Mąż przyprowadził kogoś innego

twojacena.pl 8 godzin temu

Mąż przyprowadził inną

Kasia wzięła głęboki oddech, krytycznie przyglądając się swojej sukience. Białe ubranie, kupione za grosze w pośpiechu na wyprzedaży, wydawało się zbyt proste. Koronki, które tak starannie wybierała, ale i tak nie do końca dobrze obejrzała, teraz wyglądały na tanie.

„No i co z tego?” – pomyślała. – „Liczy się tylko, czy spodoba się Wojtkowi.” Westchnęła. W tej sukience wyjdzie za mąż. Wojtek… Był jej marzeniem, miłością od pierwszego wejrzenia. Choć, prawdę mówiąc, wcale nie przypominał księcia na białym koniu. Raczej był jak… dzielny wiking z niesforną czupryną jasnych włosów, szerokimi ramionami i figlarnym spojrzeniem błękitnych oczu.

Kasia była pewna, iż miłość przyjdzie właśnie tak. Niespodziewanie. Od pierwszego wejrzenia. Jak w romansach. Ma mniejsze oczekiwania.

Dźwięk telefonu wyrwał ją z zamyślenia. Oczywiście, dzwoniła mama, znów pewnie będzie namawiać Kasię, by odwołała ślub.

– Kasieńko, złotko moje, posłuchaj mnie, posłuchaj tych, którzy żyją dłużej niż ty! – naturalnie, mama płakała, pewnie już od tygodnia. – Jaki ślub po miesiącu znajomości? Przecież się zupełnie nie znacie!

Ile można powtarzać to samo?

– Prawdziwej miłości więcej nie potrzeba – odpowiedziała Kasia z rozmarzeniem. – Tysiąc razy ci już tłumaczyłam. To miłość od pierwszego wejrzenia! Jak w filmie!

– W filmach, Kasieńko, pokazują bajki! – odparła mama. – A w bajkach piszą tylko, iż „żyli długo i szczęśliwie”. I koniec! Nic więcej. A w życiu po „długo i szczęśliwie” przychodzą codzienne obowiązki: praca, rachunki, dzieci… Wiesz chociaż, gdzie on pracuje? Czym się zajmuje? Jakie ma plany na przyszłość?

Kasia nie wiedziała, co odpowiedzieć. Z Wojtkiem jakoś nie rozmawiali o takich rzeczach. Wszystko sprowadzało się do zachwytów i wyznania miłości.

– Pracuje… no, coś tam mówił o logistyce – wymijająco odpowiedziała Kasia, unikając szczegółów, bo mama mogłaby to sprawdzić.

Gdzie pracuje, gdzie pracuje… Dobrze, iż nie spytała o hobby. Bo o zainteresowaniach Wojtka wiedziała jeszcze mniej. Głównie były to spotkania z kolegami przy piwie i granie do późna w gry. Ale czy to ważne, gdy serce wypełnia miłość?

– Kasia, co ty możesz mieć z człowiekiem, którego nie znasz? – odezwał się nagle tata, który przejął słuchawkę.

– Ale babcia i dziadek też się gwałtownie pobrali, a im wyszło! Poznali się i od razu do urzędu.

– To wyjątek, nie reguła. Udało się im, bo mieli szczęście – odpowiedział ojciec.

– I ja będę miała szczęście!

– Kasia!

– Przepraszam, muszę kończyć. Wojtek przyjechał – gwałtownie powiedziała Kasia i rozłączyła się, zanim zdążyli ją przekonać.

Wojtek wrócił ze sklepu w tym, co zdążył kupić: granatowym garniturze, lekko pogniecionym i ewidentnie nie w jego rozmiarze. Marynarka odstawała na ramionach, a spodnie fałdowały się harmonijką nad butami. W rękach trzymał bukiet stokrotek, przewiązany wstążką. Kwiaty były polne, pewnie zerwane po drodze. Ale dla Kasi były najpiękniejsze na świecie.

– Gotowa? – zapytał.

Kasia skinęła głową, czując, jak dłonie drżą z emocji. Wzięła głęboki oddech i wyszła z mieszkania, zostawiając za sobą wątpliwości, namowy rodziny i zdrowy rozsądek. Szła ku swojej przyszłości, jak jej się wydawało.

W urzędzie wszystko poszło gwałtownie i nudno. Urzędniczka z przemęczoną twarzą odklepała formułkę o miłości i wierności. Wojtek niezdarnie wsunął Kasi pierścionek na palec, a potem uśmiechali się do błysków aparatów nielicznych krewnych Wojtka. Rodzice Kasi nie przyszli.

Po ślubie pojechali do jego mieszkania, które od dwóch dni było też domem Kasi. Na stole, nakrytym kolorową ceratą, stały kanapki z szynką, miska sałatki jarzynowej i pokrojone pomidory z ogórkami. Krewni Wojtka: ciocia Halina, która to wszystko przygotowała, wujek Kazimierz z wiecznym kacem i kuzynka Ewa z zazdrosnym spojrzeniem – życzyli młodym wszystkiego najlepszego i gwałtownie się rozeszli. Wyglądali, jakby przyszli na stypę, nie na wesele. Kasia czuła się nieswojo, ale starała się nie okazywać.

Gdy ostatni gość wyszedł, Wojtek odetchnął z ulgą.

– No i po wszystkim – powiedział. – Teraz jesteśmy mąż i żona! Na zawsze!

Zakręcił ją po pokoju, a Kasia zaśmiała się z radości.

Ale tego samego wieczoru, zaledwie trzy godziny później, zaczął się cyrk. Wojtek, znudzony po wyjściu rodziny, oznajmił, iż ślub z rodziną to jedno, a z kolegami – co innego. I bez zastanowienia wyszedł, zostawiając Kasię samą w ich nowym „gnieździe”.

– Zaraz wrócę! Nie mogę odmówić chłopakom, nalegają, żebym przyjechał, chcą pogratulować! – krzyknął, mignął w drzwiach i zniknął.

„Zaraz” przeciągnęło się do rana.

Wojtek wrócił kompletnie pijany, nic nie pamiętając. Bełkotał przeprosiny, iż zostawił ją samą, po czym zwalił się na łóżko i natychmiast zasnął. Kasia milcząco przykryła go kołdrą.

Poranek przyniósł kaca Wojtkowi i gorycz rozczarowania Kasi. Zrozumiała, iż popełniła błąd, wychodząc za niego tak szybko. Ale nie chciała się do tego przyznać – ani przed sobą, ani przed rodzicami. Przecież to miłość! Uważała, iż go zmieni. Miłość czyni cuda, prawda?

Życie z Wojtkiem okazało się rollercoasterem pełnym niespodzianek. Był nieprzewidywalny. Mógł nagle wyjechać na weekend bez słowa. Mógł wydać całą wypłatę na konsolę do gier, zostawiając ich bez grosza. Mógł urządzić awanturę o brudne naczynia, a pięć minut później zasypać ją komplementami.

Pewnego dnia przyniósł drogą abstrakcyjną grafikę.

– To arcydzieło! – zachwycał się. – Ty się nie znasz na sztuce!

Kasia patrzyła na kreski i myślała, iż za te pieniądze mogliby kupić nową pralkę. Ale milczała.

Wojtek pracował w małej firmie transportowej. Narzekał na szefa, marzył o własnym biznesie, aleKasia w końcu zrozumiała, iż nie musi być jego ofiarą, spakowała walizkę i odeszła bez słowa, zostawiając za sobą iluzję miłości, która nigdy nie istniała.

Idź do oryginalnego materiału