17 czerwca 2023, Poznań
Kolejny dzień pełen napięcia Czasami mam wrażenie, iż moje życie kręci się tylko wokół problemów do rozwiązania. Dziś znów wracam do myśli o zbliżającym się ślubie mojej córki Kingi. Czy on w ogóle się odbędzie? Coraz bardziej w to wątpię. Wszyscy są pokłóceni, atmosfera gęsta jak mgła nad Wartą, a przyszły zięć Sama nie wiem, jak to nazwać fochy, obrażanie się, a przecież ślub już za dwa tygodnie! Serce mi pęka, bo widzę, jak sprawy wymykają się spod kontroli. Żal mi Kingi, bo tak się stara, a wszystko stoi na głowie.
Powód naszych sporów? Chodzi o mieszkanie. Ja, mój mąż Leszek i choćby mój brat Jarek stwierdziliśmy, iż zrobimy młodym niespodziankę. Przekopaliśmy domowy budżet, dosłownie wyczyściliśmy konta, sprzedaliśmy działkę koło Jezior Śremskich i garaż na Wildzie, żeby tylko im pomóc. Ostatecznie udało nam się kupić nowe, choć zupełnie puste mieszkanie w Poznaniu na Winogradach. Zdecydowaliśmy, żeby lokal przepisać na Kingę, bo to przecież nasza córka. Zresztą, i tak miał być ślub, więc przecież wszystko na jedno wychodzi, prawda?
Przynajmniej tak nam się wydawało… Ale dla przyszłego zięcia, Bartosza, to nie takie proste. Mieszkanie jest puste jak kieszenie pierwszego dnia po wypłacie nie ma podłóg, ściany łuszczą się ze starej farby, okna trzymają się na słowo honoru. Trzeba zrobić instalacje wodno-kanalizacyjne, elektrykę, wygładzić ściany i położyć gładź, wymienić wszystko. choćby skromne umeblowanie sporo kosztuje, a nasza skarbonka świeci pustkami.
Leszek zaproponował Bartoszowi, iż razem możemy wyremontować mieszkanie jak najszybciej, żeby młodzi mogli zamieszkać na swoim. Ale Bartosz kręci nosem. Jego zdaniem nie warto inwestować w mieszkanie, które nie jest i nie będzie jego. Uważa, iż powinniśmy sami je wyremontować. Może kupi jakieś drobiazgi, firanki czy czajnik, ale większych wydatków nie planuje. Mówi, iż musi oszczędzać na własne lokum, żeby w razie czego nie zostać z niczym. Czyli, iż zamierza chronić siebie choćby teraz, jeszcze przed ślubem…
Odpowiedziałam mu w końcu, iż jeżeli to nie jego mieszkanie, to niech płaci nam czynsz jak każdy inny najemca. I co? Zgodził się bez mrugnięcia okiem! Miałam wrażenie, jakbym trafiła głową w mur. Gdzie tu wspólnota, gdzie budowanie razem przyszłości?
Kinga jest roztrzęsiona. Kocha Bartosza, ale z każdym dniem widzę, jak coraz bardziej się gubi i przygasa. Mówi, iż nie chce już tego mieszkania, iż jej wszystko jedno, byle tylko było spokojnie. Mnie jednak to wszystko boli czy to normalne, iż młody facet patrzy tylko na siebie, nie chce włożyć ani złotówki w wspólne życie? Jeszcze choćby nie stanęli na ślubnym kobiercu, a już myślą, jak się podzielą, gdyby się rozstali… Przerażające czasy.
Czy to we mnie jest problem, iż oczekuję innego podejścia? Czy może Bartosz ma rację, dbając tylko o swoje? Co powinnam zrobić jako matka? Sama już nie wiem Wszystko się sypie, a ja czuję się coraz bardziej bezradna.






