Byłem w wieku trzydziestu lat, kiedy tata odszedł do Boga.
Teraz mam trzydzieści dwa lata, a ostatnia nasza rozmowa dalej tkwi mi w głowie jak cierń, jakby była wczoraj.
Zawsze uchodziłem za trudne dziecko zaczynałem tysiąc spraw, a nie kończyłem żadnej.
Studiowałem trzy różne kierunki na trzech polskich uczelniach.
Pierwszy rzuciłem na drugim semestrze, bo dopadła mnie nuda.
Drugi na czwartym, bo coraz częściej nie chodziłem na zajęcia, wychodziłem na miasto, gubiłem się.
Trzeci porzuciłem jeszcze przed końcem pierwszego semestru.
Moje siostry Zofia i Dobrawa kończyły studia, odbierały dyplomy, zaczynały pracę w dużych biurach Warszawy, a ja skakałem z pomysłu na pomysł, powtarzając w rodzinnej kuchni: Ja znajdę swoje miejsce. W domu wszyscy to widzieli, ale najgłębiej czuł to tata.
Był moim człowiekiem.
Nie tylko ojcem był też przyjacielem.
Zabierał mnie do pubów na bilard, na mecze Legii, pił ze mną piwo w sobotnie popołudnia, grillował ze swoimi kolegami w ogródku.
Siostry miały plan dnia, oceny, obowiązki mnie natomiast tata uczył: Jesteś facetem, życie samo cię wychowa. Dorastałem wolny, bez jasno kreslonych reguł ani presji.
I z czasem ta wolność zaczęła się przeciwko mnie obracać nie potrafiłem niczego utrzymać: ani nauki, ani pracy, ani życiowego rytmu.
Trzy miesiące przed jego odejściem odbyliśmy najcięższą rozmowę mojego życia, siedząc w ogrodzie pod starym dębem.
On palił papierosa, ja bezmyślnie przewijałem wiadomości w telefonie.
Poprosił, żebym podszedł bliżej.
Powiedział: Synu, nie jestem rozczarowany tobą.
Jestem rozczarowany sobą.
Źle cię wychowałem za bardzo ci wszystko ułatwiałem.
Rozpieściłem cię.
Nie pozwoliłem ci poczuć trudności, przez co stałeś się zbyt słaby na walkę z życiem. Milczałem wtedy.
Oczy piekły mnie, ale nie zapłakałem chciałem powiedzieć coś mądrego, dojrzałego, ale nie znalazłem słów.
Tylko się odważyłem wyszeptać, iż się zmienię.
Nie odpowiedział.
Wpatrywał się w plamy na ziemi.
Trzy miesiące później, w zwykły poranek, wstał, poszedł umyć zęby, przewrócił się i już nie wstał.
Szybko, bez pożegnania.
Bez szpitala.
Bez ostatnich słów.
Straciłem nie tylko tatę straciłem jedynego człowieka, który jeszcze wierzył, iż potrafię się zmienić, choć był już zmęczony czekaniem.
Po pogrzebie na cmentarzu Powązkowskim ogarnął mnie cichy gniew.
Przestałem wychodzić do klubów.
Przestałem pić.
Zapisałem się na studia prawnicze tym razem na Uniwersytet Jagielloński.
Wstaję o piątej rano, pracuję na godziny w sklepie, uczę się wieczorami.
Są dni, gdy choćby nie mam apetytu, ale dalej próbuję.
Każdy egzamin zdaję z myślą o nim.
Każdą zaliczoną sesję widzę jako słowa: Widzisz, umiem.
Minęły dwa lata.
Postęp jest.
Nie opuszczam semestrów, nie uciekam z wykładów, przestałem szukać wymówek.
Moje siostry patrzą na mnie inaczej i wspierają mnie.
Mama powtarza, iż tata byłby dumny.
Nie wiem, czy byłby ale przynajmniej nie odszedłby z myślą, iż wszystko zawiodło.
Najtrudniejsze nie jest nauka ani praca.
Najtrudniej jest, iż nie mogę zadzwonić i powiedzieć mu, iż zdałem ciężki egzamin, iż się nie poddałem, iż robię wszystko inaczej niż kiedyś.
Był moim partnerem w szaleństwie nauczył mnie jak żyć bez strachu, ale zostawił mnie bez ram.
Teraz sam tworzę je sobie, z kawałków papieru i nieprzespanego czasu.
Czasem, kiedy wracam późno z plecakiem pełnym książek, siedzę na brzegu łóżka i patrzę na zdjęcie to z naszej wycieczki nad Wisłą, z piwem w ręku i uśmiechem Tatka.
I za każdym razem w myślach powtarzam: Stary, nie zdążyłem ci tego udowodnić na czas, ale nie całkiem się pomyliłeś.
Chcę być najlepszą wersją siebie.
Dla niego.
Może mi się uda.














![Wieluń: XIX edycja konkursu „Moje drzewo genealogiczne” rozstrzygnięta [WYNIKI]](https://info.wielun.pl/wp-content/uploads/2026/03/DSC09151.jpg)