Mam już dość słuchania jej historii o rodzinie! westchnęłam zniecierpliwiona.
To nasza sąsiadka, mogłabyś po prostu ją wysłuchać? zapytał mój mąż.
Zawsze mówi o tym samym.
A przecież na co dzień byłam spokojną i cierpliwą osobą, ale nie, jeżeli chodziło o sąsiadkę Zuzannę. Mój mąż po prostu nie mógł zrozumieć, dlaczego tak mnie to irytuje. Dawniej choćby się przyjaźniliśmy całymi rodzinami. Zuza była ode mnie o piętnaście lat starsza. Kiedy jej rodzice odeszli, razem z dwiema siostrami zaczęły wspólnie gospodarować rodzinną kamienicą na Starym Mieście w Krakowie.
Wydawało się, iż wszystko ułoży się bez większych problemów. Siostry postanowiły bowiem sprzedać dom i podzielić pieniądze równo na trzy części. Niestety, nie obeszło się bez sprzeczek.
Szczegółów nie znałam tylko to, co usłyszałam od babci. Zuza uprosiła rodzeństwo, aby pozwoliły jej zostać w domu, bo miała kłopoty i obiecała, iż odda pieniądze, gdy się z nich wyplącze. Siostry zgodziły się i choćby oficjalnie zrzekły się spadku. Co było dalej tego dokładnie nie wiem. Przeczuwam jednak, iż do dzisiaj nie oddała im tych pieniędzy.
Często przychodziła do mnie i narzekała na rodzinę:
Kompletnie o mnie zapomnieli. Nie dzwonią, nie piszą, nie chcą ze mną rozmawiać. Nic ich nie obchodzi poza pieniędzmi!
No tak, obiecała przecież, iż odda! Ale nie, wszyscy są źli i zawistni, a tylko ona sprawiedliwa. Już chciałam do nich zadzwonić ciągnęła Zuza bo ledwo starcza mi pieniędzy na utrzymanie tego domu. Powinny coś dołożyć, przecież to nie tylko mój dom!
Ale przecież zrzekły się, mówiły ci to
No i co z tego? To też ich dom! Tu się wychowałyśmy, to był dom naszego ojca. Serio nie czują się za niego odpowiedzialne?
Może się obraziły, bo miałaś oddać im pieniądze, a obiecałaś
Po pierwsze nikt ich nie zmuszał do żadnej ugody. Po drugie mówiłam, iż oddam, jak będę miała, a przez cały czas nie mam. Szkoda mi byłoby sprzedawać ten dom tylko po to, żeby im wypłacić ich część. Gdzie bym się wtedy podziała? Nikogo nie obchodzi, co się ze mną stanie, liczą tylko pieniądze.
Spojrzałam wtedy na swojego męża. Siedział tam z miną mówiącą wszystko. Widziałam w jego spojrzeniu zrozumienie i przekonanie, iż już nigdy nie zapyta, czemu nie cieszę się z wizyt Zuzanny.







