Mąż zaproponował czasową separację, by „sprawdzić uczucia” – więc wymieniłam zamki – Wiesz co, Ela, mam wrażenie, iż staliśmy się sobie obcy. Rutyna nas pożarła. Myślę… powinniśmy trochę pomieszkać osobno. Sławek powiedział to tak zwyczajnie, jakby proponował kupić nie bułkę, a razowy chleb na kolację. choćby nie podniósł wzroku znad talerza z barszczem, do którego moczył kawałek słoniny. Ela zamarła z chochlą w ręku, czując, jak gorąca kropla bulionu spływa jej po nadgarstku i parzy skórę, ale ból był ledwo odczuwalny. W uszach szumiało, jakby ktoś odpalił odkurzacz na pełen regulator. – Co znaczy – osobno? – powtórzyła, starając się, by głos jej nie drżał. Odstawiła chochlę do garnka, bojąc się, iż zaraz wypadnie jej z osłabionych palców. – Wyjeżdżasz w delegację? – Nie, żadna delegacja – skrzywił się Sławek, w końcu podnosząc na nią zmęczone, lekko zirytowane oczy, jak nauczyciel zmuszony tłumaczyć uczniowi oczywiste sprawy. – Mówię o przerwie. O sprawdzeniu uczuć. Rozumiesz, iskra zgasła. Wracam do domu, a tam… duszno. To samo: praca, obiad, telewizor, spanie. Chcę sprawdzić, czy mnie jeszcze do ciebie ciągnie, czy to już tylko przyzwyczajenie. Ela powoli opadła na krzesło po drugiej stronie stołu. Dwadzieścia lat małżeństwa. Dwójka dzieci – już studenci – zamieszkałych w innych miastach. Kredyt hipoteczny spłacony trzy lata temu. Remont własnymi rękami, zdzieranie tapet przez weekendy. A teraz – „duszno”? – I gdzie masz zamiar zamieszkać, kiedy będziesz… sprawdzał? – zapytała cicho. – Wynająłem kawalerkę. Na dwa miesiące. Blisko pracy, żebym nie stał w korkach – odpowiedział zbyt szybko, jakby miał to przygotowane. – Rzeczy już pakuję, są w sypialni. A więc wszystko postanowione od dawna. Kiedy Ela wybierała na wiosnę nowe sadzonki na działkę, kiedy szukała mężowi swetra na promocji, on oglądał mieszkania. Wynajął, zapłacił kaucję. I milczał. – A moje zdanie cię nie interesuje? – spojrzała na niego, próbując dojrzeć w jego twarzy tamtego chłopaka, za którego wychodziła. Ale przed nią siedział obcy, przybierający na wadze facet z uciekającym wzrokiem. – Ela, nie zaczynaj dramatu – odłożył łyżkę. Apetyt mu chyba w końcu przeszedł. – Nie proponuję przecież rozwodu. Na razie. Proszę o przerwę. To normalne, dużo ludzi tak robi. Psychologowie polecają. Może zrozumiemy, iż nie możemy bez siebie żyć, i przeżyjemy „drugą podróż poślubną”. A może… No, przynajmniej będzie uczciwie. Wstał, rzucił serwetkę na stół i poszedł do sypialni. Ela słyszała, jak szafę otwiera, jak szeleszczą torby. Siedziała w kuchni, patrząc na stygnący barszcz – ulubiony, z fasolą, jak chciał – i czuła, jak w niej rozrasta się ogromna, lodowata pustka. Wieczór minął jak we śnie. Sławek krzątał się po mieszkaniu, przenosząc walizki do przedpokoju. Wziął laptopa, ukochaną kawiarkę (prezent dla Eli od koleżanek z pracy, ale używał głównie on), ciepłe rzeczy. – No to idę – powiedział w kurtce, stojąc w drzwiach. Miał minę podniosłą, odrobinę winę w oczach. – Nie dzwoń na razie. Umówmy się: miesiąc ciszy. Żeby eksperyment był czysty. – A jak rura pęknie? – zapytała głupio Ela. – Wezwiesz hydraulika. Dasz sobie radę, już jesteś dorosła. Klucze zachowam na wszelki wypadek, może będę musiał coś odebrać. To cześć, nie tęsknij za bardzo. Drzwi huknęły. Zamek trzasnął. Ela została sama w mieszkaniu – nagle jakby za dużym, za cichym, przerażająco pustym. Przez pierwsze trzy dni leżała tylko. Wstawała pić wodę, korzystała z toalety. Myślała, iż życie się skończyło. Analizowała ostatnie miesiące – gdzie popełniła błąd? Może za często marudziła o tych skarpetkach? Przytyła? Stała się nudna? Czwartego dnia przyjechała siostra, Magda. Wpadła do mieszkania z siatkami zakupów i winem. Zobaczyła Elę – zapłakaną, w szlafroku, z tłustymi włosami – tylko pokręciła głową. – Tak tego nie zostawimy. Wstawaj, pod prysznic. Ja pokroję ser. Po godzinie, przy kieliszku wina, Ela opowiedziała wszystko, Magda słuchała uważnie. – „Próba uczuć”, powiadasz? – prychnęła siostra. – „Dusno mu”? Elka, jesteś księgową, liczysz jak komputer, a tu nie umiesz dodać dwa do dwóch. On ma babę. – No co ty – odparła Ela. – Jaką babę? Ma pięćdziesiątkę na karku, z kręgosłupem i wrzodami. Komu on potrzebny? – Proszę cię! Miłość i wrzody nie mają związku, szczególnie jak kryzys wieku średniego się odpala. „Wynajął kawalerkę”, „nie dzwoń miesiąc” – klasyk. Chce pożyć z tamtą, ale boi się palić mosty. A nuż ona nie ugotuje mu barszczu albo nie upierze skarpet? Trzyma cię „w rezerwie”. Jak się uda – rozwiedzie się. Jak nie, wróci z kwiatami i powie: „Tylko ciebie kocham”. Ty go wpuścisz, a on znowu będzie panem na włościach! Słowa siostry spadały jak kamień do umysłu Eli. Próbowała się bronić, ale wiedziała, iż Magda ma rację. choćby zmiana hasła w telefonie, zostawanie dłużej „w pracy”, nowa koszula… – Co mam robić? – zapytała Ela – czuła, jak złość powoli zastępuje smutek. – Co robić? Żyć! – Magda aż uderzyła dłonią w stół. – Idź do fryzjera, kup sobie coś fajnego i przestań czekać na jego telefon. Mieszkanie czyje? – Moje. Po rodzicach – odpowiedziała automatycznie Ela. – On u mamy zameldowany, dokumentów nie przepisał, nam się nie spieszyło. – Czyli jesteś tu jedyną właścicielką. Słuchaj mnie uważnie. Nie siedź w kącie i nie płacz. On myśli, iż będziesz czekać. Zaskocz go. Wieczorem Ela długo nie mogła zasnąć. Potem w łazience znalazła jego krem do golenia. Z rozmachem wrzuciła go do kosza na śmieci. Bum – pierwszy strzał w tej nowej wojnie. W następnych tygodniach Ela zmusiła się pójść do pracy. Koledzy widzieli, iż schudła i posmutniała. Bez Sławka okazało się, iż mieszkanie jest czyściejsze, nikt nie zostawia okruszków ani brudnych dżinsów. Jedzenie nie znika, nie trzeba gotować codziennie, starczy sałatka. Wieczory wolniejsze – sięgnęła po druty, zaczęła na nowo dziergać. Cisza wcale nie okazała się straszna. Przeciwieństwo – uzdrawiała. Nikt nie narzekał przy tv, nie przełączał, kiedy Ela oglądała film. Ale gdzieś tam, nie dawał spokoju robak – a może siostra się myli? Może faktycznie Sławek sam mieszka i tęskni? Wszystko się wyjaśniło pewnego piątku, gdy Ela w drodze po włóczkę w galerii zobaczyła ich: Sławek przy witrynie jubilera z kobietą – młodszą o dwadzieścia lat w czerwonym płaszczu, śmiejącą się do niego tak, jak kiedyś ona. Objął ją w pasie i prowadził do wyjścia. Coś w Eli umarło. Narodziło się coś nowego – twardego, chłodnego, spokojnego. Bez skandali wróciła do domu. Znalazła świadectwo własności, akt darowizny po rodzicach, wpis zameldowania – tylko ona i dzieci. Sławek zawsze mówił: po co przepisywać, „i tak mieszkamy razem”. Znalazła przez Internet ślusarza i zamówiła wymianę zamków. Wybrała najmocniejszy, antywłamaniowy. Gdy fachowiec wręczył nowe, błyszczące klucze, Ela zamknęła drzwi na wszystkie spusty swojego „zamku”. Rzeczy Sławka – kurtki, buty, sprzęt wędkarski – spakowała w pięć solidnych worków na śmieci. Wyniosła na korytarz. Po tygodniu nastała sobota i… dzwonek do drzwi. Ela spojrzała przez wizjer: Sławek z reklamówką i goździkami (nawet nie pamiętał, iż zawsze wolała tulipany). Nie otworzyła. – Ela! Co z zamkiem? Ela milczała. – Otwieraj! Wróciłem wcześniej, stęskniłem się! Umawialiśmy się na miesiąc, a ja szybciej! – walił pięścią w drzwi. – Twoje rzeczy są w workach po lewej. Zabierz i odejdź – odpowiedziała jasno. – Ty zwariowałaś?! Otwieraj! To mój dom! – wrzeszczał. – Mam do niego prawo! – To nie jest twój dom, Sławku. To moje mieszkanie. Chciałeś mieszkać osobno? Proszę bardzo. Na zawsze. Zdał sobie sprawę z sytuacji. Rzucał wyzwiskami, groził policją, kopał drzwi. W końcu ucichł, próbował ogarnąć siaty ze swoimi rzeczami, znowu coś krzyknął… i wyszedł. Ela osunęła się pod drzwiami i płakała – ze zmęczenia i ulgi. gwałtownie rozwód przez e-sąd. Działka sprzedana, auto z odszkodowaniem dla niej wykorzystane na wakacje w Turcji. „Młoda muza” porzuciła Sławka, gdy zrozumiała, iż nie ma już do czego wracać. Ela – pierwszy raz od lat wysmażona na słońcu, w nowej sukience, z kurortowym romansem i przekonaniem, iż wszystko jeszcze przed nią. Kiedy spotkała Sławka pod blokiem, usłyszała coś w stylu: „Ela, wróćmy do siebie, bez ciebie nic nie ma sensu”. Spojrzała i poczuła… nic. – Dwadzieścia lat nie wymazujesz – zgodziła się – ale przeszłość powinna zostać przeszłością. Mam nową drogę, Sławek. I dla ciebie w niej nie ma już miejsca. Odwróciła się, weszła na klatkę. Sięgnęła po nowe, błyszczące klucze – i zamknęła za sobą drzwi do starego życia. Podobają Ci się takie historie? Zasubskrybuj kanał i zostaw lajka, by nie przegapić kolejnych prawdziwych opowieści. Daj znać w komentarzu – czy Ela postąpiła słusznie?

naszkraj.online 11 godzin temu
Wiesz, Elżbieta, mam wrażenie, iż staliśmy się sobie obcy. Codzienność nas przygniotła. Myślałem ostatnio… powinniśmy na jakiś czas zamieszkać osobno. Marek powiedział to tonem zupełnie zwyczajnym, jakby proponował kupić żytni chleb zamiast pszennego do kolacji. choćby nie podniósł wzroku znad talerza pomidorowej, w której maczał kawałek boczku. Ela zamarła z chochlą w ręku, czując, jak […]
Idź do oryginalnego materiału