Nie raz już pożałowała, iż się zgodziła. Choć, jak się dobrze zastanowić, czy ktoś ją w ogóle pytał? Decyzja zapadła bez niej, jakby jej zdanie nie miało już znaczenia…
Mąż Alicji – Aleksy – odszedł nagle. Została sama w starym, dwupokojowym mieszkaniu na osiedlu, w którym przeżyła z nim czterdzieści lat – w zdrowiu i w chorobie, jak to się mówi. Bardzo ciężko było pogodzić się z tą pustką. Ale życie nie pyta. Musiała jakoś nauczyć się samotności.
Minęły trzy miesiące, gdy któregoś popołudnia zadzwoniła Krystyna i rzuciła prosto z mostu:
– Mamo, wszystko drożeje, a nam z Michałem nie starcza. Małgosia rośnie, ubrania droższe niż dla dorosłych, właścicielka podniosła czynsz…
Mamo, możemy wprowadzić się do ciebie? Będzie nam wszystkim lżej. A ty nie będziesz tak sama. Obiecuję, iż z Michałem będziemy opłacać rachunki…
Alicji zrobiło się żal córki, ale…
– Krystyno, jak my się wszyscy pomieścimy w dwóch pokojach? – zapytała cicho.
– Jakoś się pomieścimy. My z Michałem, ty z Małgosią. Może będzie trochę ciasno, ale za to razem i raźniej – zaśmiała się Krystyna.
– Zresztą, mamo, wiesz dobrze, iż już połowa mieszkania należy do mnie, a reszta po tacie i tak się podzieli między nas…
Alicji zrobiło się zimno. Już wiedziała, iż jej zgoda to tylko formalność.
– Wprowadzajcie się – powiedziała, choć czuła, iż sprawa jest już przesądzona.
Od tamtej pory wszystko się zmieniło. Nie było już tego, kto zawsze stawał za nią murem – Aleksego.
Alicja była spokojna, ugodowa, nie umiała się postawić. I córka z zięciem nie mieli żadnych skrupułów, by to wykorzystać.
– Mamo, zapłać za mieszkanie, bo chwilowo nie mamy. Oddam ci potem – rzuciła któregoś dnia Krystyna.
Ale nikt nic nie oddał. A rachunki? Rosły z każdym miesiącem. Wody i prądu nikt nie oszczędzał. Alicja płaciła, jakby tak miało być.
– Mamo, skoro i tak siedzisz w domu, to ugotuj coś! – córka choćby nie prosiła, tylko rozkazywała.
– A co mam ugotować?
– Coś, co znajdziesz w lodówce.
W lodówce – jak zwykle – pustki. Gdy Alicja o tym wspomniała, Krystyna tylko wzruszyła ramionami:
– No to kup coś! Ja pracuję, nie mam czasu. Zanim po pracy coś kupię i ugotuję, to mi się już odechce jeść. A ty masz czas. Serial ci nie ucieknie.
– Krystyno, ale skąd mam wziąć pieniądze? Zapłaciłam rachunki, kupiłam leki, zrobiłam zakupy na dwa tygodnie. Z mojej emerytury już nic nie zostało…
Krystyna rzuciła na stół pięćset złotych i wyszła, trzaskając drzwiami.
Takie rozmowy zdarzały się co tydzień. Po nich Krystyna potrafiła nie odzywać się do matki przez kilka dni.
Ale to była jeszcze pestka…
Kiedy cała rodzina była w domu, Alicja czuła się jak intruz. Na kuchni siedział zięć w podkoszulku, w szortach, popijał kawę albo piwo. Krystyna zamykała się w swoim pokoju, oglądała telewizję, spała, plotkowała przez telefon.
Małgosia grała do późna w gry komputerowe albo sprowadzała koleżanki – śmiechu i hałasu nie było końca.
Latem Alicja uciekała na ławkę pod blokiem. Czekała, aż dom nieco ucichnie. W weekendy jeździła na działkę.
– Coś cię, Alicjo, nie widać ostatnio na działce, odkąd Aleksego zabrakło – zagadnął Antoni, sąsiad.
– Życie rodzinne mnie pochłania – odpowiedziała gorzko. – Ale tutaj wszystko mi o nim przypomina. Wiesz, Antoni, czasem proszę Aleksego, żeby mnie zabrał. Bo od kiedy go nie ma, ja też nie mam już swojego miejsca. Myślę, żeby tu zamieszkać na stałe.
Alicja opowiedziała mu wszystko. Antoni westchnął:
– Mówią, iż to synowie bywają tacy czy owacy, ale córki potrafią być jeszcze gorsze.
– Alicjo, jak tu przeżyjesz zimę? To nie blok. Za miesiąc przymrozki, a tu ani sklepu, ani odśnieżonej drogi, ani ogrzewania.
– Poradzę sobie. Zrobię zapasy, wynajmę sąsiada do przywozu, kupię grzejnik. Dam radę.
– A jak coś się stanie? Zimą tu nie ma żywej duszy!
– Wtedy pójdę do Aleksego… Ale z nimi nie chcę już żyć.
Następnego dnia Antoni zaprosił ją na działkę.
– Wpadnij, pokażę ci dynie. Wybierz sobie jaką chcesz. Zjemy lody, mam ich pełną zamrażarkę. I… muszę z tobą o czymś porozmawiać.
– jeżeli chcesz mnie odwodzić od przeprowadzki, to nie próbuj. Jestem pewna.
– Alicjo, spokojnie. Chciałem ci tylko powiedzieć: zostań moją towarzyszką.
– Towarzyszką? – zmarszczyła brwi.
– No tak. Przecież oboje jesteśmy samotni. Możemy sobie pomóc. Ty, choć masz rodzinę, nie masz w niej swojego miejsca. Ja – nie wpuściłem nikogo w swoje życie, bo wiem, jak to się kończy. Większość kończy jak u ciebie.
Przeprowadź się do mnie, do miasta, na zimę. Nie myśl sobie nic złego. Po prostu – razem raźniej.
Zakupy zrobię, do apteki pójdę, jak trzeba – wspólnie. Gotować i sprzątać potrafię, ale nie ukrywam – obiad zrobiony kobiecą ręką smakuje lepiej. Taką mam propozycję. Alicja milczała i łzy jej popłynęły.
– Obraziłaś się? – zaniepokoił się Antoni.
– Nie, nie obraziłam się. Ale… Co ludzie powiedzą?
– Kto by tam patrzył? choćby jeśli, to niech gadają!
Alicja wróciła tylko po rzeczy.
– A dokąd to? – spytała Krystyna.
– Na działkę.
– Mamo, przecież nikt cię nie wyrzuca. Sama tak zdecydowałaś, a teraz będziesz opowiadać, iż przez nas?
Trzeba opłacić czynsz. Masz pieniądze?
– Radźcie sobie sami. I tak nie mam tu choćby własnego kąta…
Telefon zadzwonił.
– Antoni, już spakowałam. Pomóż mi, proszę. Nie mam tu już nikogo…
Antoni pędził jej pomóc. Cieszył się, iż zgodziła się zamieszkać u niego, i po cichu marzył, iż może kiedyś… będą sobie jeszcze bliżsi.