Mgła ustąpiła

newsempire24.com 7 godzin temu

28 października 2025 wpis w dzienniku

Od jakiegoś czasu Zuzanna coraz częściej zamyśla się nad swoim życiem. Czuje, iż dni mijają jednym rytmem, a monotonia przytłacza. Ma męża Eryka, i dwóch synów, którzy chodzą do szkoły i są zawsze w czołówce uczniów.

Wstałam wcześnie, gdy jeszcze nie rozświetlił się poranek. Z głośnym tykaniem starego zegara w pokoju słychać było, jakby serce domu biło równym rytmem. Poza oknem ledwie pojawiło się światło, a sen nie dał mi już spokoju w głowie szły już myśli o nadchodzącym dniu.

Teraz wstaję i zaczyna się kolejny dzień pełen obowiązków, pomyślałam. Udoję krowę Zofię, nakarmię ją i wypłoszczę do stada, potem zajmę się resztą zwierząt. Następnie przygotuję śniadanie dla Eryka i dzieci, obudzę ich, zawiozę chłopców do szkoły, a męża poślę do pracy. Nie zapomnę dziś również przykopić ziemniaki, bo inaczej urosną poza granice grządki.

Zuzanna wstała i ruszyła do obowiązków, a w głowie wciąż krążyły myśli:

Dziś trzeba wyprać pranie, podkopać kwiaty na podwórzu i zamiotłować podwórko, od dawna nie sprzątałam go tak dokładnie. O, jak monotonne jest moje życie, tylko prace i prace Dzień już się zaczyna.

Eryk, wstawaj, czas! lekko potrąciłam męża w ramię, ale on jeszcze nie był w pełni przytomny.

Tak, tak, wymamrotał i obrócił się na plecy.

Chłopcy, wstawajcie, pora jeść śniadanie i iść do szkoły. Michałku, nie odwracaj się, i tak musisz wstać. Kto cię odprowadzi? Nie ja! Łóżeczko, trzeba iść spać wcześniej jęczała troskliwie Zuzanna, a najmłodszy Szymon już podskoczył, lekki jak piórko, podczas gdy Michał się przeciągał.

W końcu rozesłałam rodzinę po ich zadaniach, zabrałam się za pranie i rozwiesiłam czyste ubrania na podwórku. Dziś nastrój był przygnębiony, nie potrafiłam wskazać przyczyny, ale ostatnio coraz częściej odczuwałam niezadowolenie z własnego losu.

Zaczęłam pielęgnować kwiaty, gdy nagle na podwórze weszła Grażyna, sąsiadka energiczna i szybka. Zawsze z harzą o swoich zwierzętach i z krzykiem, który słychać można było przy moim domu.

Grażyno, czemu wczoraj wieczorem znów się kłóciłaś? zapytałaś.

No mój syn, Felek, przyszedł, a adekwatnie nie przyszedł, bo wleciał do domu po kolacji. Cały wieczór czekałam, bo musiałem odsunąć ciężką szafę, a on nie pomyślał, iż rano już go ostrzegłam A on znowu poszedł do Ignacego, tam zawsze jakaś domowa wódeczka i głośne rozmowy. Dobrze, iż twój Eryk nie pije, nigdy nie widziałam go pijącego.

Grażyna zazdrościła Zuzannie spokojnego życia, bez krzyków i hałasu, ale gdy zobaczyła, iż sąsiadka jest smutna, zapytała:

Zuzanno, czemu jesteś taka szara, nie uśmiechasz się, czy ktoś cię przygniótł?.

Zuzanna westchnęła, siadając na ławce, a Grażyna usiadła obok.

Nie wiem, Grażyno, coś mnie przytłoczyło. Mam wrażenie, iż najciekawsze rzeczy dzieją się gdzieś obok, a inni żyją lepiej, szczęśliwiej, bardziej różnorodnie. Chciałabym coś zmienić, choćby nie tak dramatycznie jak w filmie, ale przynajmniej jak u naszych sąsiadów.

Zuzanno, nie narzekaj tak. Wszystko u ciebie idzie gładko, spokojnie czego chcesz jeszcze? dodała sąsiadka.

Patrzę na Małgorzatę. Jej mąż, Wiktor, jest przystojny, dumny, zawsze trzyma ją za rękę i całuje na widokach. Małgorzata pracuje jako główna księgowa, ubiera się elegancko. Życie jej to bajka Wiktor jeździ samochodem, na urodziny przynosi czerwone róże z miasta. Często tam się wybiera. Życie Małgorzaty nie jest nudne.

No właśnie, znalazłaś sobie kogoś, z kim możesz się zazdrościć przerwała ją Grażyna. Siedząc w domu, nie widzisz, co się dzieje. Wiktor to prawdziwy zalotnik, kopciuszek, nie przepuści żadnej dziewczyny. Małgorzata wie o tym i kupuje nowe ubrania, by mu się podobać. A on, jak kot w marcu Kocha Małgorzatę, ale w domu potrafi podniesieniu ręki nie szczędzić. Jego życie to jedna impreza, a w mieście ma jeszcze inne kobiety i choćby młode dziewczyny.

Skąd ty to wiesz, Grażyno? Może chodzi o sprawy zawodowe? zapytała Zuzanna.

Oczywiście, o sprawy! Ale po co jeszcze? Dlaczego o północy odjeżdża, a rano wraca? Moja siostra, sąsiadka, przyjaciółka Małgorzaty, wszystko widzi. Kiedyś Małgorzata prosiła ją, by nie rozgłaszała wioskę Kiedyś ukrywała siniaki pod podkładem. Żyje w strachu, iż Wiktor ją zostawi lub pobije. A ty mówisz, iż to bajka. Komu przyda się taka bajka? mówiła Grażyna z podniesionym tonem.

Po chwili Zuzanna odpowiedziała spokojnie:

Dobrze, jeżeli tak jest, nie powinnam zazdrościć Małgorzacie. Weźmy przykład Tamary. Jej mąż Andrzej ją kocha, dba o syna i nie pozwala jej pracować, wszystko robi sam. Czasem zabiera ją na kurort, to prawdziwa miłość. Tamara jest szczęśliwa A ja mam nudne, szare życie.

Zuzanno, nie masz racji przeciwniła Grażyna.

Dlaczego nie? Andrzej nie pije, nie huligan, bardzo gospodarny.

A wiesz, iż ich starszy syn jest chory? Przynajmniej młodszy Antek jest zdrowy, chodzi do szkoły, to dobry chłopak.

Wiem, wiem nie znam jego choroby. Mieszkają na dolnej ulicy, na końcu wsi. Andrzeja znam, Eryk dobrze o nim mówi. Tamara i ja chodziliśmy razem do szkoły, zaraz po maturze poślubiła Andrzeja. W szkole też się poznali.

Starszy syn, Wanka, jest bardzo chudy, rówieśnicy już w ósmej klasie, a on zachowuje się jak siedmiolatek. Nie rośnie głową. Nie wiem, jaka choroba, ale w sanatorium go zabierają, bilet dostają za darmo. Ty mówisz, iż jeżdżą na kurort Niech Bóg nie dopuści takiego kurortu.

Rzeczywiście, Grażyno, niech Bóg nie dopuści. Zapytałam, skąd wiesz wszystko o wsi, kto gdzie jedzie.

Pracuję na farmie, a tam plotki i nowiny płyną od świtu. Gdzie babek dużo, tam plotek jeszcze więcej. Oksana, nasza pracownica, siostra Andrzeja, wszystko wie, a jej język długi.

Masz rację, nie powinnam zazdrościć. Jak mówią: W każdym domu swoje dzwonki. odpowiedziałam.

Nie wiesz, bo cały czas jesteś w domu, w sklepie, nie rozmawiasz przy studni, nie słuchasz plotek. Do studni nie chodzisz, bo Eryk już przyprowadził wodę, wykopał studnię, jest gospodarz, dobry mąż. Ojej, Zuzanno, pewnie złości cię to, iż nie widzisz innego życia, myślisz, iż wszyscy żyją beztrosko wtrącała Grażyna.

Zgodziłam się, iż Małgorzata i Tamara nie mają życia jak cukierki, ale Katarzyna kąpie się w miłości i pieszczocie. Piękna Katarzyna, nie da się ukryć, wszyscy mężczyźni odwracają głowy, gdy przechodzi obok Marzy się o niej każdy, choćby z sąsiedniej wsi przyjeżdżają na motocyklach, przynoszą prezenty. W niedzielę wróciłam z sklepu i zobaczyłam ją w sukience, z bukietem kwiatów i dużą pudłem czekolad, uśmiecha się i mówi, iż podarował jej Iwan z sąsiedniej wsi.

Tak, Katarzyna piękność, nie ma co ukrywać dodała Grażyna. Plotka głosi, iż choćby nasz sołtys podcina się do niej pod osłoną nocy. Gdyby jego żona się dowiedziała, Katarzyna skończyłaby z łysą głową.

Właśnie, Katarzyna żyje wesoło odpowiedziałam.

Wesoło, tak? A ma już lat trzydzieści pięć Przyjeżdżają kawalerowie na motocyklach i samochodach, rozdają jej prezenty. Czas mija, młodość odchodzi, a ona wciąż sama.

Myślę, iż Katarzyna też rozmyśla o tym w ciszy, płacze w poduszkę, nikt tego nie widzi.

Rzeczywiście, Grażyno, nie wszystkie te kobiety są szczęśliwe, a ja im po prostu zazdroszczę. Chyba mgła zasłoniła mi oczy.

Długo jeszcze gadaliśmy, potem Grażyna pobiegła do domu, a ja wziąłem łopatę i poszedłem do ogródka przykopować ziemniaki. Przyszli dzieci ze szkoły, nakarmiłem ich, przywitałem krowę Zofię, jądołem. Eryk wrócił z pracy, nakarmiłem go, i tak minął kolejny dzień cicho, spokojnie, jak zawsze.

Nocą nie mogłem zasnąć, w końcu zmrużyłem oczy i we śnie zjawiła się moja zmarła babcia, Jadwiga. Pojawiła się nagle i rzekła:

Zuzanno, nie gniewaj się na Boga, nie narzekaj na los. Próby przychodzą nam w miarę naszych sił, a w twoim życiu ich nie było wiele. Żyj tak, jak cię stworzył.

Obraz babci rozmył się w mgle, a ja się obudziłem. Poczułem wstyd, iż narzekałem na życie, litoł się nad sobą, zazdrościłem innym, myśląc, iż są szczęśliwsi.

Świt rozświetlił niebo. Leżałem w łóżku, obok mruczał Eryk, tykały zegary. Wstałem, owinąłem się płaszczem i wyszedłem na ganek. Mgła się rozpraszała, rosą błyszczały trawy, dzień zapowiadał się pięknie.

Jak dobrze żyć, pomyślałem radośnie, wszystko jest w porządku. Przez długi czas żyłem w mglistym zawieszeniu, patrząc z zazdrością na innych i wyobrażając sobie ich losy. Nie miałem pojęcia, jak naprawdę żyją ludzie. Marząc o szczęściu sąsiadów, nie zauważałem, iż i ja mam własne szczęście kochającego męża Eryka, dwóch wspaniałych synów, którzy radzą sobie w szkole, i dom pełen spokoju. Te drobne sprawy, o które się martwiłam, są niczym w porównaniu z tym, co naprawdę się liczy. Mgła odeszła.

Wszedłem z powrotem do domu, zdjąłem płaszcz, zajrzałem do pokoju dzieci, podwinąłem Michałkowi kołdrę. Powoli odzyskiwałem równowagę, a wszystko wróciło na swoje miejsce. Życie toczy się dalej.

**Lekcja, którą wyniosłem:** nie warto tracić energii na zazdrość i marzenia o cudzym życiu. Szczęście można znaleźć w codziennych drobiazgach w rodzinie, w prostych obowiązkach i w spokoju, który niesie dom. Mgła przejrzystości rozwiewa się, gdy doceniamy to, co mamy.

Idź do oryginalnego materiału