Mój pamiętnik, 12 czerwca 2025 r.
Jadzia, będziesz winna jego śmierci! Jak to możliwe? Oczywiście, iż Tomek! Tak, dokładnie ty! Nie ma w tym nic nadzwyczajnego! A kto wczoraj siedział nagi na ławce przed blokiem i błyszczał kolanami? Czyżby tak się mieszkało w Warszawie! Tomek ma wrażliwą duszę Widział jedynie damskie, nagie kolana na lekcjach wf w szkole, a to było dawno temu No i co? Wszyscy noszą mini spódniczki! Ty porównujesz je! Tak! Jego kolana i twoje! To zupełnie inna sprawa! Dla Tomka szczególna!
Głos w słuchawce stał się surowy:
Nie wymyślam nic: właśnie widzę go, jak pisze list pośmiertny Tak! Mówi: nie mogę bez niej, mówi! W sercu się dusi, rozumiesz? Pisze tak! Nie patrzy na mnie, tylko gada! Lepiej wypiję piwo znaczy, umrę! Tak, słowo umrę wyraźnie słyszę! Nie mogę tego nie zobaczyć! Mam w dłoni stary dalekowzrokowy lornetkę! W niej mogę dostrzec wszystko, co chcę!
Telefon na chwilę zamilkł, a jedynie gwałtowne oddechy Jadzia dochodziły:
Ojej, mój los, już po kres Spóźniłyśmy się, Jadzia, naprawdę spóźniłyśmy, już wzięłam ostry nóż i zaczęłam wdzierać się Krew Co? Mówisz, iż zdążysz? Biegnij, biegnij, ratuj swojego księcia!
Babcia Łucja, przymrużając chytre oczka, z zadowoleniem patrzyła, jak do nędznej kawalerki wdziera się piękna Jadzia, niosąc ze sobą nieodkrytą miłość, chęć nakarmić go domowym żurkiem i marzenie o gniazdku pełnym dzieci.
Tomek nie miał szans. Skromny, marzycielski chłopak mieszkał sam: pół roku temu jego matka poślubiła nowego męża i wyjechała, zostawiając synowi trzypokojowe mieszkanie. Do tego ściśle nakazała, by gwałtownie się ożenił i zaczął rodzić wnuki choćby jedną i to natychmiast! Bez zwłoki!
Tomek zgodził się: rodzinna atmosfera bardzo mu odpowiadała. Problem był jednak w znalezieniu dziewczyny. Geniusz w elektronice, w kontaktach to cisza, nieśmiałość i kompleksy. Nie potrafił sam podjąć inicjatywy, a przed agresywnymi dziewczynami uciekał niczym odrzutowiec. Babcia Łucja popierała go: nie chciała dzielić mieszkania z wścibską sąsiadką.
Jadzia! Dojrzała, zaradna, szanowana. Nie była najpiękniejsza, ale urocza, z okrągłą twarzą i piegami, które czarują. Trzeba było tylko przyjrzeć się bliżej, porozmawiać A młodzi panowie nie potrafili tego zrobić!
Wszyscy żyją w świecie gadżetów co za obrzydliwe słowo! Dostarczają jedynie krótkie informacje, zdjęcia albo krótkie filmiki. Coś w rodzaju TikToka, gdzie dziewczyny nie pokazują nic prawdziwego, a Tomek bał się ich tak, jakby to był ogień. Makijaż! Jak czary w noc świętojańską! Współczesne dziewczyny różnią się od Jadzia jak klaun od kasjerki w kinie! choćby najładniejsza kasjerka zostanie zapamiętana nie z jej wizerunku, ale z przybrykiem klauna. Z dziewczyną w kasie przynajmniej wymienili kilka słów.
Tomek często zerkał na sąsiadkę Jadzię, ale szczęścia nie potrafił odczytać. Babcia Łucja przewidywała, iż umrze, zagubiony, głodny, zmarznięty i pozbawiony kobiecej czułości. Jego codzienne życie przypominało zagubionego jeża w mgle. Żywił się różnymi rosółkiem w proszku, pierożkami, a kiedy nie zdążył zdjąć garnka z palnika, podjadał kanapki. W kanapkach był prawdziwym mistrzem, a kawę parzył nieźle.
Tego popołudnia próbował pokroić ogórka do sałatki, poobijał się, szukał opatrunku i maści, ale w tym momencie ktoś zaczął stukać w drzwi wejściowe. Pomimo krwawiącego palca otworzył drzwi, a Jadzia, z przerażeniem w oczach, wpadła do mieszkania. Co jej mówiła, w czym go przekonywała babcia Łucja nigdy tego nie dowiedziała. Lornetka nie oddaje dźwięków, a szkoda!
Jednak przebiegły lokalny Amor, czyli babcia Łucja, dostrzegła, iż chwilę później Jadzia w swoim mieszkaniu podaje Tomkowi zupę żurkową, ziemniaki z kotletami, sałatkę warzywną z kiszoną kapustą i kompot. Według wyrazu twarzy chłopaka smakował wyśmienicie.
Tomek rozpromienił się, samotność zniknęła z jego oczu, a wraz z nią poczucie zagubienia i kompleksy.
Mija miesiąc, para wziąła ślub w kościele pod Krakowem. Babcia Łucja została zaproszona i delektowała się pysznym tortem, z którego najgrubszy kawałek zabrała ze sobą. Na pożegnanie nowo upieczona panna młoda Jadzia, śmiejąc się, zapytała staruszkę:
Więc naprawdę zamierzał umrzeć? Jak mówiłaś, iż zaczął się wdzierać? Tak, w palec! Ach, babciu Łucjo, wstyd mi było, kiedy powiedziałam, iż go uratuję, a on podsunął mi palec!
Patrząc wstecz, uczę się jednej prawdy: nie wystarczy obserwować z daleka i wyciągać wnioski, trzeba po prostu otworzyć drzwi i dać sobie i innym szansę na prawdziwe, codzienne życie. Wtedy choćby najgorszy los może zamienić się w radosną opowieść.











