Gdzie stawiasz tę wazę? Przecież mówiłam, żeby schować ją do kredensu, kompletnie nie pasuje do mojego serwisu powiedziałem, starając się zachować spokój, choć w środku wszystko we mnie wrzało jak rosół na niedzielę. Nerwowo poprawiłem fartuch i spojrzałem na żonę, która z rozbrajającą miną przesuwała kryształową salaterkę z kąta w kąt.
Basia, przecież nie ma to znaczenia Adam uśmiechnął się, próbując mnie udobruchać, jak zwykle z tą swoją miną skruszonego chłopca, która dziś wyjątkowo mnie irytowała. Kinga zawsze lubiła tę wazę. Twierdziła, iż w niej sałatka jarzynowa wygląda odświętnie. Skoro wszyscy mamy być razem, dla chłopaków, to niech będzie miło każdemu, prawda?
Stanąłem z nożem nad krojonym ogórkiem, wstrzymując powietrze i licząc w myślach do trzech, żeby nie wybuchnąć.
Adam powiedziałem niskim, ostrym tonem. Chciałbym coś wyjaśnić. Mam gości w swoim mieszkaniu. Ja, twoja żona, szykuję stół od dwóch dni: marynowałem mięso, piekłem blaty do tortu, myłem podłogi. A teraz mówisz, iż trzeba postawić tę okropną wazę, bo lubiła ją twoja była? Serio, uważasz, iż to sensowny argument?
Adam westchnął ciężko, usiadł na krześle, jakby przygniatały go wszystkie troski świata.
Basia, proszę cię, nie zaczynaj. Przecież się dogadaliśmy. Chłopakom bliźniakom stuknęła dwudziestka, to ważna okazja. Chcieli mieć tu oboje rodziców. Miałem odmówić Kindze? Przecież to ich matka. Tylko jeden wieczór. Posiedzimy, podzielimy tort, rozchodzimy się. Chciałbym, żeby było spokojnie, bez awantur. Jesteś rozsądną kobietą.
Rozsądna kobieta zawsze mnie to wkurzało. W praktyce oznaczało: Wygodna kobieta. Taka, co przemilczy, zacisnie zęby, odsunie się i udaje, iż jej nie ma, gdy inni ją pomijają.
Jesteśmy razem już pięć lat. Przyjąłem Adama z jego przeszłością, alimentami, wszystkimi weekendami u bliźniaków, gdy byli trudnymi nastolatkami. Nigdy nie robiłem problemów chłopaki, Tomek i Bartek, często bywali u nas, miałem z nimi luz, było wręcz przyjaźnie. Ale Kinga? Kinga to inna historia. Głośna, stanowcza, wiecznie przekonana, iż Adam to jej własność, chwilowo użyczona komuś innemu.
Nie mam nic do chłopaków, Adam. choćby pogodzę się z tym, iż zaprosiłeś Kingę, choć normalni ludzie takie spotkania robią w restauracji, a nie z byłymi żonami w domu obecnej. Ale czemu mam podporządkowywać wystrój jej guścikom? Może jeszcze mam włożyć sukienkę, która jej się podoba? Albo uczesać się jak ona?
Przesadzasz machnął ręką Adam, wstając. Dobrze, schowam tę wazę, ale nie dąsaj się, proszę. Chłopaki będą za chwilę, razem z nią. Samochód ma w warsztacie, przywiozą ją bliźniacy. Dość tych spięć, co? Chociaż na święto.
Podał mi suchy buziak na policzek i poszedł golić się do łazienki. Zostałem sam w kuchni, wśród garów i jedzenia. Schab piekł się w piekarniku, na kuchence bulgotał żurek. Pachniało cudownie a ja nie miałem ochoty choćby spróbować. Czułem się, jakbym szykował stypę swojemu poczuciu godności.
Godzinę później rozległ się w korytarzu huk. Śmiechy, tupanie, głośne głosy.
Gdzie nasz tatuś? rozpoznałem ten głos z daleka. Ostry, przepełniony echem i pewnością siebie. Adaś, już jesteśmy!
Zsunąłem fartuch, poprawiłem włosy przed lustrem w korytarzu i wyszedłem przywitać gości.
Korytarz był pełen. Tomek i Bartek, prawie dwumetrowi chłopcy, zdejmowali kurtki. Po środku, jak królowa balu, stała Kinga w czerwonej sukience zbyt ciasnej na ten typ figury, a włosy usztywnione połową lakieru.
O, Basia, dzień dobry rzuciła choćby nie patrząc w moją stronę. Już wypatrywała Adama. Przywiozłam prezenty! Adaś, chodź tu, pomóż mamie torby z przetworami wnieść!
Adam wybiegł z pokoju, rozpromieniony, zabiegany.
Hej, chłopaki! Wszystkiego najlepszego! Objął synów, poklepał po plecach. Kinga, cześć. Po co te przetwory? Stół się ugina!
Oj, wasze stoły znam! Kinga teatralnie przewróciła oczami, w końcu spojrzała na mnie, jakby z łaski. Basia pewnie znowu wszystko dietetycznie, bez smalcu i sól ograniczała? Chłopaki muszą konkretnie pojeść. Przywiozłam swoje ogórki, pomidory, grzybki, no i galaretę prawdziwą, na golonce, nie to z kurczaka, jak ostatnio.
Spłonąłem rumieńcem. Pół roku temu Kinga też tu była i wtedy skrytykowała wszystko, do czego miała dostęp.
Witam, Kinga odparłem chłodno, choć uprzejmie. Zapraszam. Jedzenia nie zabraknie. Galaretę zrobiłem dziś wołową, przejrzystą jak łza.
Zobaczymy prychnęła Kinga i bez pytania weszła do salonu. Ojej, kanapy nie zmieniliście? Adaś, mówiłam rok temu, iż ten kolor postarza pokój. I te zasłony Ponuro tu. Pamiętasz, jakie mieliśmy jasne rolety w tamtym mieszkaniu?
Adam dreptał za nią z torbami.
Nam się podoba. Jest swojsko.
Swojsko to jak się dusza raduje, a tu jak w krypcie zadecydowała Kinga, zasiadając na złej kanapie. Chłopaki, myć ręce! Basia, na co czekasz? Nakrywaj, panowie głodni!
Zacisnąłem pięści, aż paznokcie wbiły mi się w dłonie. Spokojnie powtarzałem sobie dla Adama, żeby nie psuć chłopakom święta.
Cicho wróciłem do kuchni. Po chwili Adam wszedł za mną.
Basia, nie obrażaj się, ona tak ma szepnął, łapiąc talerze. Taki ma charakter, bez złych intencji. Lubi rządzić. Pomogę ci wynieść sałatki.
Nie trzeba, poradzę sobie powiedziałem krótko.
Biesiada zaczęła się fatalnie. Kinga usiadła z prawej strony Adama, tak blisko, iż aż się stykały. Bliźniacy zajęli miejsce naprzeciw, a ja na końcu stołu, jak kelner, czekający na polecenia.
Za moich orłów! Adam wznieśli kieliszek. Dwadzieścia lat! Jak jeden dzień minęły!
No właśnie, Adasiu! natychmiast dorzuciła Kinga. Pamiętasz, jak mnie do szpitala wiozłeś? Gołoledź, samochód nie chciał odpalić, biegałeś wokół poloneza w samej koszuli, śmieszny taki, przerażony! A potem pod oknami krzyczałeś: Kto? Kto?. Ale było śmiechu!
Zaśmiała się głośno, kładąc rękę Adamowi na ramię. Ten uśmiechnął się nostalgicznie, pogrążając się w dawnych wspomnieniach.
Było, było Młodzi wtedy byliśmy, głupoty się robiło.
A pamiętasz, jak Bartek pierwszy raz w kałużę wpadł w nowym garniturku? Do twojej mamy na imieniny szliśmy, a on cały ubrudzony! Myliśmy go w fontannie!
Opowieści przechodziły jedna w drugą. Kinga perfekcyjnie prowadziła rozmowę, kręcąc się wokół czasów, kiedy byli rodziną. A pamiętasz wakacje w Kołobrzegu?, A pamiętasz, jak tapetowaliśmy ściany?, A pamiętasz, jak złamałeś nogę, a ja cię karmiłam łyżeczką?
Siedziałem cicho, dłubiąc widelcem w sałatce. Czułem się tu niepotrzebny. Obcy. Dekoracja. Bliźniaki wpatrzone w telefony tylko czasem przytakiwały matce, a Adam, rozczulony winem i sentymentami, zapominał, iż obok niego siedzi jego obecna żona.
Basia, podaj chleb rzuciła Kinga, nie przerywając opowieści o tym, jak Adam uczył ją prowadzić. Krzyczał Hamuj!, a ja gaz wciskałam! Prawie wjechałam w płot! Adasiu, przecież aż posiwiałeś wtedy!
To się zgadza roześmiał się Adam. Zawsze byłaś kierowcą, Kinga.
Byłaś moją.
Te słowa zabrzmiały jak strzał. Spojrzałem na Adama. choćby nie zauważył, co mówi. Patrzył na Kingę z tą cielęcą czułością, jakby wspominał najlepsze lata.
Ale ta sałatka przesolona nagle stwierdziła Kinga, kładąc na widelec sałatkę jarzynową. Basia, zakochałaś się, czy co? Zwykle przesala się z miłości. Ale w kim? W mężu własnym, haha! Adasiu, spróbuj mojej galarety, tu jest smak! Czosnku nie żałowałam.
Sięgnęła przez stół, żeby położyć Adamowi kawałek swojej galarety na talerz, na moim żurku.
Kinga, zabierz rękę powiedziałem cicho.
Słucham? Kinga się zatrzymała. Co taki nerwowy?
Powiedziałem: zabierz rękę z talerza mojego męża. I swoją galaretę. Tu jest wystarczająco dużo jedzenia, które przygotowałem.
Zapadła cisza. Bliźniacy oderwali się od telefonów. Adam patrzył przestraszony.
Basia, o co ci chodzi? bąknął. No położyła i już!
Smakuje ci jej galareta? Dobrze się bawisz, wspominając stare czasy? Podoba ci się, jak w twoim domu ktoś inny rządzi, krytykuje meble, jedzenie, żonę?
Oj, przestań fuknęła Kinga. Ale wrażliwy. Ja tylko pomagam, doradzam.
Nie potrzebuję twoich rad spojrzałem w oczy byłej żonie. I twojej obecności. Zniosłem to dla Adama, dla chłopaków. Ale widzę, iż świetnie się tu bawicie beze mnie. Wspomnienia, żarty, nasz polonez, nasze wakacje. Jesteście rodziną, ja tu tylko zgłaszam się jako obsługa.
Basia, przestań Adam spróbował mnie złapać za rękę, ale się odsunąłem. Nie zrozumiałaś. Po prostu wspominaliśmy
Wspominajcie dalej. Nie będę przeszkadzał.
Wyszedłem z salonu. Za mną poleciało głośne szepnięcie Kingi:
Wariatka. Mówiłam ci, Adaś, ona do ciebie nie pasuje. Za dużo sobie wyobraża.
W sypialni zapakowałem do torby kosmetyczkę, piżamę, elektronika. Przebrałem się z eleganckiego stroju na wygodne jeansy i sweter.
Zamówiłem taksówkę przez aplikację. Za 7 minut miał się pojawić samochód.
Wróciłem do przedpokoju, założyłem płaszcz. Z salonu znów dobiegał śmiech. Kinga coś opowiadała, Adam się zaśmiewał. O mnie chyba już nie pamiętają. Pewnie myślą, iż poszedłem się wypłakać, zaraz wrócę.
Stanąłem w drzwiach pokoju.
Wychodzę powiedziałem głośno i wyraźnie.
Zapanowała cisza. Adam odwrócił się z kieliszkiem w ręce.
Dokąd? Po chleb?
Nie, Adam. Jadę do hotelu. Mam dziś też święto dzień wyzwolenia od chamstwa i braku szacunku. Świetnie się tu bawicie w rodzinnym gronie. To świętujcie. Lodówka pełna, tort na balkonie, zmywarka w kuchni, tabletki pod zlewem. Mam nadzieję, iż Kinga nie tylko poje mistrzowsko galaretę, ale i umyje naczynia.
Zwariowałeś? Adam wyskoczył, przewracając kieliszek. Wódka rozlała się po obrusie. Jaki hotel? Środek nocy! Goście siedzą!
Twoi goście, Adam. Nie moi. Miłej zabawy. Sto lat, chłopaki!
Wyszedłem i trzasnąłem drzwiami, kończąc krzyki Adama i pohukiwanie Kingi.
W taksówce tylko patrzyłem na migające światła miasta. Potem zadzwoniłem do najlepszego spa hotelu w Warszawie.
Dobry wieczór, są wolne pokoje? Apartament albo junior suite? Super! Będę za dwadzieścia minut. Proszę o schłodzone prosecco i półmisek owoców do pokoju. I proszę zapisać mnie na masaż na jutro rano. Tak, najwcześniejszy termin.
Hotel przywitał mnie dyskretną muzyką i zapachem drogiego perfumu. Żadnego smażonego cebuli, żadnego hałasu, żadnych cudzych głosów. Pokój był chłodny, z wykrochmaloną pościelą.
Wziąłem prysznic, zmywając z siebie lepkość tego wieczoru. Wskoczyłem w miękki szlafrok, nalałem sobie kieliszek zimnego prosecco i wyszedłem na balkon. Warszawa świeciła światłami, obojętna i spokojna.
Telefon zaczął dzwonić jeszcze w taksówce, ale wyciszyłem go. Teraz spojrzałem na ekran piętnaście nieodebranych od Adama, trzy SMSy.
Co ty robisz?
Wróć natychmiast, wstyd przed ludźmi!
Basia, to nie jest śmieszne, Kinga zszokowana.
Uśmiechnąłem się i wyłączyłem telefon. Wypiłem łyk prosecco. Po raz pierwszy od lat czułem wolność. Nie musiałem się martwić, czy komuś mięso smakuje, czy telewizor gra za głośno, czy Adam się nie obrazi. Byłem sam i to było cudowne.
Rano obudziło mnie słońce. Przeciągnąłem się, zamówiłem śniadanie jajka po benedyktyńsku, croissanty i kawę. Po masażu popływałem w basenie. Przedłużyłem pobyt o jeden dzień. Powrót do domu kompletnie nie kusił.
Włączyłem telefon dopiero wieczorem następnego dnia. Tym razem wiadomości było więcej i ton zupełnie inny.
Basia, gdzie jesteś? Martwię się.
Chłopaki wyszli zaraz po tobie. Powiedzieli, iż zrobiliśmy cyrk.
Kinga wyjechała wieczorem. Pokłóciliśmy się.
Proszę, odbierz.
Wybrałem numer Adama.
Halo! Basiu! Jezu, żyjesz? Gdzie jesteś? Adam brzmiał jakby mu się głos łamał.
W hotelu, Adam. Odpoczywam.
Przepraszam cię zawołał. Jestem głupi. Wszystko zepsułem.
Opowiadaj rzuciłem oschle. Jak minął rodzinny wieczór?
Okropnie. Masakra. Jak tylko wyszedłeś, Bartek wstał i powiedział: Ale macie rodziców. Matka chamka, ojciec mięczak. Basia to normalna kobieta, a wy ją przepędziliście. Z Tomkiem poszli od razu. choćby tortu nie tknęli.
Poczułem satysfakcję. Chłopaki mądrzejsze niż ich stara gwardia.
Co dalej?
Kinga zaczęła wrzeszczeć. Że wychowałem niewdzięczne dzieci. Że ty ich nastawiłeś przeciw niej. Kazała mi sprzątać po biesiadzie. Powiedziałem, iż skoro czuje się jak gospodyni, niech pomoże. Zaczęła się drzeć, strzaskała talerz. Ten od twojej mamy
Kinga rozbiła talerz? mój głos stał się zimny jak lód.
Tak Przypadkiem. Machnęła ręką. Nie wytrzymałem, Basiu. Kazałem jej brać taksówkę i znikać. Pokłóciliśmy się na maksa. Wytknęła mi wszystko: małą pensję sprzed lat, moją mamę, to, iż zmarnowałem jej życie. W końcu ją wygoniłem.
Adam przez chwilę milczał.
Siedzę tu potem sam, wśród brudnych naczyń. Nic nie ruszałem. Nie mam siły. Basia, wróć, proszę. Jestem głupi. Przysięgam, żadnych byłych w naszym domu. Nigdy więcej.
Nic nie posprzątałeś?
Nic. Wszystko stoi.
Bardzo dobrze. Masz czas do jutra rana. Ma być czysto, bez śladu Kingi. Jej ogórki, galarety wszystko do śmieci. jeżeli przyjadę, zobaczę okruszek lub poczuję zapach jej lakieru do włosów idę do sądu po rozwód. Zrozumiałeś?
Rozumiem, Basia. Wszystko zrobię. Wyczyszczę na błysk. Tylko wróć. Kocham cię. Nie chciałem, żeby tak wyszło. Chciałem dobrze
Dobrze wychodzi ci, gdy myślisz dla nas, nie dla wszystkich naraz rzuciłem ostro. Przyjadę jutro na obiad. I Adam jeżeli jeszcze raz pozwolisz komuś krytykować mnie w moim domu, odejdę. Na zawsze.
Odłożyłem słuchawkę. Za oknem hotelu rozświetlały się światła miasta. Dopiłem wystygłą kawę. Czułem trochę współczucia do Adama pogubionego, miękkiego faceta, który chciał być dobrym ojcem. Ale bardziej żałowałem siebie tego siebie, który wytrzymywał to przez lata.
Nie będę już znosić. Ten krótki pobyt w hotelu coś mi w głowie przestawił. Mam prawo być ważny. Nie rozsądny, nie wygodny po prostu najważniejszy w swoim życiu.
Następnego dnia, gdy wróciłem do mieszkania, unosił się tam zapach cytrynowego płynu do mycia. Okna szeroko otwarte, powietrze świeże po wczorajszym zamieszaniu. Adam, z podkrążonymi oczami i mokrymi rękami, stanął w korytarzu.
Wszystko posprzątałem pochwalił się, patrząc na mnie jak skruszony pies. choćby zasłony wyprałem, pachniały lakierem.
Wszedłem do kuchni. Czysto, żadnych słoików. Waza po przyczynach wszystkich problemów zniknęła.
A gdzie waza? spytałem.
Wyrzuciłem mruknął Adam. Razem z galaretą. Nie chcę ich już widzieć.
Podszedłem, spojrzałem mu w twarz.
No dobrze powiedziałem zawzięcie, zdejmując płaszcz. Nastaw czajnik. Dokończymy mój tort. Chyba, iż też go wyrzuciłeś w przypływie emocji.
Adam westchnął z ulgą i objął mnie mocno.
Zostawiłem go. Jest pyszny. Podjadłem nocą z żalu. Basia, jesteś najlepsza. Przepraszam durnia.
Wybaczam. Ale to był ostatni raz, Adam. Ostatni.
Usiedliśmy do herbaty. Patrzyłem na niego i myślałem: czasem, żeby ratować rodzinę, trzeba na chwilę odejść. Puste miejsce przy stole czasem mówi więcej niż tysiąc słów.

![Tutaj w Krakowie wolontariusze WOŚP otrzymają darmowy poczęstunek [LISTA LOKALI]](https://cowkrakowie.pl/wp-content/uploads/2026/01/wosp-1.jpg)









