Mgła opadła i tajemnice ujrzały światło dzienne

newsempire24.com 1 dzień temu

Mgła w końcu się podniosła

Ostatnio często zastanawiałam się nad własnym życiem. Żyło mi się nudno codziennie to samo. Mimo iż mam rodzinę: męża Marka i dwóch synów, Janka i Kacpra, którzy są najlepszymi uczniami w szkole.

Obudziłam się wcześnie, kiedy w sypialni słychać było rytmiczny stukot starego zegara. Za oknem ledwo wschodziło słońce. Nie mogłam już zasnąć, leżałam jeszcze w łóżku, a w głowie krążyły myśli o nadchodzącym dniu.

Zaraz wstanę i zacznie się kolejny taki sam dzień, pełen obowiązków pomyślałam. Najpierw doje dam krowę Zorzę, nakarmię ją i wypuścę na pastwisko, potem zajmę się resztą bydła. Potem muszę zrobić śniadanie dla Marka i dzieci. Obudzę ich, zawiożę chłopców do szkoły, a Marka do pracy. O, i dziś muszę podkopać ziemniaki, bo inaczej urośnie, więc chwycę motykę i ruszam na ogródek.

Wstałam i zabrałam się do domowych spraw, a w głowie wciąż brzmiało:

Dziś trzeba wyprać pranie, podjeść do podwórka i posprzątać kwiatki, odkurzyć podwórko, już od dawna tego nie robiłam. Ech, moje życie takie nudne, same obowiązki Dzień się rozpoczął.

Marku, wstawaj, już czas popchnęłam go lekko w ramię, ale on wciąż nie otworzył oczu.

Tak, już wstaję mruknął i przewrócił się na plecy.

Dzieci, wstawajcie, czas się szykować, jedzcie śniadanie i iść do szkoły. Janku, nie ziewaj, wstawaj, bo nie pójdę za ciebie. Nie śpij cały dzień, bo później będziesz musiał wstawać wcześniej powiedziałam, nie mając zamiaru się złośliwie obrazić. Młodszy Kacperek już podskoczył, był lekki na nogę, a Jankus jeszcze się przeciągał.

W końcu rozesłałam wszystkich po ich sprawach, wzięłam się za pranie i wywiesiłam czyste pościele na podwórku. Dziś było jakoś przygnębiająco, nie potrafiłam określić dlaczego, ale ostatnio coraz częściej czułam, iż nie jestem zadowolona ze swojego życia.

Zaczęłam podlewać kwiatki, gdy nagle do podwórka weszła sąsiadka Jadwiga, energiczna i zawsze w biegu. Zawsze krzyczy na swoje zwierzęta, a hałaśliwe rozmowy słychać po całej wsi.

Jadwigo, co wczoraj wieczorem znowu się pomieszało? zapytałam.

No wiesz mój syn Paweł wrócił, adekwatnie to nie wrócił, a wlecze się pod dom. Cały wieczór czekałam, bo musiałam przestawić szafę, a on była ciężka i już rano go ostrzegłam, a on O matko, nie mogę na niego patrzeć, znów po prostu wpadł do domu Igna, a tam sama wiesz, domówki i wóda Twój Marek nie pije, ja go nigdy nie widziałam pijącego.

Jadwiga zazdrościła mi spokojnego życia, ciszy w podwórku, nie tak jak w jej domu. Kiedy zauważyła, iż Jadwiga jest smutna, zapytała:

Jagodo, czemu jesteś taka przygnębiona? Coś cię trapi?

Usiadłam na ławce przy podwórku, Jadwiga usiadła obok.

Nie wiem, Jadwigo, coś mnie przytłacza. Czuję, iż wszystkie interesujące przygody mijają mnie, a inni żyją lepiej, szczęśliwiej, bardziej kolorowo. Chciałabym coś zmienić, niekoniecznie jak w kinie, ale przynajmniej jak u naszych sąsiadów.

Och, Jagodo, po co się lamentować? U ciebie wszystko gładko płynie, spokojnie i cicho odparła zaskoczona sąsiadka. Czego ci jeszcze brak?

Patrzę na Małgorzatę, jej mąż Witek jest przystojny, wszyscy razem chodzą po miasteczku, przytulają się i całują na oczach przechodniów. Małgorzata pracuje jako główna księgowa, ubiera się elegancko. To nie życie, to bajka Witek jeździ samochodem, na urodziny przynosi czerwone róże z Krakowa. Często tam się wybiera. Życie Małgorzaty nie jest nudne.

No widzisz, masz komu zazdrościć przerwała Jadwiga. Siedząc w domu, nie widzisz, co się dzieje. A Witek to prawdziwy cwaniak, awanturnik, nie przepuści żadnej pięknej dziewczyny. Małgorzata wie o tym i stara się pięknie wyglądać, kupuje nowe ciuchy, stroi się dla męża. A on, jak kot w marcu Kocha Małgorzatę, taki jest widokowy mąż. A w domu może i rękę położyć. Jego życie jest huczące, jeździ samochodem do miasta, tam ma kobiety i choćby młode dziewczyny.

O mój Boże, Jadwigo, skąd to wiesz? Może po prostu jeździ tam w sprawach służbowych.

No właśnie, w sprawach! A po co jeszcze? Po jakich sprawach wyjeżdża o dziesiątej wieczorem i wraca rano? Moja siostra, sąsiadka, przyjaciółka Małgorzaty, widzi wszystko. Mała plotka o tym, iż Małgorzata ukrywa siniaki pod podkładem. Żyje w ciągłym strachu, iż Witek ją zostawi albo pobije. A ty mówisz, iż to bajka. Kto potrzebuje takiej bajki? mówiła Jadwiga, nieco podniecona, a ja patrzyłam na nią z niedowierzaniem, choć w pewnym sensie była prawda.

Po chwili milczenia kontynuowałam:

Dobra, jeżeli tak jest, nie będę zazdrościć Małgorzacie. A co powiesz o Tamary? Nie można powiedzieć, iż jej mąż Andrzej jej nie kocha. On jest w niej zakochany po uszy, a ich syn jest też kochany. Zakazał jej choćby pracować, sam wszystko robi w domu. Czasem jeździ z nią na kurort, to już prawdziwa miłość. Szczęśliwa Tamara A ja mam życie mdłe, nudne.

No, Jagodo, i tu trochę przesadzasz.

Dlaczego? Andrzej nie pije, nie hulaka, gospodarzem jest.

A wiesz, iż ich najstarszy syn jest chory? Przynajmniej młodszy Antoś jest zdrowy, chodzi do szkoły, to dobry chłopak.

Wiem przyznałam. Wiem, iż syn jest chory, nie wiem jakiej choroby. Mieszkają dalej, na dolnej ulicy, na końcu wsi. Andrzeja znam, a Marek mój dobrze o nim mówi. Tamara? Znam ją, chodziliśmy razem do szkoły, zaraz po maturze wyszła za Andrzeja. Mieli w szkole swoją miłość.

Ich starszy syn, Wanka, jest bardzo chudy, rówieśnicy już w ósmej klasie. On zachowuje się jak siedmioletni chłopiec, głowa mu nie rośnie. Nie wiem, co to za choroba, ale Tamara z Andrzejem wożą go do sanatorium, dostają darmowy wstęp. A ty mówisz, iż jeżdżą na kurort Niech Bóg nie dopuszcza takiego kurortu.

No właśnie, niech Bóg nie dopuszcza. Skąd wiesz te wszystkie rzeczy? Co się dzieje w naszej wsi, kto gdzie jedzie.

Pracuję na farmie, tam wszystkie plotki i nowinki. Oksana, nasza pracownica, siostra Andrzeja, wszystko słyszy, a ma język długi jak sznur.

No tak, nie ma sensu zazdrościć. Jak mówią: każdy dom ma swoje sekrety, a ja nie znam tych szczegółów odparłam.

Nie znasz, bo cały czas w domu, idziesz do sklepu i to wszystko. Nie stoisz przy studni, nie rozmawiasz z sąsiadami. Po co iść do studni, skoro Marek przyniósł ci wodę, wykopał studnię, a on jest gospodarzem, dobrym mężem. Och, Jagodo, chyba po prostu nudzisz się, nie widząc innego życia, więc myślisz, iż wszyscy żyją po swojemu drwiła Jadwiga.

Zrozumiałam, iż życie Małgorzaty i Tamary nie jest cukrem pudrem, ale Katarzyna kąpie się w miłości i czułości. Piękna Katarzyna, nie da się ukryć, wszyscy faceci przewracają się, gdy przechodzi obok Marzą o niej, przyjeżdżają z sąsiedniej wsi na motocyklach, przynoszą prezenty. W niedzielę wróciłam z sklepu i zobaczyłam ją w pełnym rozkwicie, z bukietem kwiatów i wielką paczką czekolad, uśmiecha się i mówi, iż podarował jej Ilya z sąsiedniej wsi.

Tak, Katarzyna to piękność, nie da się ukryć dodała Jadwiga. Plotkują, iż choćby nasz wójt podkrada się do niej po cichu, kiedy żona nie patrzy. Niech Bóg nie pozwoli, żeby jego żona się o tym dowiedziała, bo Katarzyna skończyłaby bez włosów, a jego żona byłaby wściekła zaśmiała się.

No właśnie, Katarzyna żyje wesoło odpowiedziałam.

Wesoło, tak wesoło, ale ile ma lat? Trzydzieści pięć Przychodzą ją kawalerzy na motocyklu i w samochodzie, ona z kimś przeskakuje. Dostają jej prezenty. Czas leci, a nikt nie chce jej poślubić. Życie mija, młodość odchodzi, a ona wciąż sama.

Myślę, iż Katarzyna także się nad tym zastanawia i w samotności płacze pod poduszką, choć nikt tego nie widzi.

Och, Jadwigo, to prawda. Gdy tak się przyjrzymy, te kobiety nie są aż tak szczęśliwe, a ja im naprawdę zazdroszczę. Chyba jakiś mglisty filtr zasłania mi oczy

Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę, potem Jadwiga pobiegła do domu, a ja wzięłam motykę i poszłam do ogródka przykopać ziemniaki. Przyszli dzieci ze szkoły, nakarmiłam je, przywitałam krowę z pastwiska i dojełam. Marek wrócił z pracy, nakarmiłam go, i tak minął kolejny dzień spokojny i cichy, jak zawsze.

Tej nocy nie mogłam zasnąć, w końcu zasnęłam z trudem, a we śnie zjawiła się moja zmarła babcia, Zofka. Pojawiła się jakby z nikąd i powiedziała:

Jagodo, nie gniewaj się na Boga, kochana, nie narzekaj na swoje przeznaczenie. Trudności przychodzą nam w miarę sił, a w twoim życiu nie było ich naprawdę dużo. Żyj tak, jak cię los ułożył

Obraz babci rozwiał się w mgłę, a ja się obudziłam. Nagle poczułam wstyd, iż narzekałam na życie, współczułam sobie, zazdrościłam innym, myśląc, iż ich szczęście jest lepsze od mojego.

Weszło już jasno. Leżałam w łóżku, obok mruczał Marek, zegar tykał. Wstałam, narzuciłam na ramiona płócienną chustę i wyszłam na werandę. Mgła się rozpraszała, rosa błyszczała na trawie, dzień zapowiadał się pięknie.

Jak pięknie żyje się pomyślałam radośnie. Wszystko dobrze Przez całe życie żyłam w mgławie, patrząc z zazdrością na innych i wyobrażając sobie ich życie. Nie miałam pojęcia, jak naprawdę żyją ludzie. Marząc o szczęściu sąsiadów, nie zauważałam, iż mam własne szczęście, które od dawna istnieje Kochający mąż Marek, który nigdy mnie nie zranił, kochani synowie, którzy radzą sobie w szkole, nie sprawiają żadnych kłopotów. A te drobne rzeczy, o których myślałam, są zupełnie nieistotne. Jakże dobrze, iż mgła się rozwiała.

Wróciwszy do domu, zdjąłam chustę, zajrzałam do pokoju dzieci, podwinęłam Misiowi koc. Powoli wracam do siebie, a wszystko wraca na swoje miejsce. Życie toczy się dalej.

Idź do oryginalnego materiału