Mdli mnie od ciebie od pierwszej nocy poślubnej! Jest mi niedobrze na twój widok! Zostaw mnie w spokoju!” – krzyknął mąż w naszą rocznicę

twojacena.pl 7 godzin temu

Nudzę się tobą od pierwszej nocy poślubnej! Masz mnie dość! Zostaw mnie w spokoju! rzucił mąż prosto w naszą rocznicę.

Długo wybierałam restaurację na naszą drugą rocznicę ślubu. Chciałam czegoś wyjątkowego nie tylko pięknego miejsca z dobrym jedzeniem, ale przestrzeni, gdzie każdy szczegół tworzyłby atmosferę wieczoru.

W końcu zdecydowałam się na Złotą Kaczkę nowe miejsce w zabytkowej kamienicy z witrażowymi oknami i starymi żyrandolami.

Tomasz krzywił się, gdy pokazywałam mu zdjęcia wnętrza.

Po co taki przepych? Możemy po prostu usiąść gdzieś we dwoje. Komu potrzebna ta tania pompa?

Ale postawiłam na swoim. Zaprosiłam sześćdziesięciu gości, zamówiłam muzyków i prowadzącego. Po tamtym strasznym wypadku samochodowym pół roku temu pragnęłam prawdziwego, kolorowego, niezapomnianego święta.

Przygotowania zajęły mi kilka tygodni.

Jeszcze raz sprawdziłam, czy wszystko gotowe: dekoracje sali, menu, program wieczoru, prezenty dla gości. Chciałam, by było idealnie. Może dlatego, iż to pierwsze duże przyjęcie po moim powrocie ze szpitala. A może po prostu dlatego, iż tę rocznicę chciałam uczynić wyjątkową w każdym calu. choćby w detalach.

Poprawiłam fałdy granatowej sukni i spojrzałam na zegarek. Goście mieli lada chwila zacząć się schodzić. Tomasz stał przy oknie, rozmarzony, wpatrzony w ulicę. W odbiciu szyby widziałam jego zaciśniętą twarz.

O czym myślisz? zapytałam, podchodząc bliżej.

Tak sobie mąż sięgnął po kieliszek. Po prostu nie lubię takich imprez. Tyle zamieszania i niepotrzebnych gestów! I po co? Dla pokazówki!

Milczałam. W ciągu dwóch lat małżeństwa nauczyłam się nie reagować na jego wybuchy. Zwłaszcza dziś! W dzień, który planowałam miesiącami.

***

Pierwsi przyjechali moi rodzice. Tata, jak zawsze, wyglądał elegancko. Mama założyła nową sukienkę w kolorze starej róży, która pasowała do jej urody. Od progu rzuciła mi się w ramiona:

Jakże się cieszę, córeczko, iż jesteś z nami. Nie mogę się na ciebie napatrzeć! Po tamtym wypadku myślałam, iż oszaleję

Mamo, nie zaczynaj przerwałam łagodnie. Dziś tylko dobre chwile. Umówiłyśmy się, pamiętasz?

Niedługo potem zjawili się koledzy z firmy ojca, gdzie razem z Tomaszem pracowaliśmy, przyjaciele, krewni. Witałam gości z uśmiechem, ale kątem oka obserwowałam męża. Trzymał się na uboczu, od czasu do czasu popijając whisky. To było dziwne zwykle nie pił alkoholu choćby na większych imprezach.

Pani Irena, nasza główna księgowa, podeszła, by się przywitać. Zauważyłam, jak lekko pobladła, gdy się do niej odwróciłam. Pewnie przypomniała sobie, jak odwiedzała mnie w szpitalu. Leżałam oplątana kablami, lekarze nie dawali mi szans

Kinga, błyszczysz dziś jak gwiazda powiedziała z wymuszonym uśmiechem. Wyglądasz cudownie! Zwłaszcza jak na kogoś, kto niedawno wrócił z tamtego świat

Idź do oryginalnego materiału