A gdzie zamierzasz postawić tę wazę? Przecież prosiłam, żebyś schował ją do szafki, kompletnie nie pasuje do mojego serwisu powiedziała Agnieszka, starając się zachować spokój, choć w środku aż się gotowała jak rosół na niedzielę. Nerwowo poprawiła fartuch i spojrzała na męża, który z niepewną miną przestawiał kryształową salaterkę z miejsca na miejsce.
Aga, no przecież to nie ma znaczenia Michał uśmiechnął się przepraszająco, a właśnie ten jego wieczny, skruszony uśmieszek dziś działał Agnieszce na nerwy jak nigdy. Kasia zawsze była do tej wazy przywiązana. Twierdziła, iż sałatka jarzynowa w niej wygląda odświętnie. A skoro zbieramy się razem, dla chłopaków, to może chociaż im zapewnijmy trochę wspomnień, żeby nie czuli się nieswojo?
Agnieszka na chwilę zastygła z nożem w ręce. Ostrze zawisło nad ogórkiem w połowie pokrojonym. Wypuściła powietrze nosem i policzyła w myślach do trzech, żeby nie wybuchnąć krzykiem.
Michał, jej głos był lodowato spokojny powiedz mi tylko jedno. Organizujemy imprezę w moim domu. Ja, twoja żona, od dwóch dni szykuję wszystko: mięso marynowałam, upiekłam biszkopt do tortu, podłogi szorowałam. A ty mi tu sugerujesz, żebym stawiała tę kiczowatą wazę, bo lubiła ją twoja była żona? Naprawdę uważasz, iż to logiczny powód?
Michał westchnął ciężko i usiadł na krześle, jakby dźwigał na barkach całą Wisłę.
Aga, proszę cię, nie zaczynaj. Przecież ustaliliśmy. Bliźniacy mają 20. urodziny, to dla nich istotny dzień. Chcą mieć oboje rodziców przy stole. Co miałem zrobić? Powiedzieć Kasi, żeby nie przychodziła? To matka chłopaków. To tylko jeden wieczór. Zjemy, złożymy życzenia, pokroimy tort i rozchodzimy się. Tak bardzo bym chciał, żeby było spokojnie, bez kwasów. Jesteś rozsądną kobietą
Rozsądna kobieta. Agnieszka miała ochotę wywrócić oczami i wybiec z kuchni. W jej wykonaniu być rozsądną znaczyło: być wygodną dla innych. Ustąpić, przemilczeć, niczego nie oczekiwać, znieść poniżenie jak kubek herbaty.
Pięć lat była żoną Michała. Przyjęła go z całym bagażem alimentami, ciągłymi wyjazdami do chłopaków-bliźniaków, którzy w tamtym czasie sprawiali sporo kłopotu. Nigdy nie zabraniała mu z nimi kontaktu. Chłopcy, Kuba i Bartek, często bywali u nich i choćby się dogadywali. Ale Kasia Kasia była osobnym rozdziałem. Pewna siebie, głośna, emanowała przekonaniem, iż Michał jej wciąż należy, tylko tymczasowo oddała go Agnieszce.
Nie mam nic do chłopaków, Michał. Pogodziłam się z tym, iż zaprosiłeś Kasię, choć normalni ludzie obchodzą takie okazje w restauracji, nie w domu obecnej żony. Ale czemu mam dopasowywać nakrycie pod gust twojej byłej? Może jeszcze ubiorę się w sukienkę, którą ona lubi? Albo fryzurę jej ulubioną zrobię?
Przesadzasz rzucił Michał, wstając. Dobra, schowam tę wazę. Tylko nie bądź zła. Chłopcy zaraz będą, Kasia z nimi. Ma auto w serwisie, wezmą ją ze sobą. Dajmy sobie trochę luzu, dobra? Dla święta.
Musnął ją gwałtownie w policzek i zniknął w łazience, żeby się ogolić. Agnieszka została sama pośród kuchni zastawionej miskami, garnkami i produktami. Schab piekł się w piekarniku, na kuchence dochodził sos do kurczaka. Wszystko pachniało cudownie, ale ona czuła, jakby właśnie przygotowywała stypę dla własnego poczucia wartości.
Po godzinie w korytarzu rozniosły się wrzaski i śmiech.
No i gdzie nasz tatusiek? ten głos Agnieszka rozpoznałaby wszędzie. Wysoki, z piskiem, dominujący całe otoczenie. Michał! Już jesteśmy!
Agnieszka ściągnęła fartuch, poprawiła fryzurę w lustrze i wyszła z kuchni.
Przedpokój był pełen. Bliźniacy, Kuba i Bartek, wysocy jak brzozy, zdejmowali kurtki. Między nimi jak królowa stała Kasia: w jaskrawoczerwonej sukience, zrobiona na tip-top, na włosach chyba pół puszki lakieru.
O, Agnieszka, cześć rzuciła chłodno, choćby nie patrząc na gospodynię. Już szukała wzrokiem Michała. Mamy prezenty! Michał, chodź tu, pomóż mamie torbę zanieść, mam słoiki z przetworami!
Michał wbiegł uradowany i rozentuzjazmowany.
Hej, chłopaki! Wszystkiego najlepszego! objął synów, klasnął ich po plecach. Kasia, cześć. Po co przetwory? Przecież stół aż się ugina.
Ojeju, znam wasze stoły Kasia teatralnie przewróciła oczami, obrzucając w końcu Agnieszkę spojrzeniem. Agnieszka pewnie znów wszystko dietetyczne, bez soli, bez tłuszczu? A chłopaki muszą pojeść jak należy. Dałam ogórki i grzybki. I galaretę na nogach wieprzowych, nie to jakieś kurczakowe żelki, co ostatnio było.
Agnieszka poczuła, jak twarz oblewa jej rumieniec. Pół roku temu Kasia też tu była po synów i wtedy wszystkiego się uczepiła.
Dzień dobry Kasia, odpowiedziała chłodno i kulturalnie. Proszę, wejdźcie. Jedzenia nie zabraknie. Galareta dzisiaj wołowa, klarowna jak łza.
Zobaczymy mruknęła Kasia, jakby to ona była gospodynią, i bez pytania weszła do salonu. O, kanapy jeszcze nie zmieniłaś? Michał, przecież mówiłam, ten kolor nie pasuje. Starzeje pokój. A te zasłony ponuro tu. U nas, pamiętasz, zawsze było jasno, tiul w oknach.
Michał szedł za nią z torbami.
Kasiu, nam się podoba. Tak jest przytulnie.
Przytulnie przytulnie to jest tam, gdzie dusza śpiewa, nie tu oceniła Kasia i usiadła na złej kanapie. Chłopaki, myjcie ręce! Agnieszka, na co czekasz? Nakrywaj, głodni jesteśmy.
Agnieszka ścisnęła dłonie, aż paznokcie wbiły jej się w skórę. Spokojnie, dla Michała, dla chłopców, nie psuj im urodzin.
Wróciła na kuchnię. Michał zaraz ruszył za nią.
Aga, nie obrażaj się na Kasię szepnął łamiącym się głosem i łapał talerze. Ona taka jest, nie ze złej woli. Ma ciężki charakter, lubi zarządzać. Pomogę ci z sałatkami.
Poradzę sobie ucięła Agnieszka.
Impreza od początku szła źle. Kasia usiadła obok Michała, tak blisko, iż ich ramiona się ocierały. Bliźniacy naprzeciwko. Agnieszce przypadło miejsce na krańcu, niemal na wyjściu jak kelnerce na roboczej przerwie.
Za moich orłów! wykrzyknął Michał, wznosząc kieliszek. Dwadzieścia lat! Przeleciały jak jeden dzień!
Oj, dokładnie, Michałku, zawtórowała Kasia, przerywając mu w pół zdania. Pamiętasz, jak mnie do szpitala wiozłeś? Lód, auto nie chciało zapalić, biegałeś wokół poloneza w koszuli, przerażony. Potem pod oknami krzyczałeś Kogo mam?!. Ale była zabawa!
Zalała się śmiechem, prawie wspierając się dłonią na ramieniu Michała. Ten się uśmiechał głupkowato, zatopiony w wspomnieniach.
Były czasy My młodzi, głupi
A jak Bartek wpadł w kałużę w nowym garniturze? Szliśmy do twojej mamy na imieniny. Ty go chwyciłeś, a on ryczy cały w błocie! W fontannie go myliśmy!
Fakty, anegdoty, wspominki z czasów, gdy byli rodziną. A pamiętasz nasz urlop w Sopocie?, A pamiętasz, jak tapetowaliśmy?, A jak nogę złamałeś, to cię sam karmiłam?
Agnieszka milczała, popychając widelcem sałatkę. Czuła się tu nikom obcym dodatkiem, dekoracją. Bliźniaki siedziały w telefonach, czasem przytakiwały matce, Michał rozgrzany winem i sentymentem żył wyłącznie tym, co minęło. O niej zapomniał.
Agnieszka, podaj chleb rzuciła Kasia, opowiadając, jak Michał uczył ją jeździć autem. Krzyczał Hamuj!, a ja gaz wciskałam! Prawie w płot weszliśmy! Michałku, wtedy chyba osiwiałeś o pół głowy!
Było coś zaśmiał się Michał. Ty zawsze miałaś ciężką nogę.
Ty zawsze
Wystrzał. Agnieszka spojrzała na męża. choćby nie zauważył, co powiedział. Patrzył na Kasię z jakimś cielęcym zachwytem, rozczulony. Jasne, bo ona przypominała mu czasy, gdy życie było prostsze.
Sałatka przesolona nagle rzuciła Kasia, przerywając swój monolog i wciskając do ust kawałek jarzynowej. Aga, zakochałaś się czy co? Przesala się, jak się człowiek zakocha. Ale w kim, w swoim mężu? Ha-ha! Michał, spróbuj mojej galarety. Tam to jest aromat! Czosnku dałam po krakowsku!
Przepchnęła przez cały stół porcję galarety na talerz Michała, pod sam jeżynowy kurczak Agnieszki.
Kasia, zabierz rękę powiedziała cicho Agnieszka.
Co? Kasia osłupiała. Czemu taka nerwowa?
Powiedziałam, zdejmij rękę z talerza mojego męża. I zabierz swój galaretę. Jedzenia jest wystarczająco dużo, które zrobiłam ja.
Zapadła cisza. Chłopcy podnieśli głowy znad telefonów. Michał się wystraszył.
Aga, co ty Przecież tylko dała kawałek. Smaczne
Aha, smaczne? Agnieszka wstała powoli, drapiąc nogą krzesło o parkiet. Czyli smakuje ci bardziej to, co zrobiła Kasia? Lepiej wspomina się stare czasy? Podoba ci się, iż w twoim domu rządzi inna kobieta, krytykuje meble, żarcie, żonę?
Oj, daj spokój fuknęła Kasia. Ale wrażliwa. Kompleksy? Ja chcę jak najlepiej. Podpowiadam.
Nie potrzebuję podpowiedzi, spojrzała lodowato Agnieszka na byłą. Ani twojego towarzystwa. Wytrzymałam dla Michała i chłopców. Ale widzę, iż świetnie sobie radzicie beze mnie. Wspomnienia, żarty, nasz polonez, nasze wakacje. Jesteście rodziną. Ja tu jestem tylko obsługą, która ma podać, znieść i siedzieć cicho.
Aguś, przestań, Michał próbował chwycić ją za rękę, ale odtrąciła go. Źle to odbierasz. Po prostu wspominaliśmy
No to sobie wspominajcie. Ja nie przeszkadzam.
Odwróciła się i wyszła z salonu. Za nią poleciały komentarze Kasi:
Histeryczka jakaś. Mówiłam ci, Michał, iż ona nie pasuje do ciebie. Wyobraża sobie nie wiadomo co.
Agnieszka weszła do sypialni. Ręce jej drżały, ale w głowie miała przejrzystość. Wyciągnęła z szafy małą walizkę, wrzuciła kosmetyczkę, pijamę, parę ubrań na zmianę, tablet. Przebrała się z eleganckiej sukienki, w której czuła się jak cudzoziemka na własnej imprezie, w wygodne dżinsy i sweter.
Przez aplikację zamówiła taksówkę. Będzie za siedem minut.
Wyszła do przedpokoju, założyła płaszcz, buty. Z salonu znów dobiegał śmiech. Kasia coś opowiadała, Michał ryczał. Nie zauważyli jej zniknięcia pewnie myśleli, iż płacze w poduszce i wróci.
Agnieszka zerknęła do salonu.
Wychodzę powiedziała głośno i wyraźnie.
Zapadła cisza. Michał z kieliszkiem w ręku spojrzał w jej stronę.
Gdzie? Do sklepu? Po chleb?
Nie, Michał. Jadę do hotelu. Ja też dziś mam święto dzień wolności od chamstwa i braku szacunku. Bawcie się dobrze w swoim starym składzie. Lodówka pełna, tort na balkonie. Zmywarka w kuchni włączona, tabletki pod zlewem. Może Kasia pokaże, jak to się robi, nie tylko z galaretą, ale i z myciem talerzy.
Zwariowałaś? Michał zerwał się, wywracając kieliszek. Wódka wsiąkła w obrus. Jaki hotel? Przecież noc, goście są!
To twoi goście, Michał. Nie moi. Trzymajcie się i wszystkiego dobrego, chłopcy.
Wyszła i trzasnęła drzwiami, odcinając wrzaski męża i oburzone gderanie Kasi.
Wsiadła do taksówki. Patrzyła przez okno na nocne światła miasta. Zadzwoniła do najlepszego spa hotelu w Krakowie.
Dobry wieczór, czy macie wolny pokój? Apartament lub coś z wyższej półki? Świetnie. Będę za dwadzieścia minut. Poproszę o butelkę prosecco i tacę z owocami do pokoju. A jutro wczesny masaż, bardzo proszę.
W hotelu panował spokój, pachniało perfumami. Żadnego smrodu smażonej cebuli, żadnych dźwięków sztućców, żadnych cudzych głosów. Pokój był chłodny i bielutki, pościel pachnąca jak nowa.
Agnieszka wzięła prysznic, dosłownie zmywając z siebie tę lepkość wieczoru. Owinęła się szlafrokiem, nalała sobie kieliszek zimnego prosecco, wyszła na balkon. Kraków błyszczał i był obojętny.
Telefon wibracyjnie szalał przez całą jazdę taksówką, ale wyciszyła go. Sprawdziła ekran piętnaście nieodebranych od Michała. Trzy wiadomości.
Co ty wyprawiasz?
Wracaj natychmiast, wstyd przed ludźmi!
Aga, to nie żarty, Kasia w szoku.
Agnieszka uśmiechnęła się i wyłączyła telefon całkiem. Upiła łyk prosecco. Po raz pierwszy od lat poczuła się całkiem wolna. Nie musi martwić się o mięso, o to czy nie przeszkadza im telewizor, czy Michał czasem się nie obrazi. Jest sama i to jest genialne.
Rano obudziło ją słońce. Poprosiła o śniadanie do pokoju jajka po benedyktyńsku, rogalik i kawę. Potem masaż, potem basen. Przedłużyła pokój jeszcze o dobę. Wcale nie miała zamiaru wracać.
Włączyła telefon dopiero późnym popołudniem następnego dnia. Wiadomości było więcej i ton zupełnie inny.
Aga, gdzie jesteś? Martwię się.
Chłopaki poszli zaraz po twoim wyjściu. Powiedzieli, iż cyrk zrobiłem.
Kasia wyjechała wieczorem. Awantura była.
Proszę, odbierz
Agnieszka wybrała numer Michała.
Halo, Agnieszko! Boże, żyjesz? Gdzie ty jesteś? Michał niemal łkał.
Jestem w hotelu, Michał. Odpoczywam.
Wybacz mi wyszeptał. Jestem idiotą. Wszystko zawaliłem.
Opowiadaj rzuciła Agnieszka chłodno. Jak wam minął wieczór w stylu powrót do przeszłości?
Fatalnie, po prostu fatalnie. Jak tylko wyszłaś, Bartek wstał i powiedział No to jazda. Matka awanturnica, ojciec fajtłapa. Agnieszka jest normalna, a wy ją przegoniliście. I z Kubą wyszli. choćby tortu nie chcieli.
Zrobiło jej się satysfakcyjnie chłopaki okazali się rozsądniejsi od dorosłych.
A potem?
Kasia się rozkręciła. Krzyczała, iż wychowałem niewdzięczników. Że nastawiłaś ich przeciw niej. Wtedy zaczęła mi rozkazywać, żebym sprzątał ze stołu. Powiedziałem, żeby się wzięła i pomogła, skoro rządzi. Zaczęła wrzeszczeć, rzuciła talerzem. Tym z serwisu twojej mamy.
Kasia rozbiła talerz? głos Agnieszki był jak lód.
Tak Przez przypadek. Machała rękami. Nie wytrzymałem, Aga. Powiedziałem jej, żeby pakowała się i wynosiła. Awantura na całego. Wypomniała mi wszystko małe pensje, twoją matkę, iż jej życie zniszczyłem. W końcu wywaliłem ją.
Michał milczał, oddychając z trudem.
Siedzę tu sam. Wśród brudnych naczyń. Nic nie tknąłem. Nie mogłem. Aga, wróć, proszę. Jestem kretynem. Nigdy więcej żadnej byłej w naszym domu. Przysięgam.
Nie posprzątałeś naczyń? dopytała.
Nie. Wszystko jak zostawiłaś.
Bardzo dobrze. Masz czas do jutra rana. Ma pachnieć cytryną i środkami czystości. Ma nie być śladu po Kasi. Ani słoików, ani galarety. Wszystko do śmietnika. jeżeli po powrocie poczuję zapach jej lakieru lub zobaczę resztki wyjeżdżam i składam papiery o rozwód. Zrozumiano?
Tak. Wszystko zrobię. Wyszoruję choćby klamki. Tylko wróć. Kocham cię. Wiem, iż zawaliłem. Chciałem dobrze
Dobrze wychodzi ci, jak używasz rozumu, a nie próbujesz być fajny dla wszystkich powiedziała ostro. Przyjadę jutro na obiad. I Michał jeżeli jeszcze raz pozwolisz, żeby ktoś mnie krytykował w moim domu wyjdę nie do hotelu, tylko na zawsze.
Rozłączyła się. Za oknem hotelu zapalały się światła. Dopijała kawę. Trochę jej żal było Michała tego wiecznie miękkiego, pogubionego w roli dobrego ojca. Ale jeszcze bardziej współczuła sobie tej, która znosiła to wszystko latami.
Nigdy więcej. Ta hotelowa ucieczka coś w niej odblokowała. Agnieszka zrozumiała, iż ma prawo być główną bohaterką własnego życia.
Następnego dnia, gdy wróciła do mieszkania, pachniało cytryną i płynem do naczyń. Okna pootwierane, żeby wywietrzyć resztki wczorajszej awantury. Michał z podkrążonymi oczami i mokrymi rękami czekał na korytarzu.
Wszystko posprzątane zameldował pokornie. choćby zasłony uprane, bo miałem wrażenie, iż lakierem pachną.
Agnieszka przejrzała kuchnię. Czysto. Nie ma żadnych słoików. Waza zniknęła.
Gdzie waza? dopytała.
Wywaliłem. Razem z galaretą. Mam dość.
Agnieszka zerknęła na niego, wzięła płaszcz do ręki.
No, rzuciła, zdejmując buty. Stawiaj czajnik. Musimy dokończyć ten tort. Chyba, iż wywaliłeś w afekcie?
Michał wydał oddech ulgi i przytulił ją mocno.
Tort zostawiłem. Pyszny. Zjadłem kawałek w nocy. Aga, jesteś najlepsza na świecie. Przepraszam, naprawdę.
Przebaczam. Ale pamiętaj to ostatni taki numer, Michał.
Usiedli razem przy herbacie. Agnieszka patrzyła na męża i myślała czasem, żeby uratować rodzinę, trzeba na chwilę z niej wyjść. Żeby puste miejsce przy stole powiedziało więcej niż wszystkie słowa.

![Tutaj w Krakowie wolontariusze WOŚP otrzymają darmowy poczęstunek [LISTA LOKALI]](https://cowkrakowie.pl/wp-content/uploads/2026/01/wosp-1.jpg)









