziesięcioletni, i jego młodsza siostra o ślicznych jasnych włosach.
Mama zaraz wróci, proszę wejść! Kran na kuchni ciurka i już próbowałem naprawiać taśmą klejącą, ale dalej leci. Niech się pan nie martwi, mamy pieniądze zapewnił chłopak.
Na początku Marek był trochę niepewny, bo firma nie zalecała wchodzić do mieszkania bez dorosłego, ale chłopak był taki poważny, iż w końcu wszedł. Szkoda im było czekać, wiecznie tylko zbierali się, żeby coś naprawić. Więc Marek rozłożył kran, wymienił zaworek i po sprawie.
A jeszcze u nas stół się kiwa i światełko w pokoju nie działa! wtrąciła się dziewczynka, Zosia.
Tata by to zrobił, ale nasz tata jest pilotem. Lata bardzo, bardzo daleko i nie może często wracać do domu powtarzała za mamą.
Po chwili przyszła mama Dorota zmęczona, wymęczona, ale od razu zaczęła przepraszać i dziękować, iż dzieci same wezwały fachowca. Dorota gwałtownie rozliczyła się z Markiem, a Zosia znowu przypomniała o stole i światle. Umówili się więc na następny dzień. Marek zostawił swoją wizytówkę.
Gdy już wychodzili razem, chłopak zresztą Marek już zapamiętał, iż ma na imię Bartek zaczął wynosić śmieci. I wtedy, ni stąd, ni zowąd, Bartek powiedział:
U nas nie ma żadnego taty pilota. Mama to wszystko wymyśliła. Chyba myśli, iż jesteśmy mali i nic nie rozumiemy. Gdyby tata był, to chociaż raz by nas odwiedził. choćby prezenty mama sama nam kupuje, a potem mówi, iż są od taty. Sam widziałem, jak wybierała Zosi lalkę na urodziny.
Marek próbował go pocieszyć, mówiąc, iż różnie w życiu bywa, może akurat nie może przyjechać. Ale Bartek tylko milczał i smutno patrzył przed siebie.
Wiesz, to poruszyło Marka mocno. Sam kiedyś był pilotem. Pracował w Warszawie, latał po całej Europie. Miał wspaniałą żonę, ale ona marzyła, żeby już nie latał, ale został na ziemi. Nie mieli dzieci. Kiedyś jej rodzice wyjechali do Anglii, wysyłali zaproszenia, ale Marek nie chciał wyjeżdżać. Żona się z nim rozstała i pojechała sama. Marek zajął się lataniem, aż zdrowie zaczęło szwankować i przeszedł na emeryturę.
Przeprowadził się do mamy na prowincję, do Piotrkowa Trybunalskiego. Miał cichą, spokojną starość aż mama nagle zmarła. Wtedy Marek trochę się pogubił, zaczął się szwendać po znajomych, aż coś go tknęło i wziął się za siebie. Posprzątał mieszkanie, zrobił mały remont i zaczął szukać, co dalej ze sobą zrobić.
Natknął się na ogłoszenie, iż szukają majstrów z autem, i zaczął pracować przy naprawach domowych. Najbardziej podobało mu się to, iż mógł sam sobie ustalać wolne.
Następnego dnia Marek zjawił się u Doroty, naprawił stół, wymienił bezpiecznik, poprawił półkę w korytarzu i ustawił drzwiczki w szafkach kuchennych. Zajrzał też do łazienki i aż się złapał za głowę.
Tu się przyda generalny remont wyznał.
jeżeli się pan podejmie, to bardzo proszę. Mamy trochę pieniędzy, powinno wystarczyć odpowiedziała Dorota.
Podczas pracy zaczęli się lepiej poznawać. Dorota pracowała w przedszkolu jako wychowawczyni.
Może zostanie pan na kolację? Tak się pan napracował, pewnie jest pan głodny zaproponowała nieśmiało.
Bartek i Zosia również zaczęli go zapraszać i nalegać, żeby został z nimi przy stole. No i Marek został.
Kolacja przerodziła się w długą rozmowę. Dzieci już dawno spały, a Marek i Dorota siedzieli do późna i rozmawiali jak starzy przyjaciele. Marek nigdy wcześniej nikomu nie mówił tyle o swoim życiu. Dorota po prostu umiała słuchać, w oczach miała tyle ciepła i jakiejś takiej prawdziwej mądrości
Okazało się, iż Dorota nie miała żadnego męża. Dwie nieudane próby poukładania sobie życia, została sama z dwójką dzieci z różnicą trzech lat. Pilota wymyśliła jako historię dla maluchów i planowała kiedyś im to wyjaśnić.
Jak Marek wracał do domu, była już północ. Obiecał, iż jutro przyjdzie znów, bo roboty jeszcze sporo.
I wyobraź sobie następnego wieczoru Dorota otwiera drzwi, a tu Marek, ubrany w mundur pilota, z bukietem kwiatów i tortem.
Tato, tato-pilot wrócił do domu! krzyczy Zosia i leci w objęcia.
Już wróciłem do was, tylko od razu was nie poznałem, tak dawno nie widzieliśmy się. Prawda, Dorota? Marek patrzy na nią błagalnie, a Dorota tylko się uśmiecha i potwierdza.
I wiesz co? Ta rodzina nagle stała się pełna. Bartek z czasem uwierzył, iż wrócił do nich tata, a Marek oficjalnie został tatą dla Bartka i Zosi. A po półtora roku pojawił się jeszcze jeden maluszek
No i tak to się w życiu układa. Nieraz los pisze takie scenariusze, iż sam byś tego nie wymyślił.















